Elegancja Francja – rok 2016 w krótkim wspomnieniu

Podsumujmy razem rok, który był jednym z najlepszych dla polskiego sportu.

Trzeci odcinek cyklu “Z pamiętnika sportoholika” chcę poświęcić rokowi, który zapisał się złotymi zgłoskami w polskim sporcie, głównie za sprawą polskich piłkarzy. Był to również rok olimpijski, w którym na brak emocji nie mogliśmy narzekać. Nie zawsze zawody kończyły się happy endem dla naszych zawodników.

Maestro z Krakowa i jego dzieci

Po udanych eliminacjach do piłkarskich mistrzostw Europy, w których Polacy przegrali tylko jedno spotkanie, przyszedł czas na losowanie rywali. Powiedzmy sobie jasno: był to rok, w którym nasza drużyna pojechała na Euro po raz trzeci z rzędu, wyjąwszy fakt, że cztery lata wcześniej byliśmy gospodarzem, więc w eliminacjach nie musieliśmy grać.

Los przydzielił nam rywali, którzy byli jak najbardziej w naszym zasięgu. Trafiliśmy do grupy z Irlandią Północną, Niemcami i Ukrainą. Tymi samymi Niemcami, z którymi przegraliśmy we Frankfurcie 1-3 podczas eliminacji, wcześniej wygrywając z nimi na Stadionie Narodowym 2-0 po bramkach Arkadiusza Milika i Sebastiana Mili. Dodajmy, że Mila był zawodnikiem rezerwowym, więc strzelenie bramki było dla niego nie lada radością.

Przyszły mistrzostwa Europy i pierwszy mecz z Irlandią Północną – drużyną, z którą zremisowaliśmy sześć lat wcześniej w eliminacjach do mistrzostw świata. Tamto spotkanie pamięta gracz, który poprowadził Irlandczyków z Północy do awansu, czyli Kyle Lafferty. Polacy dobrze grali w obronie, nieźle grał Bartosz Kapustka (wtedy młody zawodnik Cracovii), dobrze zaprezentowali się zawodnicy doświadczeni i to dało zwycięstwo naszej drużynie. Do drugiego spotkania przystępowaliśmy w pozytywnych nastrojach.

Chęć rewanżu

Drugim rywalem Polski była reprezentacja Niemiec. Ta sama, z którą potrafiliśmy sobie poradzić w Warszawie na Stadionie Narodowym. Mecz w Niemczech dał do zrozumienia, że wygrać z Niemcami to wielka sztuka.

Spotkanie rozgrywane w ramach mistrzostw Europy to dobra gra Polaków i dążenie do strzelenia gola. Niestety, tym razem naszej drużynie nie udało się zdobyć bramki, choć Niemcy również nie zdołali jej zagrozić. Dwie stuprocentowe sytuacje do strzelenia gola miał Robert Lewandowski, jednak wobec faktu ich niewykorzystania padł remis 0-0. Był to drugi remis Niemców, wcześniej zremisowali oni z reprezentacją Ukrainy, z którą nasza drużyna rozegrała trzecie spotkanie.

Iść jak po swoje

Trzecim rywalem Polaków była reprezentacja Ukrainy. Drużyna, która posiadała w swych szeregach zawodników nieanonimowych, takich jak bramkarz Piatov, Ruslan Rotan, Roman Zozula czy Taras Stepanenko. Dobrze graliśmy w obronie, dobrze grał Michał Pazdan, nazwany przez media “ministrem obrony narodowej”. Wykorzystaliśmy swoje sytuacje bramkowe i wygraliśmy 3-1.

Wobec faktu zwycięstwa reprezentacji Niemiec nad Irlandią Północną, zajęliśmy drugie miejsce w grupie i los przydzielił nam reprezentację Szwajcarii. Reprezentację, która w swej grupie miała takich rywali jak: Rumunia, Francja i Albania. W składzie “Helwetów” występowali zawodnicy znani z gry w lidze włoskiej czy niemieckiej, tacy jak: Fabian Schaer, Yann Sommer, Xherdan Shaqiri czy Granit Xhaka – Szwajcar o albańskich korzeniach (w nawiązaniu do fazy grupowej).

