Chłopak, który mógł zapomnieć o piłce nożnej. Jak wielu jego rówieśników i kolegów, po szkole gimnazjalnej mógł odpuścić. Swoje sportowe życie ograniczyć do oglądania Ligi Mistrzów przed telewizorem. To nie byłby on, wielu wróżyło mu klęskę, wielu nie wierzyło i drwiło za plecami. A on znalazł sposób i teraz jest Wicemistrzem Świata, to on reprezentował Polskę z orzełkiem na piersi. Kamil Kucharski, piłkarz, reprezentant Polski w piłce nożnej sześcioosobowej, który na co dzień uprawia futsal. W naszej rozmowie poruszamy kwestie PZPN-u, Mistrzostw Świata i zazdrości po odniesieniu sukcesu. Rozmawia Ilona Juskowiak.

ILONA JUSKOWIAK: Witaj Kamil, gratuluję zdobycia srebrnego medalu! Jakie to uczucie, kiedy dostajesz powołanie do reprezentacji Polski?

KAMIL KUCHARSKI: Witam serdecznie. Przede wszystkim uczucie podekscytowania, szansy dla mnie na zrobienie czegoś wielkiego. Spełnienie marzeń, bo przecież gra z orzełkiem na piersi to coś wyjątkowego.

IJ: Wcześniej próbowałeś swoich sił w jedenastoosobowej piłce, dlaczego zmiana na futsal?

KK: Głównie przez to, że dostałem taką propozycję, ale również dlatego, że moje osiągnięcia w piłce jedenastoosobowej na trawie stanęły w miejscu i szukałem czegoś innego. Otoczenie dawało mi odczuć, że dobrze wychodzi mi gra na hali, a sam też to bardzo lubię. Mniejsza liczba zawodników na boisku, częstszy kontakt z piłką, to były argumenty za podjęciem tej decyzji.

IJ: Myślisz, że teraz mógłbyś grać w seniorskiej reprezentacji, gdybyś pozostał w tradycyjnej piłce?

KK: To trudne pytanie. Nie wiadomo jak by sytuacja się potoczyła, ale myślę, że było by ciężko. Dlatego, że w piłce tradycyjnej jest bardzo duża konkurencja i o wiele więcej zawodników, niż w samym futsalu, czy piłce nożnej sześcioosobowej. Nie mówię, że nie, natomiast byłoby bardzo ciężko.

IJ: Jak wygląda zgrupowanie, czy coś je wyróżnia?

KK: Przed samym wyjazdem mieliśmy dwa zgrupowania, były bardzo krótkie, ale bardzo intensywne pod względem fizycznym i psychicznym. Trenowaliśmy na różnych płaszczyznach. Stałe fragmenty gry, założenia, które trener nam wpajał, a mieliśmy bardzo mało czasu, żeby to wszystko przyswoić, musieliśmy być bardzo skupieni.

IJ: Jak przygotowujesz się do gry?

KK: Od dłuższego czasu wygląda to w bardzo podobny sposób, są to treningi, które odbywam z drużyną, indywidualnie trenuję na siłowni, basen, odnowa biologiczna. Staram się to mieć na porządku dziennym, bo jak wiemy to nie są już te czasy, kiedy zawodnik nie musi sam o siebie dbać. Wręcz przeciwnie, samodyscyplina i kontrola są najważniejsze.

IJ: Współpracujecie, współpracujesz z psychologiem?

KK: Tak, mieliśmy zajęcia z psychologiem przed samym wylotem. Przyznam, że to nie były moje pierwsze zajęcia jeśli chodzi o psychologię grupową. Sam, indywidualnie na razie nie uczęszczam na tego typu spotkania.

IJ: Który z meczów był dla Ciebie najtrudniejszy?

KK: Najtrudniejszy… Może pierwszy, to był mój debiut i nie wiedziałem do końca, czego się spodziewać. Jako drużyna też nie wiedzieliśmy, czego oczekiwać, ponieważ mieliśmy bardzo mało informacji na temat drużyny z Maroka, także myślę, że to spotkanie było dla mnie najtrudniejsze.

IJ: Uczucie po strzeleniu pierwszej bramki na Mistrzostwach?

