“Dream Team” w kłopotach? Problemy USA przed mundialem

Koszykarska kadra USA od dziesięcioleci dominuje międzynarodowe rozgrywki. Od 1992 roku, czyli igrzysk w Barcelonie, kiedy to pierwszy raz wystąpili gracze NBA, tworząc legendarny “Dream Team”, w składzie nie brakowało gwiazd. Przekładało się to na wyniki, Amerykanie tylko trzy razy nie przywieźli do domu złota. Ostatni raz na mistrzostwach świata w 2006 roku musieli się zadowolić brązowymi medalami. Od tamtej pory są nie do pokonania, może się to jednak zmienić na rozpoczynających się jutro mistrzostwach w Chinach. Gwiazdy licznie zrezygnowały z kadry, a liderem zespołu w Chinach i jedynym graczem kalibru All-NBA będzie Kemba Walker. Czy tak skonstruowana reprezentacja będzie w stanie obronić tytuł?


Największe gwiazdy na czele z Lebronem Jamesem, Stephenem Currym czy Kawhim Leonardem nawet nie wzięły pod uwagę wyjazdu do Chin. Inni, jak na przykład Anthony Davis, Damian Lillard czy numer 1 tegorocznego draftu Zion Wiliamson, woleli lepiej przygotować się do sezonu. To wszystko w połączeniu z kontuzjami zaowocowało młodą drużyną bez gwiazd, prawdopodobnie najgorszą we współczesnej historii. Ostatecznie rotacja prezentuje się następująco:
Harrison Barnes (Sacramento Kings), Jaylen Brown (Boston Celtics), Joe Harris (Brooklyn Nets),  Brook Lopez (Milwaukee Bucks), Khris Middleton (Milwaukee Bucks), Donovan Mitchell (Utah Jazz), Mason Plumlee (Denver Nuggets), Marcus Smart (Boston Celtics), Jayson Tatum (Boston Celtics), Myles Turner (Indiana Pacers), Kemba Walker (Boston Celtics) i Derrick White (San Antonio Spurs).
Jest to zespół teoretycznie kompletny, za zdobywanie punktów odpowiedzialni będą głównie Walker oraz młodzi Donovan Mitchell i Jayson Tatum. Nie brakuje też świetnych obrońców (Marcus Smart, Khris Middleton, Myles Turner). Na papierze Amerykanie w dalszym ciągu mają zdecydowanie najwięcej talentu, problemem może być za to brak zgrania. Tym razem różnica w umiejętnościach może nie być wystarczająco duża, żeby to nadrobić.
Ta drużyna została stworzona na poczekaniu, większość graczy zagra ze sobą po raz pierwszy. Czasu na przygotowanie również nie było dużo, co zresztą nie jest niczym wyjątkowym i dziwić nie może. Szczególnie na mistrzostwach świata, które są za oceanem traktowane jako impreza niższej wagi. Dotychczas jednak przewaga talentu nad resztą stawki była zdecydowanie większa.
Oczywiście nie tylko Amerykanie mają swoje problemy, inni kandydaci do tytułu również pojadą osłabieni. Z różnych przyczyn zabraknie gwiazd takich jak: Ben Simmons (Australia), Nikola Mirotić, Serge Ibaka (Hiszpania), Jamal Murray, Tristan Thompson, Andrew Wiggins (Kanada).
Nie brakuje jednak drużyn gotowych do walki o medale i mogących nawiązać walkę z Amerykanami. Numerem jeden powinna być bardzo mocna Serbia, niepokonana dotąd w sparingach. Podporą zespołu będzie uczestnik meczu gwiazd i członek tegorocznego All-NBA first team Nikola Jokić. Podkoszowy jest graczem bardziej uznanym na parkietach NBA niż jakikolwiek gracz w rotacji Grega Popovicha. Na mundialu wystąpią też znani z NBA Boban Marjanović, Bogdan Bogdanović czy Nemanja Bjelica. Groźni będą też chociażby Francuzi z Rudym Gobertem, Evanem Fournier czy Nicholasem Batumem w składzie. Nie można lekceważyć  też Greków z tegorocznym MVP ligi w postaci Giannisa Antetokounmpo na czele.
Wszystkie te zespoły są bardziej zgrane i lepsze taktycznie niż kadra USA, a do tego pełne talentu i graczy o uznanej marce w NBA. W turnieju, gdzie jeden mecz decyduje o być albo nie być, może to wystarczyć do niespodzianki. Team USA przegrał już zresztą w sparingu z Australią 98-94. Podobna sytuacja na mistrzostwach nie powinna być szokująca. Amerykanie są oczywiście zdecydowanymi faworytami do tytułu, nie mogą się jednak czuć bezpieczni.

 

Facebook