Anwil Los Angeles – NBA na Kujawach

facebook.com/AnwilWloclawek/

Ostatni tydzień we Włocławku był prawdopodobnie najlepszym w historii klubu pod względem transferów. Anwil ruszył do przedsezonowej ofensywy i zbudował na Kujawach prawdziwy „dream team”. Do drużyny mistrza Polski tego lata dołączyło dwóch zawodników ze stażem w NBA oraz kolejnych dwóch znanych z europejskich parkietów. Klub właśnie zamknął skład, więc to najlepszy moment, by się mu przyjrzeć. A na papierze wygląda on co najmniej imponująco!

Głodni sukcesów

Ostatnie dwa lata to prawdziwy popis włocławskiego basketu. Pod skrzydłami Igora Milicicia zespół zdobył dwa mistrzostwa z rzędu (czego nie udało im się osiągnąć nigdy wcześniej). To jednak wciąż zbyt mało, by zaspokoić ambicje włodarzy. Prezes Arkadiusz Lewandowski po obronie tytułu zapowiedział walkę o sukcesy w Europie. Anwil zbudował zespół, który szokuje ilością wielkich nazwisk i jest prognostykiem niesamowitych emocji w Lidze Mistrzów.

Dawno w Polsce nie mieliśmy drużyny, która miała takie szanse na zaistnienie w rozgrywkach europejskich. Od czasów występów Asseco Prokomu w Eurolidze nasze ekipy nie imponowały wynikami na tle zagranicznych gigantów. Ten rok może być przełomowy, ponieważ Liga Mistrzów po raz drugi zawita na Kujawy. We Włocławku wierzą, że bardziej doświadczeni zawodnicy będą gwarancją sukcesu.

NBA w Hali Mistrzów

Na początku okienka najgorzej wyglądała sytuacja na rozegraniu. Teraz możemy stwierdzić, że były to tylko przysłowiowe złe dobrego początki. W zdecydowanej większości polskich zespołów liderami byli rozgrywający (James Florence, Rob Lowery itd.). Włocławek poszedł tym tropem i w lipcu ściągnął Chrisa Dowe’a. W poprzednim sezonie grał on w mocnej lidze izraelskiej i FIBA Europe Cup. To zawodnik typu combo guard. W swojej karierze występował często na pozycji „numer 2”. Dobrze rzuca z dystansu, ale potrafi też bezpośrednio atakować kosz. Niestety odbywa się to kosztem asyst, których notował tylko około trzech na mecz w ostatnim roku. Stylem przypomina Vladimira Mihailovicia. Czarnogórzec długo we Włocławku nie zagościł, ponieważ po obiecującym debiucie doznał kontuzji. Gdy wrócił do zdrowia, przegrał rywalizację z Aaronem Broussardem. Chris Dowe jest świetnym koszykarzem, jednak w zespole Igora Milicicia nie może zapomnieć o grze zespołowej. Amerykanin pokazał swój potencjał w rozgrywkach europejskich, gdzie rzucał 14 punktów na mecz. Teraz będzie miał okazję, by jeszcze wywindować ten rezultat.

Z początku wydawało się, że Dowe z marszu zostanie pierwszym rozgrywającym Anwilu. Władze klubu po raz kolejny zaskoczyły i dokonały niesamowitego wzmocnienia. Gdy pojawiły się pierwsze przecieki o rozmowach z Tonym Wrotenem, mało kto traktował je poważnie, bo rzadko (a praktycznie nigdy) na polskich boiskach grają zawodnicy z takim stażem w NBA. Teraz Amerykanin już oficjalnie jest w ekipie Rottweilerów. Ten transfer bez chwili zawahania można okrzyknąć najlepszym wzmocnieniem tego lata. Ostatnim zawodnikiem z podobnym CV, który występował w PLK, był Qyntel Woods. Od jego przyjścia do Asseco Prokomu minęło już 10 lat!

Jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości związane z przyjściem Wrotena, to już je rozwiewam. Jego kariera zaczęła się, gdy 7 lat temu został wybrany w drafcie z numerem 25! Głośno zrobiło się o nim po jego debiucie w wyjściowym składzie, w którym zanotował triple-double. Łącznie w najlepszej lidze świata wystąpił w 151 meczach, a w sezonie 2014/15 średnio rzucał prawie 17 punktów. W poprzednim roku grał w estońskim Kalev/Cramo, gdzie zastąpił… Ivana Almeidę. Tam pokazał się z dobrej strony. W lidze był jednym z najlepszych asystentów, a w rozgrywkach VTB rzucał 15 punktów na mecz, co napawa optymizmem przed tegoroczną Ligą Mistrzów.

W rotacji rozgrywających Milicić ma również do dyspozycji Igora Wadowskiego. Polak przez ostatni rok pełnił funkcję trzeciego PG-a i to nie ulegnie zmianie. Najlepszy mecz rozegrał w Dąbrowie Górniczej, gdzie rzucił 12 punktów. Nie dostał praktycznie żadnej szansy na pokazanie się w play-offach, ponieważ wchodził na boisko tylko w końcówkach „rozstrzygniętych” spotkań.

Killerów dwóch

Latem w Anwilu doszło do czystki. Część zawodników sama pożegnała się z zespołem (np. Almeida), a części podziękował klub (np. Łączyńskiemu). Tę rewolucję przetrwał kluczowy zawodnik tegorocznych finałów – Chase Simon. Rozmowy z nim przebiegły wyjątkowo sprawnie, bo już na początku lipca ogłoszono przedłużenie kontraktu. Nie mam wątpliwości, że wciąż będzie pełnił ważną rolę w zespole, ponieważ wyróżnia się stylem gry na tle reszty składu. Dzięki niemu dostał przydomek “cichego zabójcy”. Amerykanin nie potrzebuje częstej gry z piłką w rękach. Rekompensuje to fenomenalnymi rzutami, zwłaszcza tymi decydującymi w ostatnich sekundach. W poprzednich rozgrywkach zdobywał średnio ponad 14 punktów. Do tego trzeba dodać, że był najlepszym obrońcą Anwilu na obwodzie.

Włocławianie mogą się pochwalić przepychem w składzie. Również na pozycji rzucającego mają obiecujący duet. Zmiennikiem Simona będzie sprowadzony z Legii Jakub Karolak. Polak rozegrał najlepszy sezon w swojej dotychczasowej karierze i szybko stał się jednym z liderów stołecznego klubu. Swoje możliwości pokazał dobitnie podczas play-offów, gdy niewiele zabrakło, by poprowadził Legię do półfinałów. Kibice Arki z pewnością na długo zapamiętają dwa mecze, w których Jakub rzucał ponad 30 punktów i był nie do zatrzymania. We Włocławku przyda się ktoś, kto ma patent na gdynian.

Skrzydłowi wysokich lotów

Tony Wroten to nie jedyny zawodnik we Włocławku z przeszłością w NBA. Skrzydłowym Anwilu został Ricky Ledo, który rozegrał łącznie 28 meczów w barwach Dallas Mavericks i New York Knicks. W tym pierwszym nie dostał realnej szansy na pokazanie swoich umiejętności. Dopiero w Nowym Jorku, do którego przeniósł się w końcówce sezonu 2014/15, mógł liczyć na więcej minut. Wtedy udało mu się „wykręcić” przyzwoite statystyki na poziomie 7,4 punktu na mecz. Przez swój styl gry często porównywany był do Kevina Duranta. Jego kariera bardzo rozwinęła się po przeprowadzce na Stary Kontynent. Amerykanin miał okazję zagrania na przykład w Eurolidze, lidze tureckiej i włoskiej. W tej ostatniej notował w zeszłym sezonie średnio 23,5 pkt/mecz! Imponujące zdobycze zawdzięcza swojej wszechstronności. Umie rzucać z około 8-9 metrów, z łatwością atakuje kosz (ma ponad 200 cm wzrostu), a jego specjalnością jest gra 1 na 1.

