Bardzo wiele działo się na stadionie Stali Rzeszów. W walce wieczoru Łukasz Różański zmierzył się z Izu Ugonohem. 

Gala w Rzeszowie rozpoczęła się kilkoma mniej interesującymi pojedynkami. Dopiero starcie Damiana Kiwiora (4-1-1) z hiszpańskim outsiderem Nelsonem Altamirano (10-29-3, 6 KO) przysporzyło emocji rzeszowskiej publice. Ciekawe wymiany ciosów podsycane dynamicznością zakończone zostały nie ostatnim tego wieczoru werdyktem sędziowskim. Pojedynek zakończył się zwycięstwem polskiego zawodnika. 

W kolejnej walce Mateusz Tryc (7-0, 5 KO) rywalizował z Iwanem Muraszkinem (5-4-1, 2 KO). Tak jak w poprzednim starciu górą był lepiej dysponowany tego wieczora Polak. Z racji kategorii wagowej (super średnia), a także dystansu (6 rund) przez większość pojedynku kibice oglądali niebywałe wręcz przygotowanie motoryczne zawodników. Skutecznością jednak popisał się Polak. Mateusz Tryc pokonał rywala na punkty. 

– Wiedziałem, że czeka mnie ciężki pojedynek. Widziałem jego ostatnią walkę z Niemcem (Florian Sparakowski – przyp. red.), znokautował go. Ale ja jako amator już rywalizowałem z takim zawodnikiem. Spodziewałem się dwóch dynamicznych rund i tak też się stało – powiedział tuż po walce Tryc.  

Następne starcie mogło zostać okrzyknięte mianem walki wieczoru. Pojedynek Fiodora Czerkaszyna (12-0, 8 KO) z Australijczykiem Wesem Capperem (20-2-1, 12 KO) mógł zaspokoić głód najbardziej wymagającego kibica bokserskiego. Polski bokser o ukraińskich korzeniach stoczył pełne 10 rund, w których nie brakowało interesujących wymian. Obaj bokserzy, znani z nokautowania oponentów, tym razem postawili na taktyczne rozegranie tego pojedynku. Mimo ciężkich ciosów żaden z nich nie padł na deski. Pojedynek zakończył się punktowym zwycięstwem Fiodora Czerkaszyna 

To była bardzo ciekawa walka. Zaskoczył mnie. Oczekiwałem, że będzie często zmieniał pozycje oraz zadawał ciosy z różnych pozycji. Do czwartej rundy ciężko było go zdominować, ale udało się. Zacząłem robić swoje, co się opłaciło – relacjonował na gorąco Czerkaszyn.  

Kolejne dwie walki nie dostarczyły jednak równie wielkich emocji co poprzednie pojedynki. Jednak trzeba tutaj zauważyć, że Kamil Seremeta (19-0, 4 KO) przygotowuje się do obrony tytułu mistrza Europy. Pojedynek z Edwinem Palaciosem (12-9-1, 8 KO) był dla niego tak naprawdę sparingiem. Mimo to Kamil Seremeta był bardzo niezadowolony po walce. 

– Przyjechał przeciwnik, który często przegrywał walki przed czasem. Miał naprawdę twardą szczękę, dobrze blokował ciosy na wątrobę. Ciężko rywalizować z zawodnikiem na dystansie ośmiu rund, który głównie się broni. W pierwszych rundach próbował uderzać, ale później skrył się za podwójną gardą – komentował Seremeta.

Z kolei starcie o pas mistrza Polski kategorii light heavyweight pomiędzy Pawłem Stępniem (12-0, 11 KO) a Markiem Matyją (16-1-1, 7 KO) zakończono brakiem rozstrzygnięcia. Stępień w szatni nie przebierał w słowach, krytykując taki werdykt sędziego. Marek Matyja po walce powiedział: 

– Nie zgadzam się z decyzją sędziów. Uważam, że byłem odrobinę lepszy i wygrałem sześć rund. Mimo to akceptuję ich decyzję. Ja jestem tu od „czarnej roboty”. 