KK: Zadowolenie, czekałem na tę bramkę. Już w pierwszym czy drugim meczu miałem sytuacje, które mogłem wykorzystać, ale udało się dopiero w czwartym, co było takim zwieńczeniem fazy grupowej.

IJ: Jak się czujesz jako Wicemistrz Świata?

KK: Bardzo fajnie (śmiech). Była duża szansa, żebyśmy zostali Mistrzami Świata, dlatego niedosyt pozostanie jeszcze przez długi czas… ale podchodząc do tego z chłodną głową, wicemistrzostwo świata to również coś wielkiego i coś, co stało się w jednej chwili. W lipcu nie spodziewałem się, że pojadę na Mistrzostwa, a w październiku jestem drugi na świecie. To duży sukces.

IJ: Komu zawdzięczasz swój sukces?

KK: Myślę, że swój sukces zawdzięczam wszystkim osobom, które mnie wspierają, od których otrzymuję słowa wsparcia, które zawsze ze mną są, a nie tylko w dobrych chwilach. Po części też samemu sobie, dążę do tego, żeby być coraz lepszy, do tego, co sobie postanowiłem, jak byłem małym chłopcem.

IJ: Bycie Wicemistrzem Świata to niezaprzeczalny sukces. Stąd moje (trudne) pytanie, czy wiele osób Ci zazdrości?

KK: (Śmiech) Na pewno znajdą się osoby, które mi zazdroszczą, ale ile ich jest? Tego nie wiem. Nie chciałbym ingerować w ten temat, bo szczerze? Nie interesuje mnie to zbytnio, ale jak to mówią „sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą”, tak że zawsze ten sukces idzie w parze z odzewem ze strony osób trzecich, które nagle przypominają sobie o twoim istnieniu, lub niektóre osoby, które o tym słyszą, zazdroszczą i boli ich sukces kogoś innego.

IJ: Myślisz, że po tym sukcesie PZPN chciałby przejąć te rozgrywki pod swoje skrzydła?

KK: Myślę, że zainteresują się nimi jeszcze bardziej, aczkolwiek w ubiegłym roku też chłopaki  zdobyli Wicemistrzostwo Świata i nie miało to miejsca, więc uważam, że to nie nastąpi. Natomiast, im większe zainteresowanie i chęć pomocy, tym lepiej. Potrzebujemy  zaangażowania w ten temat, dofinansowania w sprzęt, zgrupowania i inne techniczne sprawy. Myślę, że rozgrywki stałyby na zdecydowanie wyższym poziomie, gdyby PZPN to wspierał.

IJ: Co z życiem prywatnym, liczą się tylko treningi czy masz czas dla siebie?

KK: Trzeba powiedzieć sobie otwarcie, że nie jestem profesjonalnym zawodnikiem, tylko półprofesjonalnym, także życie prywatne ma dla mnie olbrzymie znaczenie. Trzeba pogodzić życie prywatne ze sportem, który towarzyszy mi od dziecka i jest dla mnie bardzo ważny.

IJ: Krótkie pytanie – na kim się wzorowałeś, idol z dzieciństwa i teraz?

KK: To samo nazwisko, ale dwie różne osoby. Kiedy byłem małym dzieckiem – Ronaldo, Luis Nazario de Lima z Brazylii, a teraz Cristiano Ronaldo, portugalski najlepszy piłkarz na świecie.

IJ: Podejrzewam, że mieli oni ogromny wpływ na to, że zacząłeś uprawiać piłkę nożną.

KK: Ronaldo z Brazylii na pewno, bo oglądając jego grę, zawsze chciałem grać tak jak on, gdy byłem małym chłopcem. A Cristiano Ronaldo dla wielu małych chłopców powinien teraz być przykładem zawodnika kompletnego, bo jest to osoba, która ciężką pracą i zaangażowaniem potrafiła zbudować coś, co niewielka garstka ludzi, nie chcę powiedzieć nikt nie będzie w stanie powtórzyć.

IJ: Nie myślisz, że pod względem charakteru utożsamiasz się z CR7? Taką zadziornością i arogancją na boisku.

KK: To już nie mi oceniać, ale niektóre osoby, które mnie znają, mogą tak stwierdzić.

IJ: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

KK: Również dziękuję.

IJ: Moim rozmówcą był Kamil Kucharski.