Do Włocławka wraca również Michał Sokołowski, który swoją przygodę w lidze zaczął właśnie na Kujawach. O jego przenosinach napisaliśmy już wiele w kontekście najlepszych polskich transferów. Ostatnie 5 lat „Sokół” spędził w Radomiu i Zielonej Górze. Zdobył już Puchar i Superpuchar Polski, a w jego gablocie brakuje tylko tytułu mistrzowskiego, o który powalczy w tym sezonie. To idealny zmiennik dla Ledo. Michał bardzo dobrze gra w obronie i potrafi dołożyć wiele punktów (często po efektownych rajdach na kosz). Nie jest typem „snajpera”, lecz we Włocławku do oddawania rzutów z dystansu oddelegowani będą inni obwodowi. Igor Milicić ubiegał się o niego już rok temu i tego lata również ruszył do ataku, gdy tylko pojawiła się okazja. Sokołowski z początku zaznaczał, że zależy mu na wyjeździe za granicę. Koniec końców trafił do Włocławka, gdzie z pewnością zaproponowano mu gwiazdorski kontrakt. Michał będzie najprawdopodobniej ostatnim zawodnikiem, który dołączy do Anwilu, ponieważ wszystko wskazuje na to, że we wrześniu będzie reprezentował Polskę na Mistrzostwach Świata w Chinach.

Atleci pod obręczą

Gruntowna przebudowa dotknęła też strefę podkoszową. Potrzeba zmian po finałach wydawała się oczywista, w końcu to tam rotacja była najmniejsza i o mało nie poskutkowała stratą mistrzostwa. Mimo to, skala letniego przemeblowania szatni może szokować. Z pięciu podkoszowych został tylko jeden (no może dwóch, ale do tego zaraz wrócimy). Tym zawodnikiem jest Szymon Szewczyk, który w play-offach występował w pierwszym składzie. Jego największą zaletą są oczywiście rzuty z dystansu. W zespole Igora Milicicia to znaczący atut, ponieważ Chorwat lubi konstruować akcje na obwodzie. W całym sezonie Szewczyk rzucił aż 47 razy za 3 punkty (przy 138 próbach).

Kolejnym Polakiem, który dołączył do Anwilu jest Krzysztof Sulima. „Żubr” od dwóch lat nie odgrywał kluczowej roli w Toruniu i kwestią czasu była jego przeprowadzka, a we Włocławku starali się o jego transfer już pół roku temu. Skończyło się na tym, że reprezentant Polski dokończył sezon w Polskim Cukrze, a w finale nawet zagrał przeciwko Rottweilerom i pokazał się z dobrej strony. Największym zaskoczeniem były jego dobre rzuty z dystansu. Teraz będzie miał szansę zaprezentowania się w zespole mistrza Polski, a dość wąska rotacja pod koszem gwarantuje mu istotną rolę w nadciągającym sezonie.

W pierwszym składzie raczej pewne miejsce będzie miał Rolands Freimanis. Reprezentant Łotwy jest dobrze znany na europejskich parkietach. Swoją karierę rozpoczynał w Rydze, jednak potem często zmieniał kluby. Największe sukcesy święcił w sezonie 2015/16, gdy zdobył mistrzostwo Estonii i tytuł MVP finałów. Czterokrotnie występował na Mistrzostwach Europy. Mierzący 208 centymetrów silny skrzydłowy dysponuje dobrymi rzutami za 3 punkty, czym przypomina swojego poprzednika w zespole Anwilu – Walerija Lichodieja.

Największym zaskoczeniem było odejście Josipa Sobina. Chorwat był w obu sezonach mistrzowskich podstawowym podkoszowym Anwilu. Jego największą wadą była mała liczba zbiórek. Igor Milicić postanowił sprowadzić w miejsce 29-latka drugiego najlepiej zbierającego zawodnika w lidze, czyli Milana Milovanovicia. Serb w poprzednim sezonie grał w Treflu Sopot. Do 8,8 zbiórek na mecz dokładał prawie 12 punktów. Ten transfer to zapowiedź atletycznej walki pod obręczą, czyli tego, czego często w Hali Mistrzów brakowało.

Dwunaste miejsce czeka

Tutaj wracamy do tematu drugiego podkoszowego, który być może zostanie w klubie. Chodzi oczywiście o Michała Ignerskiego, który w finale w Toruniu doznał poważnej kontuzji zerwania więzadeł krzyżowych w kolanie. 39-latek przeszedł operację i obecnie jest w trakcie rehabilitacji. Prezes Lewandowski zapowiedział, że wolne miejsce w składzie czeka właśnie na byłego reprezentanta Polski, jednak wciąż ciężko powiedzieć, czy będzie w stanie wrócić do gry w tym sezonie. Dołączenie Ignerskiego do Anwilu było jednym z największych transferów zimowego okienka. Podkoszowy wrócił w ten sposób do poważnej koszykówki i od razu znacznie przyczynił się do obrony tytułu. Dopóki nie wyleczy kontuzji, to miejsce w składzie dostaną juniorzy. Najprawdopodobniej na ławce ponownie zobaczymy Adama Piątka lub Oliwiera Bednarka, którzy zadebiutowali w poprzednim sezonie.

To bardzo ryzykowne zagranie ze strony klubu. W przypadku ewentualnej kontuzji któregoś z podkoszowych trener Milicić będzie miał do dyspozycji tylko 3 zawodników na dwie pozycje (silnego skrzydłowego i centra). Do takiej sytuacji doszło w ostatnich finałach, a włocławianie byli zmuszeni do częstego obniżania składu i grania czterema obwodowymi. Dziwi fakt, że Anwil nie zakontraktował szóstego Polaka dla dopełnienia składu. Zwłaszcza że na rynku dostępni są jeszcze na przykład Jarosław Zyskowski i Marcel Wilczek.

Czas pożegnań

Anwil, sprowadzając wielu nowych zawodników, zdecydował się na rozstanie z dotychczasowymi liderami. W Hali Mistrzów nie zobaczymy już Kamila Łączyńskiego, Josipa Sobina, Aarona Broussarda, Michała Michalaka, Ivana Almeidy, Jarosława Zyskowskiego, Walerija Lichodieja i Olka Czyża. Odejście pierwszej dwójki oznacza wręcz koniec pewnej epoki. Polak i Chorwat byli kluczowymi zawodnikami podczas zdobywania dwóch tytułów, a ich wspólne akcje (zwłaszcza pick and rolle) były znakami rozpoznawczymi Anwilu. Kamil Łączyński pełnił też funkcję kapitana zespołu, więc nikt nie spodziewał się rozwiązania z nim kontraktu już na początku okienka.

Najboleśniejszą stratą dla włocławian jest brak porozumienia z Ivanem Almeidą. Rozmowy ciągnęły się jak telenowela, a z różnych źródeł dochodziły sprzeczne informacje. Jeszcze miesiąc temu wydawało się, że wszystko jest na jak najlepszej drodze do tego, by MVP finałów został na Kujawach. Klub miał mu zaproponować ponad 700 tysięcy złotych za rok gry. Kabowerdeńczyk oczekiwał zarobków w okolicach miliona. To jednak nie wszystko. Kością niezgody miał być zapis o możliwości przedwczesnego rozwiązania kontraktu przez zawodnika. Almeida takie samo żądanie postawił rok temu i rozmowy również zakończyły się fiaskiem. Tym razem władze Anwilu znów się nie ugięły. Ivana zastąpił Ricky Ledo i jeśli tylko pokaże on pełnię swoich umiejętności, to we Włocławku szybko zapomną o „El Condorze”.

Początek sezonu

Na Kujawach trenuje już prawie cały skład (poza Michałem Sokołowskim i Krzysztofem Sulimą, którzy przebywają na zgrupowaniu reprezentacji). W najbliższym czasie klub rozpoczyna sparingi. Na Hali Mistrzów po raz pierwszy będzie można zobaczyć nową drużynę podczas MEZ Polska Tournament (7-8 września). Rozgrywki Energa Basket Ligi i Ligi Mistrzów startują z początkiem października i wtedy oficjalnie rozpocznie się koszykarski sezon.

Facebook