Ostatnia wygrana Mercedesa przed wakacyjną przerwą, czyli podsumowanie GP Węgier

Węgry

Facebook.com/MercedesAMGF1

Grand Prix Węgier to najbliższy Polakom wyścig. Nic więc dziwnego, że nad trybunami powiewały liczne biało-czerwone flagi. Jak można się jednak domyśleć, to nie Robert Kubica odgrywał tutaj pierwsze skrzypce. Lewis Hamilton sięgnął po kolejne zwycięstwo, jednak nie przyszło mu to z taką łatwością…

Max Verstappen zdobył swoje pierwsze w karierze Pole Position i tym razem nie zawiódł na starcie — utrzymał się na prowadzeniu, chociaż kierowcy Mercedesa byli blisko. Szybko jednak uwaga skupiła się właśnie na Valtterim Bottasie i Lewisie Hamiltonie, którzy zaczęli ze sobą walczyć. Na nieszczęście Fina, doszło do kontaktu; najpierw z Brytyjczykiem, a po chwili także z Charlesem Leclerkiem. Skończyło się to dla Bottasa uszkodzeniem przedniego skrzydła, przedwczesną wizytą w boksach i spadkiem na sam koniec stawki.

Czołówka stabilnie, a reszta…

Verstappenowi dość szybko udało się odskoczyć na w miarę bezpieczną odległość. Leclercowi kazano naciskać, by nie tracić kontaktu z pierwszą dwójką. Tempo Ferrari pozostawiało jednak tego dnia sporo do życzenia… Sytuacja w czołówce była więc dość stabilna, a uwagę można było skupić na tym, co działo się za jej plecami.

Słaba pozycja startowa Daniela Ricciardo i komplikacje na starcie Bottasa sprawiły, że obaj kierowcy musieli się przebijać. W przypadku kierowcy Mercedesa zespół stwierdził, że możliwy jest jeszcze finisz na szóstej pozycji. Na początku to zawodnik Renault nadrabiał jednak więcej pozycji. Po około czternastu okrążeniach miał już za swoimi plecami Kubicę, Giovinazziego, Strolla i Russella. Bottas uporał się z kierowcą Williamsa niedługo później, tym samym mając już samego Ricciardo na wyciągnięcie ręki. Tyle tylko, że wyprzedzenie Australijczyka nie było takie łatwe i zajęło Finowi dobrych kilka okrążeń.

W międzyczasie mogliśmy być świadkami chociażby pojedynku między zawodnikami Scuderii Toro Rosso, a Max Verstappen zaczął wspominać o utracie przyczepności, co zwiastowało wizyty w boksach kierowców z czołówki…

Hammertime. Podejście pierwsze

Około 26 okrążenia Max Verstappen zameldował się u swoich mechaników. Hamilton otrzymał wówczas od swojego zespołu prosty komunikat, którego nie trzeba było mu tłumaczyć — „Hammertime”. Zadanie Brytyjczyka było proste — jechać jak najszybciej, by po wymianie opon znaleźć się przed kierowcą Red Bulla. Tyle tylko, że Holender prezentował od początku bardzo dobre tempo.

Gdy w Mercedesie zrozumieli, że w ten sposób nic nie ugrają, Hamilton zjechał po świeże opony. Po tym zaczął się pościg i pierwsza faktyczna próba objęcia prowadzenia. Brytyjczyk już po kilku okrążeniach zaatakował. Odpuścił, gdy wyjechał poza tor, a Verstappen ponownie zaczął powiększać swoją przewagę. Jednak to nie był jeszcze koniec.

Końcówka, której potrzebowaliśmy

Bottas i Ricciardo spokojnie przebili się do punktowanej dziesiątki, Ferrari jechało dość bezbarwny wyścig, a Hamilton na jakiś czas odpuścił próby odebrania prowadzenia Verstappenowi. Wydawać by się mogło, że nic już się nie zmieni… A jednak. Formuła 1 postanowiła nas jeszcze zaskoczyć.

W okolicy 48 okrążenia Daniel Ricciardo w końcu zjechał na wymianę opon. Wypadł przez to z punktów, ale jego próby wyprzedzenia Kevina Magnussena były całkiem miłym widokiem. Okrążenie później w boksach zameldował się… Lewis Hamilton. Brytyjczyk na świeżych oponach miał gonić Maxa Verstappena, który nie zdecydował się w tym momencie na zjazd.

Kierowca Mercedesa prezentował świetne tempo na świeżym komplecie opon. I o ile początkowo Verstappen był w stanie odpowiadać w miarę dobrymi czasami, o tyle im bliżej było końca, tym większe miał problemy. W pewnym momencie zakomunikował, że jego opony są „martwe”. Różnica między nimi topniała w oczach, a skuteczny manewr był już jedynie czystą formalnością.

Na trzy okrążenia przed końcem, kiedy Max Verstappen stracił już szansę na zwycięstwo, zjechał do boksu po nowe opony i rozpoczął walkę o dodatkowy punkt za najszybsze okrążenie w wyścigu. Jego przewaga nad kierowcami Ferrari była na tyle duża, że nie musiał się martwić o utratę kolejnych pozycji.

Jeśli zaś o kierowcach Ferrari mowa, to na ostatnich okrążeniach doszło między nimi do walki. Utrzymujący trzecią pozycję przez większość wyścigu Leclerc musiał ostatecznie zadowolić się czwartą lokatą, podczas gdy to właśnie Vettel stanął na najniższym stopniu podium.

Grand Prix Węgier może i nie było tak szalone i nieprzewidywalne jak zeszłotygodniowy wyścig na Hockenheim, jednak jego końcówka sprawiła, że bynajmniej nie można go nazwać nudnym. Max Verstappen i Lewis Hamilton prezentowali tempo znacznie odstające od reszty stawki, a ich walka o zwycięstwo była tym, co lubimy w Formule 1 oglądać!

Teraz czeka nas chwila wytchnienia od wyścigowych emocji. Kierowcy i ich zespoły udają się na wakacyjną przerwę, a nam nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na Grand Prix Belgii, które odbędzie się pierwszego września na Circuit de Spa-Francorchamps.

Facebook