Chłopak, który mógł zapomnieć o piłce nożnej. Jak wielu jego rówieśników i kolegów, po szkole gimnazjalnej mógł odpuścić. Swoje sportowe życie ograniczyć do oglądania Ligi Mistrzów przed telewizorem. To nie byłby on, wielu wróżyło mu klęskę, wielu nie wierzyło i drwiło za plecami. A on znalazł sposób i teraz jest Wicemistrzem Świata, to on reprezentował Polskę z orzełkiem na piersi. Kamil Kucharski, piłkarz, reprezentant Polski w piłce nożnej sześcioosobowej, który na co dzień uprawia futsal. W naszej rozmowie poruszamy kwestie PZPN-u, Mistrzostw Świata i zazdrości po odniesieniu sukcesu. Rozmawia Ilona Juskowiak.

ILONA JUSKOWIAK: Witaj Kamil, gratuluję zdobycia srebrnego medalu! Jakie to uczucie, kiedy dostajesz powołanie do reprezentacji Polski?

KAMIL KUCHARSKI: Witam serdecznie. Przede wszystkim uczucie podekscytowania, szansy dla mnie na zrobienie czegoś wielkiego. Spełnienie marzeń, bo przecież gra z orzełkiem na piersi to coś wyjątkowego.

IJ: Wcześniej próbowałeś swoich sił w jedenastoosobowej piłce, dlaczego zmiana na futsal?

KK: Głównie przez to, że dostałem taką propozycję, ale również dlatego, że moje osiągnięcia w piłce jedenastoosobowej na trawie stanęły w miejscu i szukałem czegoś innego. Otoczenie dawało mi odczuć, że dobrze wychodzi mi gra na hali, a sam też to bardzo lubię. Mniejsza liczba zawodników na boisku, częstszy kontakt z piłką, to były argumenty za podjęciem tej decyzji.

IJ: Myślisz, że teraz mógłbyś grać w seniorskiej reprezentacji, gdybyś pozostał w tradycyjnej piłce?

KK: To trudne pytanie. Nie wiadomo jak by sytuacja się potoczyła, ale myślę, że było by ciężko. Dlatego, że w piłce tradycyjnej jest bardzo duża konkurencja i o wiele więcej zawodników, niż w samym futsalu, czy piłce nożnej sześcioosobowej. Nie mówię, że nie, natomiast byłoby bardzo ciężko.

IJ: Jak wygląda zgrupowanie, czy coś je wyróżnia?

KK: Przed samym wyjazdem mieliśmy dwa zgrupowania, były bardzo krótkie, ale bardzo intensywne pod względem fizycznym i psychicznym. Trenowaliśmy na różnych płaszczyznach. Stałe fragmenty gry, założenia, które trener nam wpajał, a mieliśmy bardzo mało czasu, żeby to wszystko przyswoić, musieliśmy być bardzo skupieni.

IJ: Jak przygotowujesz się do gry?

KK: Od dłuższego czasu wygląda to w bardzo podobny sposób, są to treningi, które odbywam z drużyną, indywidualnie trenuję na siłowni, basen, odnowa biologiczna. Staram się to mieć na porządku dziennym, bo jak wiemy to nie są już te czasy, kiedy zawodnik nie musi sam o siebie dbać. Wręcz przeciwnie, samodyscyplina i kontrola są najważniejsze.

IJ: Współpracujecie, współpracujesz z psychologiem?

KK: Tak, mieliśmy zajęcia z psychologiem przed samym wylotem. Przyznam, że to nie były moje pierwsze zajęcia jeśli chodzi o psychologię grupową. Sam, indywidualnie na razie nie uczęszczam na tego typu spotkania.

IJ: Który z meczów był dla Ciebie najtrudniejszy?

KK: Najtrudniejszy… Może pierwszy, to był mój debiut i nie wiedziałem do końca, czego się spodziewać. Jako drużyna też nie wiedzieliśmy, czego oczekiwać, ponieważ mieliśmy bardzo mało informacji na temat drużyny z Maroka, także myślę, że to spotkanie było dla mnie najtrudniejsze.

IJ: Uczucie po strzeleniu pierwszej bramki na Mistrzostwach?

