Cud w Pekinie. Polacy pokonali Chińczyków i sędziów

fot. Andrzej Romański/KoszKadra

Polscy koszykarze w drugim meczu Mistrzostw Świata w Chinach pokonali gospodarzy turnieju i zapewnili sobie awans do drugiej fazy rozgrywek. W pamięć wszystkich kibiców, poza fenomenalną grą naszych reprezentantów, zapadnie z pewnością skandaliczne sędziowanie. Arbitrzy podejmowali niezrozumiałe decyzje na korzyść Chińczyków i w kluczowych momentach wypaczali wynik spotkania. Biało-Czerwoni potrzebowali dogrywki, by udowodnić swoją wyższość.

Zły początek

Już przed pojawieniem się koszykarzy na parkiecie widać było, kto będzie miał przewagę w tym spotkaniu. Kartą z rękawa gospodarzy byli kibice, który zapełnili po brzegi arenę w Pekinie i nie ukrywali, że ich celem będzie utrudnianie życia oponentom. Kilkunastotysięczna armia po raz pierwszy dała o sobie znać, gdy na linii rzutów osobistych stanął Mateusz Ponitka. Po jego udanych próbach z dystansu trafił Aaron Cel. To niestety był jedyny celny rzut Polaków za 3 punkty w pierwszej kwarcie. Przez cały mecz problemy z tym elementem dawały nam się we znaki. Chińczycy o wiele lepiej atakowali, a tę część spotkania zakończyli z czterema trafieniami zza linii 6,75 metra (w sześciu próbach).

Już w połowie pierwszej części spotkania dostaliśmy próbkę sędziowskiego absurdu, gdy Qi Zhao powiesił się na koszu po rzucie Aleksandra Balcerowskiego, a punkty nie zostały uznane. Najskuteczniejszym graczem na boisku był Guo, lecz na wyróżnienie zasługiwał również Ponitka, który już w pierwszych minutach wyrastał na lidera polskiego zespołu. Na przerwę schodziliśmy z 10-punktową stratą.

Powrót do gry

Polacy od początku drugiej kwarty pokazywali, że pozostają w walce o zwycięstwo. Znacznie zmieniło się nastawienie zawodników. Biało-Czerwoni przegrywali w statycznej grze na obwodzie i tyłem do kosza, lecz świetnie odnajdywali się w szybkim konstruowaniu akcji. Reprezentanci Chin nie byli przygotowani na taką grę, przez co różnica zaczęła topnieć. Przełomowym momentem był rzut 18-letniego Olka Balcerowskiego za 3 punkty. Polacy zanotowali aż 12-punktową serię i wyszli na prowadzenie 39:35.

Rzut za rzut

Po przerwie gra nie układała się najlepiej ekipie Mike’a Taylora, co szybko wykorzystali rywale. Jednak również oni nie unikali prostych strat. Qi Zhou i Jianlian Yi robili błędy kroków, a Ailun Guo (najlepszy zawodnik w meczu z WKS-em) w głupi sposób łapał faule, co skończyło się jego wykluczeniem. Po dwóch dobrych akcjach Balcerowskiego i Slaughtera Polacy prowadzili 55:48. Niestety końcówka kwarty należała do gospodarzy, którzy zmniejszyli przewagę do 3 punktów.

Sędziowskie show i zaginiona drabina

Chińczycy kontynuowali świetną serię, a pod koszem Yi był nie do zatrzymania. Gdy Rui Zhao dołożył punkty z obwodu, prowadzili już 63:61. Sygnał do ataku dał Mateusz Ponitka, który napędzał akcje i rozdawał podania. Czas leciał, lecz różnica nie ulegała większym zmianom. W tym momencie do akcji weszli sędziowie. Mimo że gra wciąż się toczyła, wydawało się, że oni doskonale wiedzą, kto wygra. Arbitrzy praktycznie jak na tacy podali gospodarzom zwycięstwo. Co ciekawe, realizatorzy nie pokazywali nawet powtórek kontrowersyjnych zagrań. Po licznych nieodgwizdanych faulach w ataku i interwencjach Mike’a Taylora Chińczycy prowadzili 70:69 na 12 sekund przed końcem meczu. Po złym wznowieniu gry Mateusz Ponitka przejął piłkę i ruszył z kontrą, by zdobyć punkty dające zwycięstwo. Sędziowie jednak odgwizdali faul, mimo że reprezentant Polski nawet nie dotknął rywala. Gospodarze wykorzystali oba rzuty osobiste i sfaulowali A.J. Slaughtera, który również nie pomylił się na linii czwartego metra.

7 sekund przed końcem spotkania Chińczycy znów mieli piłkę, jednopunktową przewagę i znów źle wznowili grę, po czym piłkę przejął Mateusz Ponitka. Tym razem arbitrzy odgwizdali faul na Polaku (został uderzony w ręce przy rzucie). Nie mogło się jednak obejść bez dodatkowych komplikacji i okazało się, że gospodarze mają problem ze znalezieniem… drabiny. Ponitka czekał na oddanie decydujących rzutów, słuchając buczenia tysięcy kibiców i licząc, że może w końcu ktoś pofatyguje się, by naprawić, zerwaną przez Rui Zhao, siatkę. Trafił jednego osobistego, a to oznaczało, że czeka nas dogrywka.

Wszechobecna niemoc

Oba zespoły na doliczony czas wyszły wycieńczone i niechętne do ofensywnej gry. Najaktywniejszy (poza sędziami) był Damian Kulig, który strącając piłkę z obręczy, uratował 2 punkty. W pierwszych 4 minutach dogrywki wpadły zaledwie 3 punkty (w tym 2 Polaków). W ostatniej minucie trafiali Sun i Ponitka, przez co mieliśmy remis 76:76 na 34 sekundy do końca. Ostatnie akcje należały do Biało-Czerwonych, a decydujące rzuty oddali Kulig i Ponitka. Chińczycy w kluczowym momencie popełnili błąd pięciu sekund przy wznowieniu gry, co dało nam zwycięstwo 79:76.

Komfortowa sytuacja

Polacy dzięki tej wygranej zapewnili sobie wyjście z grupy, co oznacza, że pierwsze mistrzostwa od 52 lat zakończą w najlepszej szesnastce turnieju. Styl, w jakim grali nasi reprezentanci, robił wrażenie. Fakt, że wygrali mimo ewidentnej stronniczości sędziów i podejmowanych przez nich niesportowych decyzji, może tylko podbudować pewność siebie zawodników. Na indywidualne wyróżnienie zasługuje Mateusz Ponitka, który w trakcie tych mistrzostw wyrósł na lidera zespołu. W dzisiejszym meczu zanotował 25 punktów, 9 zbiórek, 3 asysty, 4 bloki i 2 kluczowe przechwyty. Kolejny mecz drużyna Mike’a Taylora zagra już o 10:00 (polskiego czasu) w środę przeciwko Wybrzeżu Kości Słoniowej. WKS jest na ostatnim miejscu w grupie A i ma na koncie 2 porażki.

Facebook