Nie próbuj, nie warto – |Krótka Piłka|

Kibice żużlowi wściekają się, że nie zobaczą na stadionie spotkań swoich klubów. Część fanów piłki nożnej reaguje podobnie. Nie można zapominać o wyśmiewaniu każdej koncepcji dokończenia sezonu. 

Nie sposób odnieść wrażenia, że społeczeństwo ma problemy z myśleniem. Często bywa tak, że zanim przemyślą czyjąś koncepcję, to z automatu wypluwają z siebie setki słów, często wulgarnych i najzwyczajniej w świecie głupich. A nie, przepraszam. Zanim nawet ją usłyszą, to od razu twierdzą, że nie ma sensu, a jej autora besztają od stóp do głów. To są wyniki naprawdę powierzchownej obserwacji tego, co czytam na różnych grupach w portalach społecznościowych czy na stronach internetowych.

Te problemy były szczególnie widoczne miesiąc temu, gdy właściciel Rakowa chciał zaproponować swoją koncepcję na dokończenie rozgrywek ekstraklasy. Wcale nie musiał tego robić. Raków w lidze ma bezpieczne miejsce w tabeli, więc zakończenie rozgrywek nie sprawiłoby, że stałaby się tragedia, a beniaminek spod Jasnej Góry poleciałby z ligi. Tylko brak licencji przez stadion mógłby do tego doprowadzić, ale piłeczka jest po stronie Krajowej Izby Odwoławczej. Michał Świerczewski nie należy też do najbiedniejszych osób w kraju. Owszem, odczuje skutki pandemii. Mimo to pieniądze z transmisji nie zmienią jego życia i funkcjonowania klubu o 180 stopni.

Jego propozycja odbiła się szerokim echem. Niezwykle negatywnym. Podobnie jak wypowiedź trenera Rakowa, który chciał rozegrania meczów 27 kolejki, powołując się na decyzję podjętą dzień wcześniej przez Ekstraklasę S.A i PZPN. Najczęściej jednak krytykowani byli za pomysł wykonania testów na obecność koronawirusa. Bo przecież brakuje służbie zdrowia! Owszem brakuje. Jednak tym powinni martwić się rządzący. A sami podkreślali, by testy zakupić z środków ligi lub związku. Ale tego już nikt nie doczytał. Normalne. Zapytałem trenera Papszuna o krytykę skierowaną w ich stronę. Potwierdził tylko moje przypuszczenia o tym, że ludzie nie potrafią myśleć.

***

Kiedy gruchnęła wiadomość o tym, że od końca maja wracają rozgrywki (co ciekawe pomysł w kilku elementach jest podobny do tego, który chciał przedstawić Świerczewski), nagle spora część społeczeństwa futbolowego była zachwycona, bo wraca liga. Przeczytajcie poprzednie akapity. Tak, coś tu się nie zgadza. Z jednej strony krytyka za wykazanie inicjatywy, z drugiej radość, że ekstraklasa znowu zagra. Nagle wszyscy zapomnieli o tym, że i tak PZPN wyda miliony na testy, za co wspomniany duet był przybijany do krzyża i odsyłany na piłkarską Golgotę. Choć nie powiem, część nadal jest przeciwko wznowieniu rozgrywek. I ich zdanie jestem w stanie uszanować, ponieważ trzymają się swojej wersji od początku do końca. Ale reszta… Jakbym stał w porcie i obserwował statek. Na maszcie powiewałaby bandera, która z każdym podmuchem wiatru zmieniałaby swój kierunek.

Najciekawsze są jednak stwierdzenie, które po zeszłorocznym finale Pucharu Polski było używane często, choć jako uczestnik wydarzenia stwierdzam, że bardzo trafnie. “Piłka nożna dla kibiców”. W tamtej konkretnej sytuacji jak najbardziej miało ono sens. Wówczas kibice Lechii zostali wpuszczeni na Stadion Narodowy dopiero po pierwszej połowie, bo związek nie poradził sobie z ich kontrolą, która i tak nie wyszła im najlepiej. Bardzo im współczułem, podobnie jak sobie. Teraz jest ono używane przez niektórych jako protest wobec rozgrywania spotkań przy pustych trybunach. Przykład nie jest z Polski, jednak i u nas takie głosy się pojawiają.

Przykład przyszedł zza naszej zachodniej granicy, o czym pisze Jakub Białek. I o ile z jednym ze stwierdzeń nie można się nie zgodzić (zawodowa piłka generuje 56 tysięcy miejsc pracy, natomiast 34,5 tysiąca z nich pracuje przy niej tylko pośrednio np. catering, ochroniarze, personel obsługujący dzień meczowy, a mecze duchów nie sprawiają, że ich egzystencja zostanie uratowana), o tyle reszta…

***

Szczególnie podawana przez nich za przykład wypowiedź Deniza Aytekina budzi moją złość. Nawet nie na nich, ale na samego sędziego. W jego mniemaniu mecze bez kibiców nie mają nic wspólnego z futbolem. Oj, by się Radosław Rzeźnikiewicz wściekł na takie stwierdzenie. Tym bardziej że nie raz był jedynym kibicem na stadionie i obserwował zmagania B-klasy. Ale wracając do kibiców, bo to im dedykowany jest cały ten tekst. Najwyraźniej Niemcy mają w głębokim poważaniu ogólnoświatową sytuację. Polacy chcą pokazać, że również. Ale nie tylko mowa tu o kibicach piłkarskich. Żużlowych również.

Złość sympatyków czarnego sportu, którzy wykupili karnety, jestem w stanie zrozumieć. Wydali już grube pieniądze przed sezonem, by dopingować swoich ulubieńców (chyba że im nie idzie, to odwracają się od nich, a stadiony pustoszeją – przykład z Częstochowy i dogorywającego Włókniarza), a nie będą mieli okazji. Niektóre kluby nie mają dla nich żadnej alternatywy. Możliwe, że liga dogada się z klubami, aby kibice z karnetami dostali możliwość oglądania żużla na swoich platformach. Jednak nadal nie ma na ten temat żadnych informacji.

Z drugiej jednak strony, kiedy czytam ich wypowiedzi, że będą słuchać relacji w radiu i koczować pod stadionem przy bramach, żeby zobaczyć choć ułamek rozgrywki, to gotuje się we mnie krew. Spodziewam się, że podobny problem może być w lidze piłkarskiej. Rozgrywki żużla i piłki nożnej zostały dopuszczone do działania między innymi przez to, że nie zostali w nich uwzględnieni kibice. Oczywiście siedzący na trybunach, żeby była jasność. Najwyraźniej nie rozumieją powagi sytuacji. Albo nie myślą nad konsekwencjami. To by się zgadzało z moją teorią z pierwszych zdań tego tekstu.

***

Liczę jednak, że wbrew mojej opinii potraficie racjonalnie myśleć, będziecie walczyli o ogólny dostęp do transmisji spotkań swoich ekip. Ale nie będziecie koczować pod stadionami. Możliwe, że dzięki temu już niedługo ponownie będziecie mogli zapełniać obiekty i cieszyć się z gry Waszych ulubieńców. Jeżeli faktycznie im kibicujecie, to lepiej obejrzeć mecz w domu. Może będzie ciszej, ale na pewno bezpieczniej dla Was, ale i dla zawodników. Dzięki temu szybciej wrócimy na stadiony.

Facebook