Jeszcze rok cierpienia – |Krótka Piłka|

Jerzy Brzęczek pozostanie na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski. Kadra będzie miała niewątpliwą przyjemność pracować z tym szkoleniowcem do końca przyszłego roku. Cóż, gdyby nie okoliczności, to ta współpraca zakończyłaby się wraz z blamażem na EURO 2020.

Ten weekend był niezwykły dla całego społeczeństwa. Najpierw premierę miał drugi film braci Sekielskich dotyczący pedofilii w kościele. Następnie eksplodowała afera z Kazikiem i Listą Przebojów Programu Trzeciego Polskiego Radia. PZPN najwyraźniej uznał, że trzeba społeczeństwo, szczególnie interesujące się tymi wszystkimi tematami naraz dodatkowo rozgrzać, proponując Brzęczkowi nowy kontrakt i gwarantując nam niecodzienne przeżycia. Choć nie do końca. Przecież już przyzwyczailiśmy się do tego, że szybko odpadamy z wielkich turniejów.

Nie możemy być naiwni. Widzieliśmy, jak reprezentacja prezentowała się od mundialu w Rosji. Od debiutu selekcjonera w kadrze za chwilę miną dwa lata. To wystarczający okres, by wypracować pewne automatyzmy, ale również taktykę lub kilka jej wariantów. Popatrzmy na Włochów i to, w jaki sposób ich kadra rozwinęła się od, mówiąc delikatnie, zaskakującego braku wyjazdu na mistrzostwa świata. Widać było u nich ciągły progres. W przypadku naszej kadry trwa stagnacja.

***

Dostaliśmy najprostszą możliwą grupę w eliminacjach. Co z tego, że mieliśmy w niej Austrię, w skład której wchodzą zawodnicy z Bundesligi? W przeszłości kilkukrotnie pokazaliśmy, że możemy stanąć twarzą w twarz przeciwko ekipie zdolniejszej od nas i osiągnąć korzystny wynik (mecze z Niemcami w eliminacjach i na turnieju finałowym EURO 2016, mecze z Szwajcarią, Portugalią czy pierwszy z Danią w kwalifikacjach na mundial 2018). Wtedy odznaczała nas konsekwencja, energia, przebiegłość i wyrachowanie. Jednak po tych wszystkich cechach nie zostało już nic. Wróciliśmy do stanu z 2012 roku i czasów Smudy.

Z drugiej strony czy można było się spodziewać innej decyzji związku? Absolutnie nie. Owszem, Zbigniew Boniek w kwietniu delikatnie sugerował, że nie wiadomo, czy Brzęczek zostanie, czy nie. Ale dzisiaj w “Super Expressie” atakuje dziennikarza, zarzucając mu “typowo polską” mentalność, gdy ten… cytuje słowa prezesa. Może się mylę, ale albo Boniek ma już problemy z pamięcią i nie wie co mówi, albo kolejny raz doskonale rozgrywa partię szachów. Nie łudźmy się, prezes związku jest niezwykle przebiegły. Dziwię się, że dalej bawi się w związek piłkarski, a nie idzie w politykę.

Zmiana selekcjonera na rok przed mistrzostwami Europy byłaby zadrą w oku prezesa. Boniek nienawidzi przegrywać, więc nie mógł sobie pozwolić na zwolnienie Brzęczka. Ma oprócz tego poparcie byłych zawodników reprezentacji jak Jacka Bąka czy swoich ludzi w związku jak Marek Koźmiński.

***

Wszyscy sugerują, że Brzęczek osiągnął postawiony przed nim cel – wygrał eliminacje i awansował na turniej, więc powinien mieć możliwość pracy z kadrą na Euro. Owszem, tu pełna zgoda – drużyna narodowa jedzie na mistrzostwa, więc selekcjoner powinien ją tam poprowadzić. Ale gdy zastanowimy się głębiej, to prawdopodobnie dojdziemy do wniosku, że tak, awansował na Euro, ale każdy inny trener w Polsce prawdopodobnie również przygotowałby zespół do eliminacji i wygrałby tę grupę.

Więc dlaczego nie wybrano szkoleniowca, który ma choć odrobinę doświadczenia na arenie międzynarodowej? Dlaczego wybrany został szkoleniowiec, którego największym osiągnięciem jest miejsce piąte z Wisłą Płock? Mamy tylu ciekawych szkoleniowców jak Michał Probierz, Piotr Stokowiec, Jacek Magiera czy Czesław Michniewicz, a wybieramy Brzęczka. Błędem samym w sobie nie jest pozostawienie go na stanowisku, a to, że w ogóle je otrzymał. Za rok o tej porze powoli będziemy szykować się do kolejnego Euro. Ale nie jak przed laty, tym razem będziemy pogodzeni z losem i zobaczymy trzy mecze: otwarcia, o wszystko i o honor.

Facebook