Max Verstappen przełamuje passę Mercedesa, czyli podsumowanie GP Austrii

Austria

Facebook.com/RedBullRacing

Grand Prix Austrii jest dla zespołu Red Bulla domowym wyścigiem, podczas gdy Mercedes już rok temu borykał się w jego trakcie z różnymi problemami. Po kwalifikacjach na faworyta wyrósł nam Charles Leclerc, który pozostał nim aż do momentu, w którym zwycięstwo wydarł mu Max Verstappen… Zwycięska passa Srebrnych Strzał dobiegła więc końca, a Honda wygrała swój pierwszy wyścig od czasu powrotu do Formuły 1.

Emocje od samego początku

Pierwsza linia na starcie wyglądała bardzo obiecująco. Dwa młode talenty – Charles Leclerc i Max Verstappen – miały wystartować do wyścigu obok siebie. Jak się okazało, Holender nieco przysnął, błyskawicznie tracąc kolejne pozycje. W pewnym momencie znalazł się nawet za plecami swojego kolegi z zespołu.

Z drugiej strony dobrze wystartował Charles Leclerc, który utrzymał się na prowadzeniu. Nie obyło się bez kilku zaskoczeń. Lando Norris w pierwszych zakrętach znalazł się aż na trzecim miejscu. Szybko musiał jednak uznać wyższość bardziej doświadczonych kierowców, choć próbował bronić się przed ich atakami. Mocny start zaliczył także Kimi Räikkönen.

Ze względu na problemy w końcówce sesji kwalifikacyjnej, o pozycję musiał walczyć także Sebastian Vettel. Niemiec już w okolicy siódmego okrążenia uporał się jednak z Räikkönenem. Po kilkunastu kółkach mogliśmy natomiast być świadkami dosyć długiej potyczki między Finem a Pierre’em Gaslym. Ich walka tym bardziej cieszyła oczy, gdyż nie tylko była twarda, ale i pozostała do końca fair. Ostatecznie Francuz uporał się z kierowcą Alfy Romeo mniej więcej w połowie rywalizacji.

Pierwszych chwil wyścigu z pewnością nie zapamięta miło Kevin Magnussen, który po okrążeniu formującym nieodpowiednio ustawił się na swoim polu startowym, co przypłacił karą przejazdu przez aleję serwisową.

Trochę zamieszania w boksach

Pomimo startu na miękkich oponach Ferrari zdawało się radzić z nimi lepiej niż Mercedes z mieszanką pośrednią. Hamilton problemy z ogumieniem przypłacił częstymi wyjazdami na pobocza, a w ostateczności uszkodzeniem przedniego skrzydła. Mimo to pozostawał na torze i starał się trzymać tempo w nadziei, że w boksach uda mu się zbliżyć do kolegi z zespołu. Decyzja ta okazała się błędna, gdyż po wymianie opon i uszkodzonej części spadł nie tylko za Valtteriego Bottasa, ale i za Sebastiana Vettela. Nawet Max Verstappen, który zjechał jeszcze później, wyjechał ostatecznie przed Brytyjczykiem.

Jeśli już mowa o Vettelu, nie sposób nie wspomnieć o bardzo słabym pit stopie w wykonaniu ekipy Ferrari. Przez błędy w komunikacji wymiana musiała się przedłużyć, a na domiar złego o mały włos nie doszło do wypadku z udziałem opuszczającego swoich mechaników Bottasa.

Najdłużej na torze utrzymywali się Carlos Sainz i Daniel Ricciardo. Na kilka okrążeń przed zjazdem Australijczyk został wyprzedzony najpierw przez Lando Norrisa, a później przez Pierre’a Gasly’ego. Między tymi dwoma manewrami młody Brytyjczyk dostał dość niecodzienny komunikat o… utrzymaniu kierowcy Renault w strefie DRS. Zawodnik Red Bulla szybko jednak się z nim uporał, odbierając mu taką możliwość.

Kilka okrążeń później doszło do starcia Sebastiana Vettela z Maxem Verstappenem. Po kilku próbach Holendrowi udało się wyprzedzić Niemca i kontynuować swoją pogoń za czołówką. Sam Vettel natomiast zdecydował się na kolejną wymianę opon, najpewniej po to, by być szybszym w ostatniej fazie wyścigu.

Końcówka wynagradzająca poprzednie Grand Prix

Nie oszukujmy się. Grand Prix Francji było jednym z najnudniejszych wyścigów w ostatnim czasie. Na szczęście wyścig w Austrii nam to wynagrodził. Ostatnie okrążenia były tym, co chcemy w Formule 1 oglądać – walką o najwyższe lokaty aż do samego końca.

Skreślenie Maxa Verstappena po słabym starcie byłoby największym błędem. Holender, mający w ten weekend ogromne wsparcie swoich kibiców, nie zamierzał łatwo odpuszczać. Przez moment mogło się wydawać, że zaraz odpadnie z walki. Zakomunikował bowiem przez radio, że traci moc. Chwilę później po owych problemach jakby nie było śladu. Wyprzedził Valtteriego Bottasa i ruszył w pogoń za Charlesem Leclerkiem.

Monakijczyk nie miał łatwego zadania. Jego opony były starsze, a tempo rywala zaskakująco dobre. Na komunikat od swoich mechaników zareagował krótkim „zostawcie mnie w spokoju” (ang. leave me alone; niektórym kibicom może to zabrzmieć dość znajomo).

Walka odbyła się na ostatnich okrążeniach. Verstappen atakował, a Leclerc próbował się bronić. Do skutecznego manewru doszło w zakręcie numer trzy, gdzie Holender ostatecznie uporał się z rywalem, praktycznie nie zostawiając mu miejsca. Monakijczyk miał zastrzeżenia do tego manewru i był widocznie rozgoryczony tym, jak potoczyła się dla niego końcówka wyścigu. Sędziowie powiadomili, że przyjrzą się sytuacji, więc niewykluczone, że ostateczny wynik Grand Prix Austrii ulegnie jeszcze zmianie.

Powiedzmy sobie szczerze – właśnie takie pojedynki na limicie lubimy oglądać. Jednak sędziowie pokazali nam już przy okazji wyścigów we Francji i Kanadzie, że są zdolni zmienić ostateczny rezultat, przy okazji wywołując tym istną burzę w mediach.

Aktualizacja: Sędziowie podjęli decyzję o nieprzyznawaniu Verstappenowi żadnej kary, dzięki czemu pozostaje on zwycięzcą dzisiejszego wyścigu!

Mamy za sobą jeden z najbardziej emocjonujących wyścigów w tym sezonie (jak nie najbardziej emocjonujący!). Passa Mercedesa została wreszcie przełamana, Honda sięgnęła po pierwsze od dawna zwycięstwo w Formule 1, a kibice w końcu mogli nacieszyć oczy prawdziwą walką na torze. Przed nami jednak kolejne wyścigi, na których Srebrne Strzały będą mocne, ale kto wie – może ktoś znowu zdoła stanąć im na drodze?

Już za dwa tygodnie wyścig o Grand Prix Wielkiej Brytanii na torze Silverstone.

Facebook