Raz na 52 lata – polscy koszykarze piszą nową historię

fot. Andrzej Romański/KoszKadra

Koszykarska reprezentacja Polski rozpoczyna jutro zmagania na Mistrzostwach Świata w Chinach. Sam awans na tę imprezę jest już niesamowitym sukcesem, ponieważ ostatni raz udało to się Biało-Czerwonym w 1967 roku. W międzyczasie Karol Wojtyła został papieżem, powstała Solidarność, świat usłyszał o geniuszu Michaela Jordana, a nasza kadra wciąż nie mogła powrócić na mapę koszykarskiego świata. Zespół Mike’a Taylora przełamał, trwającą ponad pół wieku, niechlubną serię i poleciał do Chin, by otworzyć nowy rozdział w historii polskiego basketu.

Stopniowa eliminacja

Całe środowisko koszykarskie czekało, aż trener wyłoni 12 zawodników, którzy wyjadą na obóz przygotowawczy, sparingi i ostatecznie na mistrzostwa. Okazało się, że Taylor ma inną wizję i od dwóch miesięcy regularnie redukował szeroki skład, wyrzucając zawodników etapami. Początkowo dobry pomysł z czasem zaczął bardziej przypominać Big Brothera, gdzie pojedynczo odpadają kolejni uczestnicy, niż zgrupowanie kadry. Skończyło się na tym, że ostateczny skład poznaliśmy dopiero w tym tygodniu! Do końca przygotowań swojego miejsca nie mógł być pewien Kamil Łączyński, który rywalizował z Łukaszem Kolendą. Walka o powołania to normalna rzecz w każdej reprezentacji, jednak my wprowadziliśmy ją na wyższy poziom. Mistrzostwa pokażą, czy wyczerpało to zawodników, czy dodatkowo ich zmotywowało.

Ekipa do zadań specjalnych

Chyba takim tytułem trzeba określić naszą obecną kadrę. W czasie eliminacji nie uległa ona zbyt wielu zmianom i na mistrzostwa jedziemy sprawdzonym już składem. Jest to zarówno zaletą, jak i wadą tego zespołu. Cieszyć mogą wypracowane boiskowe mechanizmy i zgranie. Szokujące jest jednak to, że szansy nie dostali tacy zawodnicy jak Krzysztof Szubarga, Szymon Szewczyk, czy Bartosz Diduszko, którzy świetnie prezentowali się w tegorocznych play-offach. Na problem bogactwa nie możemy narzekać, więc tacy koszykarze mogliby być wzmocnieniem przed mistrzostwami. Mike Taylor nie zaryzykował i do Chin zabrał zawodników, którzy wywalczyli awans.

Brak lidera

Brak zawodnika, który umie wziąć ciężar gry na siebie i rzucać decydujące punkty, był podczas sparingów największą bolączką naszej reprezentacji. W meczach z Niemcami i Czechami mogliśmy z zazdrością patrzeć na Dennisa Schrödera i Tomasa Satoransky’ego. Żaden polski zawodnik nie notuje tak regularnie dwucyfrowych zdobyczy punktowych. Liderem Polaków ma być kapitan – Adam Waczyński. Jego możliwości są niestety znacznie mniejsze niż wyżej wymienionej dwójki (na co dzień grającej w NBA).

Rozczarowujące jest to, że Marcin Gortat nie zgodził się na powrót do reprezentacji. Jego doświadczenie byłoby dla tego zespołu czymś bezcennym, a dla samego zawodnika mogła być to okazja na oficjalne zakończenie profesjonalnej kariery. Żaden z klubów najlepszej ligi świata nie stara się już o polskiego podkoszowego, co oznacza, że najprawdopodobniej nie będzie dla niego miejsca w koszykarskiej elicie.

Pustka pod koszem

Odmowa wyjazdu do Chin przez Gortata i Lampego była prawdziwą katastrofą dla naszej strefy podkoszowej. Ten drugi nie pojechał do Chin przez swoje wymagania co do roli w zespole i wynagrodzenia. Za udział w mistrzostwach zażądał podobno miliona złotych, co jest kwotą absurdalnie abstrakcyjną.

Przez taki obrót spraw w wyjściowej piątce będzie grać najprawdopodobniej duet z Torunia: Cel-Kulig. Pierwszy z nich rozegrał fenomenalny sezon, za co został nagrodzony tytułem „najlepszego Polaka w play-offach Energa Basket Ligi”. Powołania wywalczyli również Aleksander Balcerowski, Dominik Olejniczak i Adam Hrycaniuk. Cała piątka regularnie występowała w meczach towarzyskich. Najbardziej zaskakujący jest wybór Adama Hrycaniuka, który w Stelmecie nie wychodził nawet w pierwszym składzie.

Grupa marzeń

Mimo braków na niektórych pozycjach i niesatysfakcjonującej gry w meczach kontrolnych (3 wygrane w 10 spotkaniach) trzeba pamiętać, że mamy reprezentację o ogromnych możliwościach. W kwalifikacjach nieraz udowadnialiśmy swoją wartość i wyeliminowaliśmy takie zespoły jak Węgry czy Chorwacja.

Na pierwszym etapie Mistrzostw Świata zmierzymy się z Chinami, Wenezuelą i Wybrzeżem Kości Słoniowej. Warto odnotować, że w naszej grupie nie zagra ani jeden zawodnik występujący w NBA. Najwyżej rozstawionym zespołem jest Wenezuela, która zajmuje dopiero 20. miejsce w rankingu FIBA! My jesteśmy tylko 5 miejsc dalej. Z pierwszego koszyka trafiliśmy Chińczyków, którzy znaleźli się w nim przez fakt, że są gospodarzami.

Mieliśmy dużo szczęścia podczas losowania, a wyjście z tej grupy wydaje się obowiązkiem. Gra o najwyższe cele rozpocznie się na kolejnym etapie, gdzie możemy trafić na bardzo dobre zespoły, tj. Argentynę lub Rosję. By walczyć o miejsce w najlepszej ósemce, nasza reprezentacja musi zagrać na 100% swoich możliwości i nie powtarzać błędów z ostatnich sparingów.

Facebook