Ten sezon zaczął się inaczej niż poprzednie!

Vital Heynen (fot. Getty)

Vital Heynen (fot. Getty)

Powoli opadają emocje po nieprawdopodobnym turnieju w wykonaniu naszych siatkarzy. Kapitalne zwycięstwa, ogromna walka o każdą piłkę i ta zaciętość naszych zmienników spowodowała, że po raz kolejny jesteśmy dumni z naszej siatkarskiej reprezentacji.

 

Liga Narodów w polskiej wersji 

Tegoroczną Ligę Narodów totalnie odpuściliśmy. Oczywiście mówimy tutaj o naszym personalnym składzie, a nie o walce i determinacji w każdy meczu. Ta walka była zawsze i nieważne było, kto był na boisku – 11 zwycięstw w fazie zasadniczej mówi samo za siebie. To nie był przypadek, tylko znakomity plan naszego trenera. Zrobił coś, co wcześniejsi nasi szkoleniowcy próbowali, ale nic wielkiego z tego później nie wychodziło. Mamy ogromny potencjał jako cała reprezentacja, kwestią wyższości jednego zawodnika nad drugim jest po prostu liczba rozegranych meczów, a co za tym idzie – liczba medali zawieszonych na szyi.

Przez kilka lat próbowaliśmy różnych sposobów gry w tych rozgrywkach, ale pomysł Vitala był nieziemski, a przede wszystkim skuteczny. Taka ilość graczy, jaka zagrała w Lidze Narodów 2019, musi zrobić wrażenie na każdym. A co najlepsze – nie straciliśmy absolutnie nic z tego eksperymentu. Przy tak napiętym kalendarzu poczynania Heynena wydawały się nieuniknione, ale końcowy efekt był nie do przewidzenia.

Wszystko było inne 

To nie były zwykłe zmiany w składzie, tylko wszystko dokładnie omówione na linii trener-zawodnik. Każdy wiedział, ile i gdzie zagra. Poczucie pewności, że dany siatkarz zagra, było bardzo ważne. Naturalnie szaleństwa nie brakowało – jak tu u Vitala, ale jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić, wszystko jest pod kontrolą. Ta metoda dała nam przecież brązowy medal. Co właściwie było inne w tej edycji dla naszej kadry? Wszystko! Rekordowe ilości zmian, zawodnicy na urlopach ściągani do gry, Bednaruk w roli pierwszego szkoleniowca w jakże ważnym meczu dla naszej siatkówki, Heynen postanawiający wyjechać z Chicago prosto do Zakopanego przed meczem o 3 miejsce. Musimy wspomnieć, że my tych medali z tych rozgrywek za dużo nie mieliśmy dotychczas i przydałby się jednak kolejny do naszej skromnej kolekcji. Mimo to,  wszystkie zawirowania opłaciły się – nam i całej kadrze.

Po raz kolejny widzimy, że siatkówka to sport nieprzewidywalny. Jak wytłumaczymy fakt, że Iran i Brazylia – dwie najlepsze ekipy fazy zasadniczej grające w podstawowych składach od początku rozgrywek… przegrywają z reprezentacją Polski, która lekko mówiąc to co najlepsze zostawiła w kraju. Jak wytłumaczyć, że biało-czerwoni potrafili awansować do półfinału 2019, wygrywając grupę i grając kompletną siatkówkę. Przecież to było nie do wyobrażenia – a stało się faktem. Tutaj zaznaczmy, że nie było w tym przypadku. To ciąg zdarzeń, realizacja planu, znakomita forma Polaków dała nam upragniony sukces w Chicago. A i tak te wszystkie czynniki nie mogły w nas obudzić przekonania, że my tam najpierw pojedziemy, a potem świetnie zagramy. Powiedzmy wprost, że mistrzowie świata złamali wszystkie racjonalne zasady, które nie powinny mieć już racji bytu. Kolejny raz udowadniamy swoją wielkość w siatkarskim świecie.

Sukces po sukcesie

Mistrzostwo świata zdobyte rok temu pod wodzą belgijskiego trenera znowu postawiło naszą siatkówkę na nogi. Po tym pamiętnym turnieju pojawiło się pytanie, czy teraz pójdziemy za ciosem i wykorzystamy naszą siłę kadrową, która opiera się na zawodnikach doświadczonych, ale nie zamierzających kończyć jeszcze kariery. To oznacza, że po mundialu żaden z mistrzów świata – jak to miało miejsce w 2014 roku, nie zakończył kariery reprezentacyjnej. Możemy ich dalej oglądać w akcji. Kiedyś za panowania innych szkoleniowców, Polska po znakomitym pierwszym roku pracy w następnym grała już poniżej oczekiwań, brakowało zwycięstw, medali, tej radości, która była wcześniej.

Obserwując grę naszych graczy, już teraz wywnioskować można, że ta niepisana zasada może w tym roku pod opieką Vitala Heynena wreszcie zostać przerwana. I tak poniekąd już się stało. Brązowy medal w Lidze Narodów jest dobrym prognostykiem do tego założenia. Drugi medal z rzędu na wielkiej imprezie. Tak dobrze u nas nie było dawno… a może być jeszcze lepiej, bo przed nami masa spotkań, po których ostatecznie stwierdzimy, czy ten sezon był dla nas udany. Mimo wszystko medalu z Chicago nam już nikt nie odbierze. Teraz czekamy na więcej!

Vital wie, co robi, bo już nam to udowodnił 

W naszym środowisku częste jest przekonanie, że to, czego nie znamy, jest z góry skazane na porażkę. Najlepiej czujemy się tam, gdzie wszystko jest nam oczywiste i naturalne. Nie potrafimy zaadoptować się w innych warunkach – często lepszych, tylko tkwić w naszej mądrości. Zachowanie Vitala było dziwne dla nas, jednak nie dla niego. Wielu ludzi związanych z siatkówką nie potrafiło zrozumieć jego decyzji. Wydawało się to zbyt trudne do pojęcia, ale znowu należy podkreślić, że tylko dla nas. Osobiście nasz trener nie zmartwił się, opuszczając kadrę przed ważnym meczem. Jego czyn ostatecznie opłacił się.

I szkoda tylko, że po takim zakończeniu zamiast się cieszyć z medalu, który przejdzie do historii polskiej, ale i także światowej siatkówki, my wolimy się skupiać na tym, czy Belg źle postąpił. Zrobił to, co uważał za słuszne. Po mistrzostwie świata i po brązowym medalu, po sposobie prowadzenia naszej kadry przez Heynena, chciałoby się rzec: Miejmy więcej zaufania do niego, bo już nam nie raz udowodnił, że jego chytry plan i tak na końcu jest skuteczny. Pora na zmianę naszego nastawienia, a nie na metody naszego trenera.

Facebook