KK: Zadowolenie, czekałem na tę bramkę. Już w pierwszym czy drugim meczu miałem sytuacje, które mogłem wykorzystać, ale udało się dopiero w czwartym, co było takim zwieńczeniem fazy grupowej.

IJ: Jak się czujesz jako Wicemistrz Świata?

KK: Bardzo fajnie (śmiech). Była duża szansa, żebyśmy zostali Mistrzami Świata, dlatego niedosyt pozostanie jeszcze przez długi czas… ale podchodząc do tego z chłodną głową, wicemistrzostwo świata to również coś wielkiego i coś, co stało się w jednej chwili. W lipcu nie spodziewałem się, że pojadę na Mistrzostwa, a w październiku jestem drugi na świecie. To duży sukces.

IJ: Komu zawdzięczasz swój sukces?

KK: Myślę, że swój sukces zawdzięczam wszystkim osobom, które mnie wspierają, od których otrzymuję słowa wsparcia, które zawsze ze mną są, a nie tylko w dobrych chwilach. Po części też samemu sobie, dążę do tego, żeby być coraz lepszy, do tego, co sobie postanowiłem, jak byłem małym chłopcem.

IJ: Bycie Wicemistrzem Świata to niezaprzeczalny sukces. Stąd moje (trudne) pytanie, czy wiele osób Ci zazdrości?

KK: (Śmiech) Na pewno znajdą się osoby, które mi zazdroszczą, ale ile ich jest? Tego nie wiem. Nie chciałbym ingerować w ten temat, bo szczerze? Nie interesuje mnie to zbytnio, ale jak to mówią „sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą”, tak że zawsze ten sukces idzie w parze z odzewem ze strony osób trzecich, które nagle przypominają sobie o twoim istnieniu, lub niektóre osoby, które o tym słyszą, zazdroszczą i boli ich sukces kogoś innego.

IJ: Myślisz, że po tym sukcesie PZPN chciałby przejąć te rozgrywki pod swoje skrzydła?

KK: Myślę, że zainteresują się nimi jeszcze bardziej, aczkolwiek w ubiegłym roku też chłopaki  zdobyli Wicemistrzostwo Świata i nie miało to miejsca, więc uważam, że to nie nastąpi. Natomiast, im większe zainteresowanie i chęć pomocy, tym lepiej. Potrzebujemy  zaangażowania w ten temat, dofinansowania w sprzęt, zgrupowania i inne techniczne sprawy. Myślę, że rozgrywki stałyby na zdecydowanie wyższym poziomie, gdyby PZPN to wspierał.

IJ: Co z życiem prywatnym, liczą się tylko treningi czy masz czas dla siebie?

KK: Trzeba powiedzieć sobie otwarcie, że nie jestem profesjonalnym zawodnikiem, tylko półprofesjonalnym, także życie prywatne ma dla mnie olbrzymie znaczenie. Trzeba pogodzić życie prywatne ze sportem, który towarzyszy mi od dziecka i jest dla mnie bardzo ważny.

IJ: Krótkie pytanie – na kim się wzorowałeś, idol z dzieciństwa i teraz?

KK: To samo nazwisko, ale dwie różne osoby. Kiedy byłem małym dzieckiem – Ronaldo, Luis Nazario de Lima z Brazylii, a teraz Cristiano Ronaldo, portugalski najlepszy piłkarz na świecie.

IJ: Podejrzewam, że mieli oni ogromny wpływ na to, że zacząłeś uprawiać piłkę nożną.

KK: Ronaldo z Brazylii na pewno, bo oglądając jego grę, zawsze chciałem grać tak jak on, gdy byłem małym chłopcem. A Cristiano Ronaldo dla wielu małych chłopców powinien teraz być przykładem zawodnika kompletnego, bo jest to osoba, która ciężką pracą i zaangażowaniem potrafiła zbudować coś, co niewielka garstka ludzi, nie chcę powiedzieć nikt nie będzie w stanie powtórzyć.

IJ: Nie myślisz, że pod względem charakteru utożsamiasz się z CR7? Taką zadziornością i arogancją na boisku.

KK: To już nie mi oceniać, ale niektóre osoby, które mnie znają, mogą tak stwierdzić.

IJ: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

KK: Również dziękuję.

IJ: Moim rozmówcą był Kamil Kucharski.

