Kiedy i jak wróci Energa Basket Liga?

Cały sportowy świat został sparaliżowany przez koronawirusa. W jakiej formie i kiedy wrócą koszykarskie rozgrywki w Polsce? To chyba najczęściej zadawane pytanie przez fanów Energa Basket Ligi. Przedstawiamy kilka najbardziej prawdopodobnych wariantów.

Koniec sezonu, początek kontrowersji

Energa Basket Liga jako jedna z pierwszych w Polsce podjęła decyzję o zakończeniu sezonu. Amerykanie w większości wrócili do swojej ojczyzny zaraz po wybuchu pandemii (nie oszukujmy się, to głównie od nich zależy, kto zdobędzie tytuł), a budżety klubów przez obecną sytuację mocno ucierpiały. Innej możliwości niż odwołanie dalszej części rozgrywek nie było. Jedyna kwestia, jaka pozostała do rozstrzygnięcia, to w jaki sposób zakończyć sezon. Władze PLK zdecydowały się na bardzo kontrowersyjne rozdanie medali według liczby zebranych punktów. W koszykówce tytuł mistrzowski zdobywa się w fazie play-off, więc przyznanie go przed zakończeniem sezonu zasadniczego było co najmniej nieoczywiste. Przypomnijmy, że w ostatnich 3 latach tylko raz zespół, który miał pierwsze miejsce w tabeli, kończył rozgrywki ze złotymi medalami. Nie mówiąc już o przypadku Arki (14 zwycięstw w 22 meczach), która znalazła się w końcowej klasyfikacji przed Toruniem (15 zwycięstw w 20 meczach). Ta sytuacja jest tak absurdalna, że chyba ostatecznie przekreśliła szanse władz ligi na wytłumaczenie się ze swoich działań.

Zamknięta liga

Prezes Piesiewicz niedługo po ogłoszeniu zakończenia sezonu powiedział, że rozważą możliwość zamknięcia ligi na kolejny sezon. Co to oznacza? Brak awansów i spadków, czyli stały skład koszykarskiej ekstraklasy przez kolejne 2 lata. To rozwiązanie niesprawiedliwe dla zespołów występujących obecnie w 1 lidze, ponieważ byłby to dla nich już drugi sezon spisany na straty. Zarząd ligi praktycznie nie uznał rezultatu ich tegorocznych rozgrywek, ponieważ żaden klub nie awansował do EBL, a zamknięcie rozgrywek oznaczałoby brak awansów również w przyszłym roku. Z drugiej strony takie rozwiązanie może się okazać konieczne z perspektywy drużyn występujących w EBL. Tajemnicą poliszynela jest, że po pandemii wielu sponsorów wycofa się lub zmniejszy dotacje na polskie kluby. Brak ryzyka spadku pozwoliłby uboższym i bardziej pokrzywdzonym zespołom na odbudowanie budżetu, zakontraktowanie tańszych zawodników oraz brak konieczności zadłużania się. Nie musiałyby też one sięgać po obcokrajowców. Zamknięcie ligi to ostateczność, ale może ono uspokoić trudną sytuację po powrocie do sportowego życia, dlatego warto ten wariant wziąć pod uwagę.

Sami Polacy

Scenariusz gry samymi Polakami jest na ten moment najbardziej abstrakcyjny. Sytuacja w USA wygląda źle i ściąganie Amerykanów do naszego kraju aktualnie wydaje się ryzykowne, ale miejmy nadzieję, że to zmieni się w najbliższych miesiącach. Bądźmy szczerzy, ta liga bez zawodników zagranicznych nie istnieje, a prowizoryczne rozgrywki raczej nie mają szans przyciągnąć kibiców. W minionym sezonie Polacy pełnili w naszej lidze głównie role rezerwowych. Odcięcie EBL od świata spowodowałoby nie tylko spadek poziomu, ale również konieczność masowego ściągania graczy z 1 i 2 ligi na roczne kontrakty. Może w tym całym zamieszaniu szanse dostaliby juniorzy, ale znając nasze zespoły, to szybciej sięgnęłyby po weteranów. Niestety nie znajdziemy u nas 160 zawodników (tyle mniej więcej by było potrzeba) na ekstraklasowym poziomie. Taki wariant będzie pewnie rozważany w niektórych krajach, ale w Polsce tej projekt nie wypali.

Rozgrywki bez kibiców

Radosław Piesiewicz powiedział kilka dni temu o jednym z pomysłów na organizację przyszłego sezonu i wydaje się to na ten moment prawdopodobnym rozwiązaniem. Rozgrywki miałyby wrócić już we wrześniu, na dotychczasowych zasadach, jednak bez udziału kibiców. Brak wstępu na hale mógłby zostać zrekompensowany przez częstsze transmisje. Przyspieszenie rozpoczęcia ligi zmotywowałoby kluby do szybszego kontraktowania zawodników, którzy przez koronawirusa stracili źródło dochodów (a koszykarze w Polsce nie zarabiają fortuny). Wielu największych sponsorów z pewnością wróciłoby ze wznowieniem gry. Kibice mogliby cieszyć się rozgrywkami w telewizji, a drużyny zarobiłyby na prawach do transmisji. Największą (chyba jedyną znaczącą) wadą tego rozwiązania jest brak wpływów z biletów do klubowych kas. Czołowe kluby w Polsce liczą zyski z wejściówek na mecze nawet w milionach, więc brak tego źródła dochodu może znacząco obniżyć ich budżety.

Czy warto czekać?

Obecnie koszykówka w Polsce żyje w zawieszeniu i nie pozostaje nam nic innego niż czekanie na dalszy rozwój sytuacji związanej z koronawirusem. Jednak na dłuższą metę czekanie nie może być jedynym rozwiązaniem. Gdy inne sporty zaczną wracać (a ma się to wydarzyć niedługo), to władze koszykarskie muszą mieć swój plan działania. W obecnej sytuacji zawodnicy pozostawieni są sami sobie, a to nie rokuje dobrze w kontekście przyszłorocznych występów reprezentacji. Zwlekanie z decyzjami może spowodować masowe bezrobocie wśród naszych koszykarzy i wycofanie się kluczowych sponsorów. To z kolei postawi wiele zespołów na skraju bankructwa. Nie chcemy, by koniec koronawirusa był początkiem problemów polskich klubów, dlatego o możliwych wariantach powinniśmy myśleć już dziś.

Fot. Andrzej Romański

Facebook