Graliśmy dobrze, skutecznie i widać było ducha drużyny. Dowodem tego była sytuacja, gdy Fabian Schaer sfaulował Jakuba Błaszczykowskiego, w którego obronie stanął Robert Lewandowski. W pewnym momencie to Szwajcarzy zaczęli dobrze grać i zdołali nawet wyrównać. Gdyby nie udane interwencje Fabiańskiego, kto wie co by się działo dalej. Stuprocentową sytuację zmarnował Derdiyok, którego strzał świetnie obronił nasz golkiper.

Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia i doszło do konkursu jedenastek. W nich Polacy okazali się lepsi i to oni zagrali w ćwierćfinale z reprezentacją Portugalii. Drużyną, w której szeregach grali tacy zawodnicy jak: Cristiano Ronaldo, William Carvalho, Joao Moutinho czy wówczas niespełna osiemnastoletni Renato Sanches. Tutaj w regulaminowym czasie gry skończyło się wynikiem remisowym 1-1, dogrywka również nie przyniosła rozstrzygnięcia.

Niestety, tym razem rzuty karne nie były dla nas szczęśliwe. Za sprawą zmarnowanej “jedenastki” przez Jakuba Błaszczykowskiego to podopieczni Fernando Santosa zagrali w półfinale. Jak się okazało, przegraliśmy rywalizację z późniejszymi mistrzami Europy.

Był to niewątpliwie najlepszy wielki turniej mistrzostw Europy w historii występów naszej kadry.

Rio de Janeiro 2016 jako podsumowanie roku rozkwitu polskiego sportu

W roku 2016 odbyły się igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro. Do Brazylii pojechali nasi lekkoatleci, siatkarze i piłkarze ręczni. Liczyliśmy na sukcesy w grach zespołowych oraz lekkiej atletyce. W tej drugiej dyscyplinie za sprawą Adama Kszczota w biegu na 800 metrów czy Kamili Lićwinko w skoku wzwyż, która przed imprezą czterolecia odpuściła starty, by przygotować medalową formę.

Siatkarski zawód

Nasze wspomnienia z igrzysk olimpijskich rozpoczniemy od turnieju siatkarzy, w którym Polacy mieli dosyć wymagającą grupę. Wystarczy wspomnieć, że naszymi rywalami były takie drużyny jak: Iran, Rosja czy Argentyna.

Pierwszy mecz rozegraliśmy z najsłabszą w naszej grupie reprezentacją Egiptu. Reprezentacją, która posiadała w swych szeregach gwiazdę (Jensalaha) i zawodników przeciętnych. Wygraliśmy bez najmniejszego problemu 3-0 i w dobrych nastrojach przystępowaliśmy do spotkania z Iranem.

Jak powiedział kiedyś Tomasz Swędrowski, dziennikarz Polsatu Sport: “gra z Iranem to nie wycieczka turystyczna” i potwierdził to ten mecz. Pierwsze dwa sety to dobra gra naszej drużyny. Podopieczni Stephane’a Antigi odrzucali swą zagrywką Irańczyków od siatki, działał też polski blok. Ostatecznie wygraliśmy je. Kolejne dwa sety to nasz słabszy moment i dobra gra Iranu. Podopieczni Raula Lozano dobrze grali w obronie, a my nie kończyliśmy swych akcji. Ostatecznie doszło do tie-breaka, w którym więcej zimnej krwi zachowała nasza drużyna, wygrywając 3-2 i z pięcioma punktami przystąpiliśmy do meczu z Argentyną.

Argentyną, która w swych szeregach miała zawodników światowego formatu takich jak: Facundo Conte, Nicolas Uriarte, Pablo Crer czy Sebastian Sole. Po emocjonującym spotkaniu wygraliśmy za trzy punkty.

Potem przyszła niespodziewana porażka z reprezentacją Rosji. Reprezentacją, z którą w ostatnich latach grało się nam bardzo niewygodnie.