Albo kopać, albo nic

Chłopak, który mógł zapomnieć o piłce nożnej. Jak wielu jego rówieśników i kolegów, po szkole gimnazjalnej mógł odpuścić. Swoje sportowe życie ograniczyć do oglądania Ligi Mistrzów przed telewizorem. To nie byłby on, wielu wróżyło mu klęskę, wielu nie wierzyło i drwiło za plecami. A on znalazł sposób i teraz jest Wicemistrzem Świata, to on reprezentował Polskę z orzełkiem na piersi. Kamil Kucharski, piłkarz, reprezentant Polski w piłce nożnej sześcioosobowej, który na co dzień uprawia futsal. W naszej rozmowie poruszamy kwestie PZPN-u, Mistrzostw Świata i zazdrości po odniesieniu sukcesu. Rozmawia Ilona Juskowiak.

ILONA JUSKOWIAK: Witaj Kamil, gratuluję zdobycia srebrnego medalu! Jakie to uczucie, kiedy dostajesz powołanie do reprezentacji Polski?

KAMIL KUCHARSKI: Witam serdecznie. Przede wszystkim uczucie podekscytowania, szansy dla mnie na zrobienie czegoś wielkiego. Spełnienie marzeń, bo przecież gra z orzełkiem na piersi to coś wyjątkowego.

IJ: Wcześniej próbowałeś swoich sił w jedenastoosobowej piłce, dlaczego zmiana na futsal?

KK: Głównie przez to, że dostałem taką propozycję, ale również dlatego, że moje osiągnięcia w piłce jedenastoosobowej na trawie stanęły w miejscu i szukałem czegoś innego. Otoczenie dawało mi odczuć, że dobrze wychodzi mi gra na hali, a sam też to bardzo lubię. Mniejsza liczba zawodników na boisku, częstszy kontakt z piłką, to były argumenty za podjęciem tej decyzji.

IJ: Myślisz, że teraz mógłbyś grać w seniorskiej reprezentacji, gdybyś pozostał w tradycyjnej piłce?

KK: To trudne pytanie. Nie wiadomo jak by sytuacja się potoczyła, ale myślę, że było by ciężko. Dlatego, że w piłce tradycyjnej jest bardzo duża konkurencja i o wiele więcej zawodników, niż w samym futsalu, czy piłce nożnej sześcioosobowej. Nie mówię, że nie, natomiast byłoby bardzo ciężko.

IJ: Jak wygląda zgrupowanie, czy coś je wyróżnia?

KK: Przed samym wyjazdem mieliśmy dwa zgrupowania, były bardzo krótkie, ale bardzo intensywne pod względem fizycznym i psychicznym. Trenowaliśmy na różnych płaszczyznach. Stałe fragmenty gry, założenia, które trener nam wpajał, a mieliśmy bardzo mało czasu, żeby to wszystko przyswoić, musieliśmy być bardzo skupieni.

IJ: Jak przygotowujesz się do gry?

KK: Od dłuższego czasu wygląda to w bardzo podobny sposób, są to treningi, które odbywam z drużyną, indywidualnie trenuję na siłowni, basen, odnowa biologiczna. Staram się to mieć na porządku dziennym, bo jak wiemy to nie są już te czasy, kiedy zawodnik nie musi sam o siebie dbać. Wręcz przeciwnie, samodyscyplina i kontrola są najważniejsze.

IJ: Współpracujecie, współpracujesz z psychologiem?

KK: Tak, mieliśmy zajęcia z psychologiem przed samym wylotem. Przyznam, że to nie były moje pierwsze zajęcia jeśli chodzi o psychologię grupową. Sam, indywidualnie na razie nie uczęszczam na tego typu spotkania.

IJ: Który z meczów był dla Ciebie najtrudniejszy?

KK: Najtrudniejszy… Może pierwszy, to był mój debiut i nie wiedziałem do końca, czego się spodziewać. Jako drużyna też nie wiedzieliśmy, czego oczekiwać, ponieważ mieliśmy bardzo mało informacji na temat drużyny z Maroka, także myślę, że to spotkanie było dla mnie najtrudniejsze.

IJ: Uczucie po strzeleniu pierwszej bramki na Mistrzostwach?

