Nie ulega wątpliwości, że Krzysztof „Diablo” Włodarczyk najlepsze lata ma już za sobą. Podjął jednak kolejną próbę powrotu na szczyt.

Po porażce o pas IBF z Muratem Gassijewem, odbudował się w lutym, pokonując Adama Gadajewa. W sobotę czekał go poważniejszy sprawdzian. Mierzył się bowiem z byłym pogromcą Dimtrija Kudriaszowa, Olanrewaju Durodolą. Nigeryjczyk to niebezpieczny pięściarz, ale z każdym rywalem z czołówki przegrywał. Teraz było podobnie.

Włodarczyk boksował bardzo mądrze. Dobrze się poruszał i jak na siebie, był bardzo aktywny. Zadawał dużo ciosów, dużo pracował lewą ręką i pewnie wypunktował rywala. Durodola próbował się odgryzać, ale był bezsilny. Diablo uciekał spod lin, albo klinczował i nie dawał Nigeryjczykowi możliwości na rozwinięcie skrzydeł. Polak zasłużenie więc wygrał na punkty.

Włodarczyk czeka teraz na jeszcze większe wyzwania. Ma już 36 lat, ale nie jest rozbity. Wiadomo, że na jego formę zawsze duży wpływ miały sprawy poza ringiem. Teraz jednak wydaje się, że ustabilizował swoją sytuację życiową i znowu może skupić się tylko na boksie. Czy to wystarczy, aby powrócił na szczyt? Na pewno w niedługim czasie się o tym przekonamy. Odpowiedź da ewentualna walka z Arturem Szpilką, której chcą obaj pięściarze. Wygrany będzie miał szansę po raz kolejny dobić do światowej czołówki, a przegrany będzie musiał myśleć o innym zajęciu niż boks. Na razie nie ma co wybiegać tak daleko w przyszłość, bo obaj panowie myślą o ponownym marszu w górę swoich kategorii wagowych. Nie są na straconej pozycji, ale muszą pracować znacznie ciężej niż wcześniej.