Jednak to walka wieczoru rozgrzewała publiczność na stadionie Stali Rzeszów. Walka ich faworyta i zarazem wychowanka – Łukasza Różańskiego (10-0, 9 KO) z Izu Ugonohem (18-1, 15 KO) mogła otworzyć mu wrota do światowej kariery. Sam zawodnik przed ogłoszeniem walki domagał się starcia z bardziej wymagającym rywalem. Taką walkę otrzymał i wykorzystał ją w stu procentach.

To był jedyny nokaut tego wieczoru. Tego dnia Izu na ringu psychicznie nie było. Wielki wojownik, za jakiego był uważany, nie poradził sobie z presją rywala, jak i tłumu. Był wycofany, ospały, często klinczował. Różański z kolei walczył tak jak zawsze – mimo tego, że przytył kilka kilogramów, nie stracił dynamiki, którą zaskakiwał swoich przeciwników. Ugonoh przegrał swój drugi pojedynek z rzędu (rywalizacji na Narodowej Gali Boksu nie można traktować poważnie – rywal zrezygnował bez walki po 2 rundzie). Ta porażka może mocno skomplikować sytuację boksera z Szczecina. Z kolei dla Łukasza Różańskiego to dziesiąty nokaut w zawodowej karierze. 

– Było to moje marzenie. Prosiłem Boga, żeby tak to się skończyło – przed czasem, tutaj w domu. Kibice dopisali, wspierali mnie przez całą walkę, no i się udało. Izu mnie zaskoczył – był ospały, bez agresji. Choć kilka jego kontrataków poczułem – podsumował starcie Różański. 

Bardzo wiele działo się na stadionie Stali Rzeszów. W walce wieczoru Łukasz Różański zmierzył się z Izu Ugonohem. 

Gala w Rzeszowie rozpoczęła się kilkoma mniej interesującymi pojedynkami. Dopiero starcie Damiana Kiwiora (4-1-1) z hiszpańskim outsiderem Nelsonem Altamirano (10-29-3, 6 KO) przysporzyło emocji rzeszowskiej publice. Ciekawe wymiany ciosów podsycane dynamicznością zakończone zostały nie ostatnim tego wieczoru werdyktem sędziowskim. Pojedynek zakończył się zwycięstwem polskiego zawodnika. 

W kolejnej walce Mateusz Tryc (7-0, 5 KO) rywalizował z Iwanem Muraszkinem (5-4-1, 2 KO). Tak jak w poprzednim starciu górą był lepiej dysponowany tego wieczora Polak. Z racji kategorii wagowej (super średnia), a także dystansu (6 rund) przez większość pojedynku kibice oglądali niebywałe wręcz przygotowanie motoryczne zawodników. Skutecznością jednak popisał się Polak. Mateusz Tryc pokonał rywala na punkty. 

– Wiedziałem, że czeka mnie ciężki pojedynek. Widziałem jego ostatnią walkę z Niemcem (Florian Sparakowski – przyp. red.), znokautował go. Ale ja jako amator już rywalizowałem z takim zawodnikiem. Spodziewałem się dwóch dynamicznych rund i tak też się stało – powiedział tuż po walce Tryc.  

Następne starcie mogło zostać okrzyknięte mianem walki wieczoru. Pojedynek Fiodora Czerkaszyna (12-0, 8 KO) z Australijczykiem Wesem Capperem (20-2-1, 12 KO) mógł zaspokoić głód najbardziej wymagającego kibica bokserskiego. Polski bokser o ukraińskich korzeniach stoczył pełne 10 rund, w których nie brakowało interesujących wymian. Obaj bokserzy, znani z nokautowania oponentów, tym razem postawili na taktyczne rozegranie tego pojedynku. Mimo ciężkich ciosów żaden z nich nie padł na deski. Pojedynek zakończył się punktowym zwycięstwem Fiodora Czerkaszyna 

To była bardzo ciekawa walka. Zaskoczył mnie. Oczekiwałem, że będzie często zmieniał pozycje oraz zadawał ciosy z różnych pozycji. Do czwartej rundy ciężko było go zdominować, ale udało się. Zacząłem robić swoje, co się opłaciło – relacjonował na gorąco Czerkaszyn.  

