Po długich negocjacjach Anwil Włocławek ogłosił zakończenie współpracy z Igorem Miliciciem. Jego miejsce zajmie, doskonale znany polskim kibicom, Dejan Mihevc. Ta decyzja oznacza prawdziwe trzęsienie ziemi w klubie. Dotychczasowy szkoleniowiec słynął z charakterystycznej obrony strefowej i skomplikowanych zagrywek ofensywnych. Przed Słoweńcem teraz stoi ciężkie zadanie, jednak nie skazywałbym go z góry na porażkę.

 

Era Milicicia

Gdy 5 lat temu Igor Milicić przyjechał do Włocławka, nic nie zapowiadało, że zapisze się w historii Anwilu jako najbardziej utytułowany trener. Można powiedzieć, że zaczął skromnie, a po porażce z Czarnymi Słupsk w play-offach wielu wieszało już na nim psy. Cały czas jednak uczył zespół swojego stylu gry. Niezwykle wymagającego, ale jakże skutecznego. Milicić zasłynął, nie tylko w Polsce, ale również w Europie, swoją charakterystyczną obroną strefową i pomysłowymi rozwiązaniami ofensywnymi w kluczowych momentach spotkań. To dało Anwilowi dwa tytuły mistrzowskie. Do historii przeszły już takie mecze jak ten z Zieloną Górą, gdzie Włocławek (w dużej mierze dzięki Miliciciowi) nadrobił 15 punktów w ostatnich minutach i awansował do finału. Chorwat po prostu wprowadził Anwil na wyższy poziom, przez co jego nazwisko coraz częściej pojawiało się w zagranicznych klubach. Rozstanie od dłuższego czasu majaczyło na horyzoncie.

Nieuniknione pożegnanie

Rok temu Anwil obronił tytuł mistrzowski. We Włocławku jednak nie mogli się cieszyć zbyt długo, ponieważ przyszłość architekta tego sukcesu stała pod wielkim znakiem zapytania. Pojawiły się pierwsze informacje o zainteresowaniu z Niemiec, a że na co dzień mieszka tam najbliższa rodzina szkoleniowca, ten kierunek wydawał się bardzo prawdopodobny. Wbrew pogłoskom, Milicić rozpoczął sezon we Włocławku, jednak nie zrobił tego w najlepszym stylu. Zespół grał chaotycznie, a nowi zawodnicy mieli wyraźne problemy z dostosowaniem się do jego stylu. Wtedy do gry o podpis Chorwata wkroczył Zenit Petersburg. Dla Milicicia wyjazd do Rosji byłby krokiem naprzód w karierze, dlatego sprawnie pożegnał się z kibicami i spakował walizki. Do finalizacji transferu jednak nie doszło, bo w Zenicie zdecydowano się na Xaviego Pascuala. Dzięki temu Anwil mógł dokończyć sezon bez potrzeby szukania nowego szkoleniowca. Kilka tygodni temu we Włocławku rozpoczęto negocjacje z trenerem, jednak on postawił zaporową ofertę. Przez długi czas strony szukały kompromisu, lecz to nie przynosiło skutków. W tym czasie Chase Simon (jeden z liderów Anwilu) podpisał kontrakt we Francji, a z rynku transferowego “ubywali” kolejni Polacy. Anwil nie miał więcej czasu do stracenia, dlatego postanowiono zakończyć rozmowy z Miliciciem i zadzwonić do Dejana Mihevca. Słoweniec ekspresowo doszedł do porozumienia z włocławskim klubem i teraz to na jego barkach spoczywa odpowiedzialność skompletowania składu.

Patent na tytuły

W maju zeszłego roku Anwil pokonał Stal Ostrów i Arkę Gdynia w play-offach. Igor Milicić stanął przed szansą na historyczny sukces. Na jego drodze stał już tylko Polski Cukier, trenowany przez Dejana Mihevca. Oba zespoły zafundowały kibicom jedno z najlepszych widowisk ostatnich lat. Ostatecznie to zespół z Włocławka wygrał 4:3 i obronił tytuł. Dla Mihevca było to równoznaczne z rozstaniem z Toruniem, jednak mógł on pobyt w Polsce wspominać bardzo dobrze. W ciągu dwóch lat zdobył Puchar, Superpuchar i wicemistrzostwo Polski. Pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. Jego zespół nie grał widowiskowo, ale z pewnością był on gwarantem sukcesów. Teraz dostał od Anwilu szansę na powrót do ligi i wywalczenie wymarzonego tytułu. We Włocławku o innym medalu niż złoty nie chcą słyszeć.

“Rollercoaster wkrótce ruszy”

Transferowa karuzela w EBL ruszyła na dobre już miesiąc temu, a Anwil nie zakontraktował jeszcze żadnego zawodnika. Wielu cenionych polskich zawodników znalazło już pracodawcę, co znacząco utrudnia zadanie Mihevcowi. Trener zaraz po podpisaniu kontraktu zapowiedział, że pracuje już nad kilkoma transferami. To, że dobrze zna on polską ligę, jest jedną z największych zalet Słowaka. Najprawdopodobniej skład Anwilu diametralnie się zmieni. Podobno w ostatnim czasie we włocławskim klubie padały takie nazwiska jak Bogucki czy Zamojski. Niewykluczony jest również powrót Kamila Łączyńskiego, który rozstał się ze Śląskiem. Igor Milicić w ostatnim sezonie bardzo postawił na indywidualne akcje swoich amerykańskich liderów, co nie zawsze przynosiło oczekiwane rezultaty. Teraz Mihevc zdecydowanie deklaruje, że jego drużyna będzie grała zespołowo. Może okaże się, że ta zmiana była potrzebna włocławianom. Czy tytuł mistrzowski wróci w tym sezonie na Kujawy? Tego się w najbliższym czasie nie dowiemy, ale na pewno zobaczymy w tym roku zupełnie inny Anwil.

Fot. Sylwia Kwiatkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook