Drugiego dnia MEZ Polska Tournament krajowe zespoły zmierzyły się z utytułowanymi zagranicznymi klubami. Partizan Belgrad nie dał najmniejszych szans Arce Gdynia i pokonał ją 100:67. O wiele ciekawszy był mecz Anwilu Włocławek z euroligowym Maccabi Tel Awiw. Gospodarze rozgrywek sprawili swoim kibicom miłą niespodziankę, wygrywając z mistrzem Izraela 83:81.

Różnica klas

Arka dobrze weszła w mecz z Partizanem, głównie dzięki świetnej grze Josha Bostica. Amerykanin zdobył osiem pierwszych punktów dla gdynian, lecz w równie dobrej formie był Rade Zagorac. Po początkowej wymianie ciosów na tablicy widniał wynik 8:8. Oba zespoły nie imponowały skutecznością, lecz nadrabiały to bardzo fizyczną obroną. Drużyna z Belgradu przejęła inicjatywę pod koniec kwarty i wyszła na prowadzenie 21:19. Gdy po chwili przerwy zawodnicy wrócili na parkiet, obraz gry wyraźnie się zmienił. Arka coraz gorzej radziła sobie w defensywie, a w ataku nie potrafiła znaleźć przestrzeni do oddania dobrego rzutu. Obraz gry trochę poprawił się, gdy na boisko wszedł Krzysztof Szubarga. Polak zdecydowanie lepiej spisywał się jako rozgrywający niż Phil Greene. Po drugiej stronie natomiast trwała zmasowana ofensywa. Serbowie w drugiej kwarcie dali popis świetnej koszykówki i przed przerwą prowadzili już 47:30.

Druga połowa również należała do Partizanu. Gdynianie liczyli z pewnością na swoich najlepszych rzucających z meczu z Anwilem, czyli Wołoszyna i Czerlonko. Oni niestety w tym spotkaniu zaprezentowali się bardzo słabo i do wyniku dodali tylko po 2 punkty. Zawodził też Bostic, który po widowiskowym starcie nie dokładał zbyt wielu trafień. Te chwile słabości wykorzystali Corey Walden i Ognjen Jaramaz. W drugiej połowie szczególnie dobrze radził sobie zawodnik z Czarnogóry (brat Nemanji Jaramaza, znanego dobrze z polskich boisk). W ostatniej kwarcie Arka zaczęła więcej podań kierować pod kosz, a Upson i Hammonds w końcu wykonali kilka skutecznych akcji. To jednak było za mało, by nawiązać walkę z Serbami. Zespół z Belgradu zagrał fenomenalne spotkanie i zasłużenie wygrał 100:67.

Anwil znów zwycięski

Początek spotkania zdecydowanie nie należał do włocławian. Nate Wolters bardzo szybko zdobył 5 punktów. Co ciekawe, Amerykanina do ekipy „Rottweilerów” chciał ściągnąć Igor Milicić, lecz zawodnik nie zdecydował się na przenosiny do EBL. Gdy trener Anwilu poprosił o time-out, jego zespół przegrywał już 0:10. Ten czas odmienił oblicze włocławskiej drużyny, która natychmiastowo rzuciła się do ataku. Zdobyli oni aż 11 punktów pod rząd i wyszli na prowadzenie. Szymon Szewczyk w obronie był nie do przejścia. Chwilę po pojawieniu się na parkiecie zanotował 2 bloki. Kwarta zakończyła się remisem 17:17. Kolejną część meczu doskonale rozpoczęli Karolak i Ledo, którzy rzucili po 5 punktów. Anwil niestety szybko roztrwonił zbudowaną przez nich przewagę. Elijah Bryant trafiał większość rzutów, a starcia pod koszem wygrywał Hunter. Anwil odpowiedział na to kontrami (które wyprowadzali Simon i Ledo), lecz mimo to zszedł do szatni z siedmiopunktową stratą.