Kolejne dwie walki nie dostarczyły jednak równie wielkich emocji co poprzednie pojedynki. Jednak trzeba tutaj zauważyć, że Kamil Seremeta (19-0, 4 KO) przygotowuje się do obrony tytułu mistrza Europy. Pojedynek z Edwinem Palaciosem (12-9-1, 8 KO) był dla niego tak naprawdę sparingiem. Mimo to Kamil Seremeta był bardzo niezadowolony po walce. 

– Przyjechał przeciwnik, który często przegrywał walki przed czasem. Miał naprawdę twardą szczękę, dobrze blokował ciosy na wątrobę. Ciężko rywalizować z zawodnikiem na dystansie ośmiu rund, który głównie się broni. W pierwszych rundach próbował uderzać, ale później skrył się za podwójną gardą – komentował Seremeta.

Z kolei starcie o pas mistrza Polski kategorii light heavyweight pomiędzy Pawłem Stępniem (12-0, 11 KO) a Markiem Matyją (16-1-1, 7 KO) zakończono brakiem rozstrzygnięcia. Stępień w szatni nie przebierał w słowach, krytykując taki werdykt sędziego. Marek Matyja po walce powiedział: 

– Nie zgadzam się z decyzją sędziów. Uważam, że byłem odrobinę lepszy i wygrałem sześć rund. Mimo to akceptuję ich decyzję. Ja jestem tu od „czarnej roboty”. 

Jednak to walka wieczoru rozgrzewała publiczność na stadionie Stali Rzeszów. Walka ich faworyta i zarazem wychowanka – Łukasza Różańskiego (10-0, 9 KO) z Izu Ugonohem (18-1, 15 KO) mogła otworzyć mu wrota do światowej kariery. Sam zawodnik przed ogłoszeniem walki domagał się starcia z bardziej wymagającym rywalem. Taką walkę otrzymał i wykorzystał ją w stu procentach.

To był jedyny nokaut tego wieczoru. Tego dnia Izu na ringu psychicznie nie było. Wielki wojownik, za jakiego był uważany, nie poradził sobie z presją rywala, jak i tłumu. Był wycofany, ospały, często klinczował. Różański z kolei walczył tak jak zawsze – mimo tego, że przytył kilka kilogramów, nie stracił dynamiki, którą zaskakiwał swoich przeciwników. Ugonoh przegrał swój drugi pojedynek z rzędu (rywalizacji na Narodowej Gali Boksu nie można traktować poważnie – rywal zrezygnował bez walki po 2 rundzie). Ta porażka może mocno skomplikować sytuację boksera z Szczecina. Z kolei dla Łukasza Różańskiego to dziesiąty nokaut w zawodowej karierze. 

– Było to moje marzenie. Prosiłem Boga, żeby tak to się skończyło – przed czasem, tutaj w domu. Kibice dopisali, wspierali mnie przez całą walkę, no i się udało. Izu mnie zaskoczył – był ospały, bez agresji. Choć kilka jego kontrataków poczułem – podsumował starcie Różański. 

Bardzo wiele działo się na stadionie Stali Rzeszów. W walce wieczoru Łukasz Różański zmierzył się z Izu Ugonohem. 

Gala w Rzeszowie rozpoczęła się kilkoma mniej interesującymi pojedynkami. Dopiero starcie Damiana Kiwiora (4-1-1) z hiszpańskim outsiderem Nelsonem Altamirano (10-29-3, 6 KO) przysporzyło emocji rzeszowskiej publice. Ciekawe wymiany ciosów podsycane dynamicznością zakończone zostały nie ostatnim tego wieczoru werdyktem sędziowskim. Pojedynek zakończył się zwycięstwem polskiego zawodnika. 

W kolejnej walce Mateusz Tryc (7-0, 5 KO) rywalizował z Iwanem Muraszkinem (5-4-1, 2 KO). Tak jak w poprzednim starciu górą był lepiej dysponowany tego wieczora Polak. Z racji kategorii wagowej (super średnia), a także dystansu (6 rund) przez większość pojedynku kibice oglądali niebywałe wręcz przygotowanie motoryczne zawodników. Skutecznością jednak popisał się Polak. Mateusz Tryc pokonał rywala na punkty. 

– Wiedziałem, że czeka mnie ciężki pojedynek. Widziałem jego ostatnią walkę z Niemcem (Florian Sparakowski – przyp. red.), znokautował go. Ale ja jako amator już rywalizowałem z takim zawodnikiem. Spodziewałem się dwóch dynamicznych rund i tak też się stało – powiedział tuż po walce Tryc.  

