Piłka (nie) dla wszystkich

Po raz drugi w historii klubu Lechia Gdańsk zdobyła Puchar Polski. Jednak to nie zwycięstwo zostanie zapamiętane przez opinię publiczną. Poza wątpliwej jakości grą obu ekip zapamiętam piękne oprawy i absurdalne wejście na stadion. Hasło „Piłka dla wszystkich” połączyło pod stadionem kibiców Jagiellonii i Lechii.

Droga przez mękę

Po raz pierwszy oglądałem z wysokości trybun finał Pucharu Polski. Jakoś nigdy nie było mi po drodze. Tym razem postanowiłem zaryzykować, i zamiast zasiąść przed ekranem, ruszyłem w trasę do Warszawy. I popełniłem w tym miejscu katastrofalny błąd. Dotarłem pod stadion w okolicy 14:15. W cywilizowanym kraju, gdzie organizator jest poważny, na trybunie znalazłbym się w okolicach 15:30. I to maksymalnie. Logistyczni geniusze PZPN potrafili wydłużyć moje oczekiwanie na pojawienie się na trybunie do godziny 16:20. Mecz planowo rozpoczął się o 16. I tutaj powinien pojawić się pewien cytat:

W przyszłości będę chciał wprowadzić jedną prostą zasadę: jeśli wiadomo, że na mecz przyjeżdża 1500 osób z innego miasta, to ten mecz nie ma prawa się zacząć, dopóki wszyscy nie zostaną wpuszczeni. W nosie mam, czy wszystkim będzie to odpowiadać. Gdyby w piątek mecz nie mógł się rozpocząć bez kibiców Górnika, to sam prezes Legii biegałby przy tych kołowrotkach i osobiście wpuszczał na stadion.

Tak, jest to wypowiedź organizatora czwartkowego spotkania, prezesa PZPN Zbigniewa Bońka. Nie dziwię się absolutnie agresji ze strony kibiców Lechii, choć i niektórzy kibice Jagiellonii tracili nerwy, stojąc ze mną ramię w ramię przy bramie numer 11. Co ciekawe, aby do niej dotrzeć, trzeba było obejść cały stadion. Co było powodem? Zamknięcie przejścia obok innej bramy, numer 10, gdzie wpuszczano kibiców Lechii. Tam również działo się wiele złego.

Jeden z członków grupy „Awangarda Piłkarska”, będący w tym miejscu, wskazuje na niewielką przestrzeń, przez którą można było wpuścić kibiców, czas oczekiwania na wejście na obiekt czy brak komunikatów głosowych. Wtedy rozpoczął się totalny cyrk, a więc parcie do przodu kibiców w biało-zielonych barwach. Historia już pokazała, do czego takie sytuacje mogą prowadzić. Do tego wszystkiego policja używająca tarcz i gazu łzawiącego do odpędzenia tłumu, na przodzie którego stały kobiety i dzieci.

Winny zawsze kibic

Oczywiście, nie wszystko jest tu winą PZPN. W swoim oświadczeniu mówi o możliwości wejścia od godziny 9:30 na obiekt. Poza tym twierdzi w nim, że wielu kibiców Lechii nie chciało poddać się szczegółowej kontroli „polegającej na sprawdzeniu odzieży wierzchniej i bagażu”, a na bramę napierali w celu „wniesienia środków pirotechnicznych”. I tutaj mógłbym zakończyć. Kontrole się odbyły, kibice obu klubów w różnym czasie pojawili się na obiekcie. Wszystko powinno być w porządku. W takim razie dlaczego druga połowa została przerwana przez zadymienie spowodowane przez race? Przecież nie mieli możliwości wniesienia tego sprzętu, skoro kontrole były tak dokładne.

„Na stadion sprawnie weszli natomiast kibice Jagiellonii Białystok, którzy zgodnie z zasadami organizacji i bezpieczeństwa, poddali się procedurom kontrolnym”. Owszem z sektorów przeznaczonych tylko dla Jagiellonii. W sektorach „neutralnych” sytuacja była zupełnie inna. Tam kibice Jagiellonii, jak i Lechii pojawili się z około 20-minutowym opóźnieniem. Mijając bramę 11, gdzie stały 4 osoby do sprawdzania biletów, w dalszej części stewardów odpowiedzialnych za kontrolę osobistą było 16. Dlaczego? Piłeczka po stronie Pana Prezesa.

Narodowe grzybobranie 

Samo spotkanie nie dostarczyło wielu emocji. Ot, taki mecz wybijający się delikatnie ponad poziom Ekstraklasy. Kilka sytuacji podbramkowych po obu stronach, bramkarze, którzy musieli bronić strzałów średnio raz na 30-40 minut spotkania. Nie było tutaj drużyny zdecydowanie lepszej. Jagiellonia próbowała atakować, kilka razy zagroziła bramce Alomerovicia. Z drugiej strony Lechia jak zwykle: wyrachowana, czekająca na odpowiedni moment (w tym przypadku 96 minutę spotkania), aby wbić decydującą bramkę.

Na osobny akapit zasługują kibice obu ekip. Ale nie zostaną tutaj przedstawieni jednoznacznie negatywnie. Doskonały doping z obu stron – reakcje na neutralnej trybunie po bramce Paxiao i jej unieważnieniu, bezcenne. Kartoniady, piękne oprawy i… znowu race. Komunikat spikera został chyba w pewnym momencie nagrany i włączany co chwilę. O ile kibice Jagiellonii odpalili ich z 3, może 4, to po stronie Lechii było ich o wiele więcej. I tu powtórzę pytanie – skoro kibice pojawili się w przerwie albo chwilę przed kontrolą, to jakim cudem wnieśli te race?

Szanowny Panie Prezesie

To, co zostało tu powiedziane, jest faktem, który potwierdzą kibice na stadionie czy przed telewizorami, potwierdzą to pracownicy obiektu, dziennikarze, wszyscy. Kolejny finał Pucharu Polski, zamiast świętem futbolu, stał się organizacyjną klapą. Niezależnie od tego, ile dobrego jako prezes PZPN Pan zrobił, ten mecz zrazi wielu kibiców do chodzenia na stadion. Organizacja meczu była na poziomie naszej ligi. Zaczyna to zmierzać w złą stronę. W tym tekście jest wystarczająco dużo pytań. Brakuje odpowiedzi. Może ich Pan udzieli, liczę na to.

Facebook