Słabe widowisko – odpowiedni rezultat

Mecz zamykający inauguracyjną kolejkę PKO Ekstraklasy, pomiędzy Wisłą Płock a Górnikiem Zabrze, zakończył się remisem 1:1. Wynik niestety mówi wiele o tym widowisku, gdyż na boisku górowała gra nijaka.
Kilka wzmocnień przed ligą

Skład obu drużyn musiał wzbudzać ciekawość, bo przecież był to premierowy mecz Jakuba Rzeźniczaka po powrocie z Azerbejdżanu. W składzie Wisły praktycznie cały blok obronny był zmieniony. Pozostał tylko Uryga. Na lewej stronie oglądaliśmy niechcianego w Lechu (co dużo o nim mówi) Piotra Tomasika, a w środku Michała Marcjanika, który również powraca do ekstraklasy po zagranicznych wojażach.

W Górniku aż tak gruntownych zmian nie było, chyba że ktoś dalej nie pogodził się z odejściem Szymona Żurkowskiego. Oczy ekstraklasowych ekspertów były jednak zwrócone na, być może zastępcę młodzieżowego reprezentanta Polski, Alasana Manneha. Gambijczyk debiutował w meczu w Płocku na polskich boiskach, a zainteresowanie nim bierze się z jego przeszłości, bo jeszcze chwilę temu grał w rezerwach FC Barcelony. To nie żart. To znaczy, grał to może za duże słowo, bo głównie był wypożyczany do gorszych klubów. Co ciekawe, Barca wypatrzyła go w katarskiej akademii.

Niezły początek, słaba końcówka

Początek meczu był bardzo obiecujący dla debiutanta. Manneh miał kilka przebłysków, w ładny sposób chciał szukać podaniem Igora Angulo, ale na chęciach asystowania się skończyło. Choć było bardzo blisko, gdy 21-latek podał prostopadle do już prawie emerytowanego Hiszpana, w 12 minucie. Akcja wyglądała fantastycznie, ale był spalony.

Chwilę później, po raz kolejny Gambijczyk mógł zapisać się na kartach meczu, jako asystent, ale znowu się nie udało. Jego świetne podanie górą zakończyło się strzałem w poprzeczkę i niemałym zamieszaniem w polu karnym. O piłkę po odbiciu od obramowania bramki walczył Szymon Matuszek, który został poturbowany przez bramkarza Wisły, Bartłomieja Żynela.

Do futbolówki ustawionej na 11 metrze podszedł zazwyczaj niezawodny Angulo, ale bramkarz “Nafciarzy” wykazał się nie lada kunsztem i wybronił strzał króla strzelców poprzedniego sezonu.

Przez kolejne kilkanaście minut nic wielkiego się nie działo. Na potwierdzenie tego, jak nudne były te chwile, opiszę najciekawszą sytuację z tego okresu gry. Z piłką w polu karnym znalazł się FENOMENALNY napastnik płocczan, Oskar Zawada i nagle, tak po prostu wywrócił się. Ot tak. To nie była ostatnia tego typu akcja tego piłkarza, ale to za chwilę.

Kolejnym ważnym momentem w końcówce pierwszej połowy, było świetne podanie Mateusza Szwocha ze środkowej strefy boiska pod chorągiewkę, zupełnie do nikogo. To było cudowne, wymowne zwieńczenie 1. połowy.

Bramka po zmianie stron

Jednak druga połowa rozpoczęła się szybkim prawym sierpowym w ekipę “Górników”. Choć doszło do niemałej kontrowersji, bo właśnie ww. Oskar Zawada był “faulowany” w polu karnym zabrzan. Sytuacja z perspektywy widza telewizyjnego wyglądała tak, jakby przewrócił się sam od siebie. Po kilku powtórkach, przypuszczenia co do tego, że Zawada w pewnym sensie oszukał sędziego, nie były już przypuszczeniami. Ale spokojnie, od tego jest VA… A nie, jednak VAR nie zainterweniował.

Aby sprawiedliwości stało się zadość, trzeba było liczyć na obronę karnego przez Chudego, ale umówmy się, że łatwiej uwierzyć w ponowne powołanie Jakuba Wawrzyniaka do kadry, niż w to. Dlatego Dominik Furman bez problemów, idealnym strzałem przy słupku pokonał bramkarza Górnika.

Niestety dla widzów, po raz kolejny przyszedł okres kompletnego zastoju na boisku. Trener Leszek Ojrzyński zapewne powoli zasypiał już, siedząc gdzieś na miejscu przeznaczonym dla prasy (trener Wisły otrzymał karę, ze względu na wyrzucenie go z boiska w trakcie meczu Wisła Płock – Zagłębie Sosnowiec, w poprzednim sezonie), gdy nagle Szwoch zgłupiał.

W 75 minucie popełnił kardynalny błąd. Będąc na swojej połowie, stracił piłkę w tak durny sposób, że trener Ojrzyński, gdyby był przy murawie, wypuściłby taką wiązankę, jak kiedyś ś.p. Janusz Wójcik przeklinając Bartosza Fabiniaka. Futbolówkę odebrał mu jeden z braci Wolsztyńskich (kto to wie, który z nich), który ładnym podaniem obsłużył Angulo. Hiszpan wyszedł sam na sam, a takich okazji nie marnuje. Strzelił ładną bramkę, uderzając w krótki róg bramkarza. Choć początkowo sędzia wskazał spalonego, to po kilku chwilach analizy VAR uznano gola.

I na tym mecz się skończył. Dość dużo wniosła jeszcze zmiana Olafa Nowaka, który był bardzo zmotywowany. Mało brakowało, żeby kilka sekund po zameldowaniu na boisku pokonał Chudego. Pomimo chęci, nie udało się strzelić gola, zarówno jednym, jak i drugim, przez co mecz kończy się wynikiem 1:1. Oby w następnych spotkaniach wyglądało to lepiej.

***

Ocena meczu: 2

Wisła Płock – Górnik Zabrze 1:1 (0:0)

46′ Furman (karny) – 75′ Angulo (Wolsztyński)

Żółte kartki: 13′ Żynel, 41′ Tomasik, 60′ Rzeźniczak15′ Janża, 28′ Angulo, 50′ Sekulić, 62′ Matras

Wisła Płock: Żynel, Rzeźniczak, Marcjanik, Uryga, Tomasik, Rasak, Furman, Merebaszwili (63′ Nowak), Szwoch (88′ Kwietniewski), Stevanović, Zawada (80′ Stępiński); Trener: Leszek Ojrzyński, a na ławce Patryk Kniat

Górnik Zabrze: Chudy, Sekulić, Wiśniewski, Bochniewicz, Janża, Zapolnik, Matuszek (70′ Ambrosiewicz), Matras (86′ Bainović), Manneh (46′ Wolsztyński), Jimenez, Angulo; Trener: Marcin Brosz

Sędzia: Paweł Raczkowski (3)

Zawodnik meczu: Igor Angulo

Facebook