Zawodnicy Legii przyjechali do Włocławka w świetnych nastrojach. Chociaż stołeczny zespół fatalnie zaczął sezon, to w ostatnich spotkaniach zaliczył zauważalny postęp, co udowodnił, pokonując Polski Cukier Toruń. Ten dobry humor z pewnością popsuła im gra Anwilu, który już w trzeciej kwarcie zbudował sobie bezpieczną przewagę i ostatecznie wygrał prawie trzydziestoma punktami.

Początek meczu zdecydowanie należał do legionistów. Goście zaskoczyli włocławian ulubioną obroną Igora Milicicia, czyli strefą 1-3-1. Pierwsze trafienia należały do byłych zawodników Anwilu – Milana Milovanovicia i Michała Michalaka, którzy tego dnia pokazali, że na Hali Mistrzów czują się jak ryby w wodzie. Legia szybko wypracowała sobie przewagę, lecz jeszcze szybciej ją straciła. Najciekawsze pojedynki miały miejsce pod koszem, gdzie poza bardzo fizyczną walką Jonesa z Milovanoviciem można było podziwiać bloki Szewczyka i Pindera. Na szczególne wyróżnienie zasługuje ww. Australijczyk, który był najważniejszym obrońcą Legii (czasem można było mieć wrażenie, że jedynym) i wielokrotnie zatrzymywał kontrataki Anwilu. W drugiej kwarcie na obwodzie nie do zatrzymania był Michalak (zdobył trzy trójki pod rząd), jednak na jego indywidualne popisy odpowiedzieli Wroten i Ledo (który w pierwszej połowie rzucił 5/9 z dystansu). Gospodarze w ostatnich minutach pierwszej połowy wyprowadzili kilka szybkich ataków, co dało im 11-punktową przewagę do przerwy.

Na początku trzeciej kwarty problemy Legii na zbiórce znów dały się we znaki. Pod atakowaną tablicą świetnie radzili sobie Jones i Dowe. Włocławianie również zdecydowanie lepiej dzielili się piłką, czym skutecznie rozbijali obronę rywali. Oba zespoły wyraźnie skupiły się na rzucaniu z obwodu, co poskutkowało trafieniami aż pięciu zawodników (Linowski, Szewczyk, Michalak, Wadowski, Karolak) w przeciągu kilku akcji. Dodatkowo Chris Dowe dwukrotnie był faulowany przy próbach z dystansu. Anwil stopniowo powiększał swoją przewagę, a od połowy trzeciej kwarty Igor Milicić rotował praktycznie samymi Polakami (z obcokrajowców krótkie epizody w ostatniej części spotkania zaliczyli tylko Dowe i Freimanis). Nieobecność Jonesa wykorzystywał Milovanović, który nie mając pod koszem atletycznego rywala, zdobywał więcej punktów. Rezerwowi Anwilu jednak nie zawiedli. Swoje szanse wykorzystali Wadowski i Karolak. Polski duet obwodowych w obronie często wywierał presję na rywalach, co skutkowało błędami gości. Na ostatnie dwie minuty trener Anwilu wpuścił na boisko juniorów – Piątka i Bednarka. Ten drugi trafił nawet trójkę. Mecz zakończył się wynikiem 105:79.

Mistrzowska rotacja

Trener Igor Milicić nie przyzwyczaił nas do rotowania szerokim składem. Zarówno w tym, jak i w poprzednim sezonie często zawężał rotację do 8-9 zawodników. Tym razem dał szansę wszystkim swoim zawodnikom, a oni go nie zawiedli. Aż 11 graczy Anwilu zdobywało punkty w tym spotkaniu, z czego 8 trafiło chociaż raz z dystansu. Bardzo dobrze zaprezentowali się Polacy, którzy udowodnili, że w EBL mogą stanowić o sile zespołu. Szczególnie cieszy dobry występ Jakuba Karolaka, ponieważ jego rola w zespole najprawdopodobniej wzrośnie w czasie rehabilitacji Chase’a Simona (Amerykanin przeszedł zabieg po kontuzji kolana i czeka go miesięczna pauza). Szanse na odpoczynek w tym spotkaniu dostali Wroten, Ledo i Jones, którzy ostatnio byli eksploatowani do granic możliwości w meczach Basketball Champions League. Anwil po raz kolejny pokazał swoją siłę i udowodnił, że w Polsce potrafi grać zarówno efektywnie, jak i efektownie.

Warszawska sinusoida

Legia od początku sezonu nie potrafi ustabilizować formy. Cały czas na zespole odbijają się złe decyzje podjęte przy dokonywaniu letnich transferów. Prawdziwym liderem stołecznego klubu został Michał Michalak, który w tym spotkaniu zasłużył na wszelkie pochwały. Reprezentant Polski trafił aż 6/8 z dystansu i pod tym względem był najlepszym zawodnikiem meczu. Nie uratowało to jednak statystyk zespołu, które wyglądają fatalnie. Warszawiacy trafiali za 3 punkty ze skutecznością zaledwie 24%. Matczak, Dukes, Konopatzki, Pinder i Kuźkow łącznie rzucali 23 razy z obwodu i nie trafili ani razu! Jeśli Legia chce walczyć o coś więcej niż utrzymanie, to musi dokonać wzmocnień. Klub prowadzi rozmowy ze skrzydłowym, które powinny zostać w najbliższym czasie sfinalizowane, a dodatkowo trener Spasev czeka na powrót do zdrowia A.J. Englisha.

***

Anwil Włocławek – Legia Warszawa 105:79 (25:23, 25:16, 31:18, 24:22)

Anwil Włocławek: Ricky Ledo – 16, Jakub Karolak – 15, Shawn Jones – 15, Krzysztof Sulima – 11, Chris Dowe -10, Tony Wroten – 8, Igor Wadowski – 8, Szymon Szewczyk – 8, Michał Sokołowski – 7, Rolands Freimanis – 4, Oliwier Bednarek – 3, Adam Piątek – 0.
Trener: Igor Milicić

Legia Warszawa: Michał Michalak – 30, Milan Milovanović –18, Keanu Pinder – 11, Sebastian Kowalczyk – 10, Kahlil Dukes – 4, Adam Linowski – 3, Jakub Sadowski – 2, Filip Matczak – 1, Mariusz Konopatzki – 0, Patryk Nowerski – 0, Jakub Nizioł – 0, Przemysław Kuźkow – 0.
Trener: Tane Spasev

Zawodnik meczu: Michał Michalak

Fot. Sylwia Kwiatkowska