Następne starcie mogło zostać okrzyknięte mianem walki wieczoru. Pojedynek Fiodora Czerkaszyna (12-0, 8 KO) z Australijczykiem Wesem Capperem (20-2-1, 12 KO) mógł zaspokoić głód najbardziej wymagającego kibica bokserskiego. Polski bokser o ukraińskich korzeniach stoczył pełne 10 rund, w których nie brakowało interesujących wymian. Obaj bokserzy, znani z nokautowania oponentów, tym razem postawili na taktyczne rozegranie tego pojedynku. Mimo ciężkich ciosów żaden z nich nie padł na deski. Pojedynek zakończył się punktowym zwycięstwem Fiodora Czerkaszyna 

To była bardzo ciekawa walka. Zaskoczył mnie. Oczekiwałem, że będzie często zmieniał pozycje oraz zadawał ciosy z różnych pozycji. Do czwartej rundy ciężko było go zdominować, ale udało się. Zacząłem robić swoje, co się opłaciło – relacjonował na gorąco Czerkaszyn.  

Kolejne dwie walki nie dostarczyły jednak równie wielkich emocji co poprzednie pojedynki. Jednak trzeba tutaj zauważyć, że Kamil Seremeta (19-0, 4 KO) przygotowuje się do obrony tytułu mistrza Europy. Pojedynek z Edwinem Palaciosem (12-9-1, 8 KO) był dla niego tak naprawdę sparingiem. Mimo to Kamil Seremeta był bardzo niezadowolony po walce. 

– Przyjechał przeciwnik, który często przegrywał walki przed czasem. Miał naprawdę twardą szczękę, dobrze blokował ciosy na wątrobę. Ciężko rywalizować z zawodnikiem na dystansie ośmiu rund, który głównie się broni. W pierwszych rundach próbował uderzać, ale później skrył się za podwójną gardą – komentował Seremeta.

Z kolei starcie o pas mistrza Polski kategorii light heavyweight pomiędzy Pawłem Stępniem (12-0, 11 KO) a Markiem Matyją (16-1-1, 7 KO) zakończono brakiem rozstrzygnięcia. Stępień w szatni nie przebierał w słowach, krytykując taki werdykt sędziego. Marek Matyja po walce powiedział: 

– Nie zgadzam się z decyzją sędziów. Uważam, że byłem odrobinę lepszy i wygrałem sześć rund. Mimo to akceptuję ich decyzję. Ja jestem tu od „czarnej roboty”. 

Jednak to walka wieczoru rozgrzewała publiczność na stadionie Stali Rzeszów. Walka ich faworyta i zarazem wychowanka – Łukasza Różańskiego (10-0, 9 KO) z Izu Ugonohem (18-1, 15 KO) mogła otworzyć mu wrota do światowej kariery. Sam zawodnik przed ogłoszeniem walki domagał się starcia z bardziej wymagającym rywalem. Taką walkę otrzymał i wykorzystał ją w stu procentach.

To był jedyny nokaut tego wieczoru. Tego dnia Izu na ringu psychicznie nie było. Wielki wojownik, za jakiego był uważany, nie poradził sobie z presją rywala, jak i tłumu. Był wycofany, ospały, często klinczował. Różański z kolei walczył tak jak zawsze – mimo tego, że przytył kilka kilogramów, nie stracił dynamiki, którą zaskakiwał swoich przeciwników. Ugonoh przegrał swój drugi pojedynek z rzędu (rywalizacji na Narodowej Gali Boksu nie można traktować poważnie – rywal zrezygnował bez walki po 2 rundzie). Ta porażka może mocno skomplikować sytuację boksera z Szczecina. Z kolei dla Łukasza Różańskiego to dziesiąty nokaut w zawodowej karierze. 

– Było to moje marzenie. Prosiłem Boga, żeby tak to się skończyło – przed czasem, tutaj w domu. Kibice dopisali, wspierali mnie przez całą walkę, no i się udało. Izu mnie zaskoczył – był ospały, bez agresji. Choć kilka jego kontrataków poczułem – podsumował starcie Różański. 

Facebook