W ćwierćfinale trafiliśmy na reprezentację Stanów Zjednoczonych, z którą po słabej grze przegraliśmy 0-3 i po raz trzeci po Pekinie i Londynie nie zdołaliśmy awansować do strefy medalowej. Nasi zawodnicy byli zawiedzeni, a upust swym emocjom dał Fabian Drzyzga. Rozgrywający naszej reprezentacji w wywiadzie udzielonym po zakończeniu spotkania “wbił szpilkę” selekcjonerowi naszej kadry podkreślając, że “potrzebujemy trenera, a nie kolegi”. Bartosz Kurek miał się żegnać z kadrą. Jednym słowem widzieliśmy bardzo smutne obrazki. Porażka w turnieju olimpijskim kosztowała posadę francuskiego szkoleniowca naszej kadry.

Piłka ręczna powraca na olimpijskie salony

Po czterech latach przerwy do turnieju olimpijskiego zdołała się zakwalifikować reprezentacja Polski w piłce ręcznej. Szczypiorniści Tałanta Dujszebajewa trafili do wymagającej grupy z Niemcami, Brazylią, Słowenią, Egiptem i Szwecją.

Z Brazylią rozegraliśmy pierwsze spotkanie. Nie było ono – jak się okazało – tak łatwe dla naszych “Orłów”, jak to wydawać by się mogło przed meczem. Thiagus Petrus i Jose de Toledo to wyróżniające się postaci w brazylijskiej kadrze. U nas szwankowała przede wszystkim skuteczność. Przegraliśmy.

Drugie spotkanie rozegraliśmy z reprezentacją Niemiec. Reprezentacją, która posiada niewątpliwie jednych z najlepszych graczy na świecie na każdej pozycji. Pierwsza połowa to wyrównane spotkanie, które nawet przy lepszej skuteczności mogliśmy wygrać. Niestety, powieliliśmy błędy z pierwszego meczu i również przegraliśmy.

Trzecie spotkanie rozegraliśmy z kolejną czołową reprezentacją na świecie, czyli z drużyną Słowenii. W tej drużynie występowali chociażby bracia Zvizejowie (Luka i Miha) czy Jure Dolenec. Niestety, nauka “poszła w las” i notując trzecią porażkę, byliśmy pod ścianą.

Ze Szwedami graliśmy o wszystko i tutaj nie było pewności, czy damy radę zawodnikom takim jak Apelgren, Ekdahl du Rietz i inne gwiazdy. Zmobilizowaliśmy się i wygraliśmy.

Nie wszystko jednak zależało od nas. Aby wyjść z grupy, musieliśmy wygrać ostatni mecz. Udało się i los w ćwierćfinale skojarzył nas z reprezentacją Chorwacji. Rywalem, z którym grało nam się niewygodnie w ostatnich latach, a mecze między Polakami i Chorwatami dostarczały emocji sięgających zenitu. Nie inaczej było i teraz. Podopieczni Dujszebajewa, po znakomitej grze w bramce Piotra Wyszomirskiego i skutecznej grze przede wszystkim Karola Bieleckiego pokonali “Płonące Serca” z Chorwacji i w półfinale zmierzyliśmy się z reprezentacją Danii.

W przypadku tego przeciwnika już naprawdę żartów nie było. Niklas Landin, bracia Henrik i Rene Toft Hansen czy Mikkel Hansen to światowe gwiazdy. Graliśmy z nimi jak równy z równym, ale po dogrywce przegraliśmy i o brązowy medal graliśmy z reprezentacją Niemiec. Graliśmy nieskutecznie i mimo dobrej postawy w bramce Piotra Wyszomirskiego musieliśmy zadowolić się czwartym miejscem.

Był to jednak znakomity występ polskich szczypiornistów.

Dwie przykre niespodzianki w sporcie indywidualnym

Na igrzyskach olimpijskich wiodącą dyscypliną jest lekkoatletyka zwana królową sportu. Polska od lat udowadniała, że w tej dyscyplinie możemy osiągnąć bardzo dużo na każdej imprezie.

W Rio przytrafiły się dwie niespodzianki. Bez medalu byli Adam Kszczot i Kamila Lićwinko, na których liczyliśmy najbardziej.

Podsumowanie

Parafrazując słowa Józefa Piłsudskiego – rok 2016 był rokiem pełnym celów sportowych. Większość udało się zrealizować i dlatego zapamiętamy ów rok jako okres rozkwitu polskiego sportu.

Facebook