W drugą połowę włocławianie weszli zdecydowanie lepiej niż rywale z Izraela. W Maccabi najbardziej zawodzili ci, którzy mieli być liderami. Quincy Acy dwa razy rzucił celnie z dystansu, jednak jego gra pozostawiała wiele do życzenia. Zaliczył kilka strat i nawet nie starał się tworzyć okazji swoim partnerom. Jeszcze gorzej zaprezentował się Omri Casspi. Zawodnik, który spędził w NBA 10 lat, nie radził sobie z obroną Anwilu i mecz zakończył z zerową skutecznością z gry. Trzecia kwarta była kontynuacją świetnej koszykówki w wykonaniu Simona i Ledo. To oni napędzali grę włocławian, a trener Sfairopoulos przez cały mecz nie znalazł sposobu na zatrzymanie ich. Anwil na ostatnią kwartę wyszedł, prowadząc 66:61. Maccabi jednak nie odpuściło i na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem przechyliło szalę na swoją stronę. Boisko musiał opuścić też Milan Milovanović, który uzbierał 5 fauli. To najwidoczniej zmobilizowało gospodarzy do walki. Wroten wykorzystał oba rzuty osobiste, po tym jak Acy uderzył go w głowę przy kontrze. To dało Anwilowi przewagę 76:73, a oni jej już nie oddali. Bryant miał szansę na wyrównanie w ostatniej minucie, lecz spudłował z dystansu. Kolejną szansę na odwrócenie wyniku miał Acy 11 sekund przed zakończeniem meczu, jednak zamiast złapać piłkę, odbił ją poza boisko. Maccabi zmuszone było do faulowania Anwilu, a włocławianie wykorzystali rzuty osobiste. Jeszcze na 2 sekundy przed końcem czasu Dorsey zdobył 3 punkty, lecz to nic nie dało. Gospodarze wygrali 83:81, co może napawać ich kibiców ogromnym optymizmem przed nadchodzącym sezonem.

***

Arka Gdynia – Partizan NIS Belgrad 67:100 (19:21, 11:26, 14:27, 23:26)

Arka Gdynia: Josh Bostic 16, Leyton Hammonds 11, Devonte Upson 10, Krzysztof Szubarga 9, Phil Greene 8, Ben Emelogu 5, Bartłomiej Wołoszyn 2, Wojciech Czerlonko 2, Grzegorz Kamiński 2, Marcin Malczyk 2, Dariusz Wyka 0
Trener: Przemysław Frasunkiewicz

Partizan NIS Belgrad: Rade Zagorac 20, Corey Walden 13, Ognjen Jaramaz 13, Zanis Peiners 13, Nemanja Gordić 9, Rashawn Thomas 8, Wiliam Mosley 8, Nikola Janković 6, Nikola Jovanović 6, Novica Velićković 4
Trener: Andrea Trinchieri

Zawodnik meczu: Rade Zagorac

***

Anwil Włocławek – Maccabi FOX Tel Awiw 83:81 (17:17, 23:30, 26:14, 17:20)

Anwil Włocławek: Ricky Ledo 27, Chase Simon 20, Tony Wroten 14, Chris Dowe 5, Jakub Karolak 5, Krzysztof Sulima 4, Rolands Freimanis 3, Milan Milovanović 3, Szymon Szewczyk 2, Igor Wadowski 0, Adam Piątek 0, Oliwier Bednarek 0
Trener: Igor Milicić

Maccabi FOX Tel Awiw: Nate Wolters 15, Elijah Bryant 14, Tyler Dorsey 12, Quincy Acy 8, Angelo Caloiaro 8, Yovel Zoosman 8, Deni Avdija 5, Othello Hunter 4, Jake Cohen 4, Omri Casspi 2, John DiBartolomeo 1, Sandy Cohen III 0
Trener: Ioannis Sfairopoulos

Zawodnik meczu: Ricky Ledo

Fot. Sylwia Kwiatkowska