Werder łapie koło ratunkowe!

Sytuacja w Bremie nie napawa optymizmem. Po 25 kolejkach drużyna Floriana Kohfeldta zdobyła 18 punktów dające przedostatnią pozycję w ligowej tabeli. Punkty są potrzebne ekipie z Bremy jak ropa w silniku Diesla. Do najbliższego „tankowania” mieli okazję w Fryburgu, gdzie za dystrybutory pełnił miejscowy Freiburg.

Drużyna prowadzona przez Christiana Streicha sprawiła niemałą niespodziankę w poprzednim spotkaniu. Zdobyli cenny punkt przeciwko Lipskowi. Na te spotkanie szanowany przez kibiców gospodarzy przygotował kilka zmian. Największą z nich jest zmiana formacji z 3-4-3 na 4-4-2, gdzie doszło do wymiany defensorów. Natomiast Kohfeldt postawił na Joshuę Sargenta, który wystąpił od pierwszej minuty kosztem Daviego Selke.

Jednostrzałowiec

Po uczczeniu pamięci ofiar zachorowań na koronawirusa minutą ciszy, sędzia rozpoczął spotkanie. Piłkarze przy akompaniamencie dźwięcznej ptaszyny dopasowali swój poziom gry. Pierwsi do głosu doszli piłkarze Werderu, którzy po strzale Davy’ego Klaassena mieli szansę otworzyć wynik spotkania. Jednak na nieszczęście drużyny – był on niecelny. W 17. minucie niepilnowany węgierski zawodnik Freiburga, Roland Sallai, spróbował swoich sił, uderzając podkręconą piłkę, która przeszła obok dłuższego słupka. Gdyby kibice gospodarzy mieli możliwość wspierania swoich ulubieńców – usłyszelibyśmy jęk zawodu. Była to akcja, która w niecałe 120 sekund zemściła się. Kontratak Werderu zakończył się bramką autorstwa Leonardo Bittencourta, który został obsłużony długim podaniem przez Davy’ego Klaassena. Gol zdobyty przez gości otworzył spotkanie. Po raz kolejny swoje umiejętności mógł zaprezentować Sallai. Płaski strzał po dośrodkowaniu z lewego skrzydła został zdławiony w zarodku przez czeskiego bramkarza. Po chwili wynik mógł się zmienić – do dogodnej sytuacji doszedł napastnik Breisgau-Brasilianer, Lucas Hoeler. Tym razem w akcji przeszkodził inny piłkarz narodowości czeskiej – Theodor Gebre Sellasie. Jego interwencja zapobiegła utracie prowadzenia.

Po wznowieniu ligi było wiadomym, że zawodnicy będą przeżywali mikrourazy lub, co gorsza – kontuzje. W tej części spotkania przedwcześnie zakończyć spotkanie musiał Kevin Vogt, który został zmieniony w 35. minucie. Realizator spotkania pokazywał, jak wypożyczony obrońca Hoffenheim utykał na bieżni, w towarzystwie współpracownika medycznego. Do końca pierwszej części gry Freiburg starał się odrobić wynik. Było to korzystne dla drużyny przyjezdnej, bowiem nastawili się oni na kontrataki, których nie potrafili sprawnie przeprowadzić. Nie można im jednak odebrać dobrych chęci, ponieważ to była jedna z lepszych połów spotkania, jaką rozegrała drużyna z Weserstadion.

Prześladowania Werderu nie ustawały

Druga część spotkania rozpoczęła się widowiskową akcją Marco Friedla. Austriacki obrońca przeszedł przez defensywę Freiburga. Po jego dośrodkowaniu piłka nie dotarła do kolegi z zespołu – została natychmiastowo wybita przez obrońcę gospodarzy. Role się odwróciły po kilku minutach; pomocnik gospodarzy, Roland Sallai uderzył futbolówkę z ostrego kąta. Nie znalazła ona drogi w światło bramki. Z każdą minutą spotkania Freiburg naciskał coraz bardziej na rywala. Po godzinie gry było bardzo gorąco dzięki Lucasowi Hoelerowi, który oddał mocny strzał z dystansu po nieudanym wybiciu piłki przez zawodnika gości. Przy tej sytuacji swoją dzisiejszą, wysoką dyspozycję pokazał Jiri Pavlenka – sparował ją. Prześladowania Werderu nie ustawały, bowiem po kilku minutach gospodarze byli ponownie w dogodnej sytuacji. Tym razem na drodze stanął Philipp Bargfrede, który zdecydowaną interwencją uratował drużynę. Zespół znad Wezery zabarykadowała się w polu karnym, oddając inicjatywę ekipie z Fryburga.

Kolejnym zawodnikiem, który okupił spotkanie urazem, został Marco Friedl. Podczas interwencji we własnym polu karnym uszkodził kolano. Sam poszkodowany wiedział, że dla niego mecz jest już skończony, co sami wskazywali medycy Werderu. W 85. minucie swoją obecność na murawie zaznaczył Chang-hun Kwon. Zawodnik z Korei Południowej oddał potężny strzał z dystansu, jednak piłka poszła za dłuższy słupek. Pod sam koniec spotkania z boiskiem pożegnał się Philipp Bargfrede. Otrzymał on drugą żółtą kartkę, tym razem za uporczywy faul. Drużyna gości została zepchnięta do głębokiej defensywy. Chwilę po tym ekipa z Fryburga wykonywała rzut wolny, gdzie po krótkim „ping-pongu” zdobyła bramkę, która nie została uznana po tym, jak na pozycji spalonej znalazł się asystent bramki Manuela Guldego, Nils Petersen. W ostatniej akcji meczu po niedopilnowanym zawodniku gospodarzy w polu karnym Jiri Pavlenka swoją zdecydowaną interwencją zapewnił zwycięstwo drużynie znad Wezery. Po ostatnim gwizdku było słychać okrzyki radości oraz szczęścia. Zła passa została przerwana.

***

SC Freiburg – Werder Bremen 0:1 (0:1)

(0:1) – 19 min, Leonardo Bittencourt (asysta: Davy Klaassen)

Freiburg: Schwolow – Schmid, Gulde, Koch, Guenter – Haberer (71’ Abrashi), Sallai (81’ Kwon), Hoefler, Grifo – Hoeler, Petersen; TRENER: Christian Streich

Werder: Pavlenka – Gebre Sellasie, Veljkovic, Moisander, Friedl (82’ Lang)– Vogt (35’ Bargfrede) – Klaassen, Eggestein – Rashica (82’ Selke), Sargent (63’ Osako), Bittencourt (63’ Bartels); TRENER: Florian Kohfeldt

Sędzia: Robert Hartmann (ocena: bardzo dobry)

Żółte kartki: Friedl, Bargfrede, Bittencourt (poza murawą)

Czerwona kartka: 88 min, Philipp Bargfrede (za drugą żółtą)

Facebook