KK: Zadowolenie, czekałem na tę bramkę. Już w pierwszym czy drugim meczu miałem sytuacje, które mogłem wykorzystać, ale udało się dopiero w czwartym, co było takim zwieńczeniem fazy grupowej.

IJ: Jak się czujesz jako Wicemistrz Świata?

KK: Bardzo fajnie (śmiech). Była duża szansa, żebyśmy zostali Mistrzami Świata, dlatego niedosyt pozostanie jeszcze przez długi czas… ale podchodząc do tego z chłodną głową, wicemistrzostwo świata to również coś wielkiego i coś, co stało się w jednej chwili. W lipcu nie spodziewałem się, że pojadę na Mistrzostwa, a w październiku jestem drugi na świecie. To duży sukces.

IJ: Komu zawdzięczasz swój sukces?

KK: Myślę, że swój sukces zawdzięczam wszystkim osobom, które mnie wspierają, od których otrzymuję słowa wsparcia, które zawsze ze mną są, a nie tylko w dobrych chwilach. Po części też samemu sobie, dążę do tego, żeby być coraz lepszy, do tego, co sobie postanowiłem, jak byłem małym chłopcem.

IJ: Bycie Wicemistrzem Świata to niezaprzeczalny sukces. Stąd moje (trudne) pytanie, czy wiele osób Ci zazdrości?

KK: (Śmiech) Na pewno znajdą się osoby, które mi zazdroszczą, ale ile ich jest? Tego nie wiem. Nie chciałbym ingerować w ten temat, bo szczerze? Nie interesuje mnie to zbytnio, ale jak to mówią „sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą”, tak że zawsze ten sukces idzie w parze z odzewem ze strony osób trzecich, które nagle przypominają sobie o twoim istnieniu, lub niektóre osoby, które o tym słyszą, zazdroszczą i boli ich sukces kogoś innego.

IJ: Myślisz, że po tym sukcesie PZPN chciałby przejąć te rozgrywki pod swoje skrzydła?

KK: Myślę, że zainteresują się nimi jeszcze bardziej, aczkolwiek w ubiegłym roku też chłopaki  zdobyli Wicemistrzostwo Świata i nie miało to miejsca, więc uważam, że to nie nastąpi. Natomiast, im większe zainteresowanie i chęć pomocy, tym lepiej. Potrzebujemy  zaangażowania w ten temat, dofinansowania w sprzęt, zgrupowania i inne techniczne sprawy. Myślę, że rozgrywki stałyby na zdecydowanie wyższym poziomie, gdyby PZPN to wspierał.

IJ: Co z życiem prywatnym, liczą się tylko treningi czy masz czas dla siebie?

KK: Trzeba powiedzieć sobie otwarcie, że nie jestem profesjonalnym zawodnikiem, tylko półprofesjonalnym, także życie prywatne ma dla mnie olbrzymie znaczenie. Trzeba pogodzić życie prywatne ze sportem, który towarzyszy mi od dziecka i jest dla mnie bardzo ważny.

IJ: Krótkie pytanie – na kim się wzorowałeś, idol z dzieciństwa i teraz?

KK: To samo nazwisko, ale dwie różne osoby. Kiedy byłem małym dzieckiem – Ronaldo, Luis Nazario de Lima z Brazylii, a teraz Cristiano Ronaldo, portugalski najlepszy piłkarz na świecie.

IJ: Podejrzewam, że mieli oni ogromny wpływ na to, że zacząłeś uprawiać piłkę nożną.

KK: Ronaldo z Brazylii na pewno, bo oglądając jego grę, zawsze chciałem grać tak jak on, gdy byłem małym chłopcem. A Cristiano Ronaldo dla wielu małych chłopców powinien teraz być przykładem zawodnika kompletnego, bo jest to osoba, która ciężką pracą i zaangażowaniem potrafiła zbudować coś, co niewielka garstka ludzi, nie chcę powiedzieć nikt nie będzie w stanie powtórzyć.

IJ: Nie myślisz, że pod względem charakteru utożsamiasz się z CR7? Taką zadziornością i arogancją na boisku.

KK: To już nie mi oceniać, ale niektóre osoby, które mnie znają, mogą tak stwierdzić.

IJ: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

KK: Również dziękuję.

IJ: Moim rozmówcą był Kamil Kucharski.

Facebook