„Miedzianka” nie podołała wyzwaniu – punkty zostają w Bielsku

Zaległe spotkanie w ramach 8. kolejki Fortuny 1. Ligi nie sprzyjało w zapełnieniu stadionu. Środowy, chłodny wieczór po przerwie reprezentacyjnej zagwarantował nam mecz, który na papierze brzmi bardzo ciekawie. Do Bielska-Białej powrócił nowy nabytek „Miedzianki” – Damian Byrtek, który z bielską drużyną wywalczył pierwszy w historii awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. W składzie gospodarzy zabrakło Martina Polaczka, który powraca do zdrowia.

Nieudany powrót

Pierwsze minuty spotkania były ewidentnie pod dyktando „Górali”. W pierwszej minucie byli oni bliscy zdobycia bramki, jednak piłka zatrzymała się na linii bramkowej. Łukasz Załuska mógł odetchnąć z ulgą. Kapitan Miedzi jednak nie był świadomy, że to będzie dopiero wierzchołek góry lodowej. Gospodarze dążyli do zdobycia bramki, która pozwoliłaby im rozwinąć swoje skrzydła przy niewidocznej „Miedziance”. Bliski tego był Tomasz Nowak, który wycelował za wysoko. Gdy w 41. minucie Damian Byrtek zobaczył drugą żółtą kartkę, w konsekwencji czerwoną, kibice gospodarzy „podziękowali” mu za pomoc. Trenerowi nie było do śmiechu, bowiem poważnie skomplikowało mu to plany. Na dokładkę jeden z obrońców „Miedzianki” zagrał ręką w polu karnym. Piłkę do siatki pewnym strzałem w róg bramki skierował Tomasz Nowak. Po tym arbiter postanowił zakończyć pierwszą część spotkania. Wynik odzwierciedlał to, co można było obejrzeć na boisku. Podczas schodzenia do szatni trener gości dyskutował z sędziami o ostatnich pięciu minutach pierwszej części meczu.

Nie mieli nic do stracenia

Druga połowa rozpoczęła się dla gospodarzy najlepiej jak mogła. Po 90 sekundach od gwizdka zwiastującego drugie 45 minut do bramki trafił Marko Roginić. Zawodnicy Miedzi nie otrząsnęli się do końca, bowiem wystarczyło raptem 5 minut, by gospodarze byli bliscy skierowania piłki do siatki po raz trzeci. Gdy wydawało się, że mecz mógł już być rozstrzygnięty – do bramki trafił Grzegorz Bartczak. Jego strzał szczupakiem dał nadzieję i impuls gościom, by odrobić straty. Na to się mogło zanosić, bowiem w 71. minucie przyjezdni dwukrotnie obili słupek. Błąd Rafała Leszczyńskiego został odkupiony, bowiem to mogło zaważyć na ewentualnym prowadzeniu. Te dwa stałe fragmenty gry zostały później wypunktowane przez szkoleniowca „Górali” podczas konferencji prasowej. Elektryczność bramkarza była nadto widoczna, przez co kibice mieli prawo się denerwować do końca spotkania. Pod koniec spotkania, gdy legnicka Miedź była bliska wyrównania, szkoleniowiec ,co później wyznał na konferencji prasowej, postanowił zaryzykować, bowiem nie mieli nic do stracenia. Wtedy kibice bialskiej Stali (drużyny, która ma kibicowski układ z „Miedzianką”) postanowili wesprzeć gości. Na nic te wysiłki, bowiem punkty pozostały w Bielsku. Bielska twierdza staje się bardziej widoczna. Trzy spotkania w tym sezonie u siebie i trzy zwycięstwa – jest się czym pochwalić!

***

Podbeskidzie Miedź Legnica 2:1 (1:0)

45’ Tomasz Nowak (k.), 47’ Marko Roginić – 70’ Grzegorz Bartczak

PODBESKIDZIE: Leszczyński – Modelski, Osyra, Bashlai, Jaroch – Sierpina, Figiel, Nowak (65’ Rakowski), Sieracki, Danielak – Roginić; TRENER: Krzysztof BREDE

MIEDŹ: Załuska – Pikk, Byrtek, Musa, Zieliński – Mislov (46’ Bartczak), Purzycki (77’ Danielewicz), Marquitos, Łukowski, Ojamaa (67’ Sabala) – Makuch; TRENER: Dominik NOWAK

ŻÓŁTE KARTKI: 13’ Byrtek, 72’ Sabala, 74’ Bartczak, 88’ Zieliński

CZERWONA KARTKA: 41’ Byrtek (za drugą żółtą)

 

Facebook