Drugiego dnia świąt Anwil zmierzył się na Hali Mistrzów z Arką. Dla gdynian była to okazja do zrewanżowania się za zeszłoroczne play-offy, w których zostali wyeliminowani właśnie przez włocławian. Tej szansy jednak nie wykorzystali i ulegli gospodarzom 83:65. O losach spotkania przesądziła fatalna ofensywa Asseco w drugiej połowie, w której rzucili zaledwie 24 punkty.

Mecz fenomenalnie rozpoczął Tony Wroten. Amerykański rozgrywający w pierwszych akcjach spotkania wymusił faul, popisał się świetnym podaniem bez patrzenia, a chwilę później zakończył atak wsadem. To jednak nie wystarczyło, by zbudować przewagę nad gośćmi, którzy świetnie radzili sobie na ofensywnej zbiórce. Gdynianie często atakowali strefę podkoszową, co dawało wiele łatwych punktów. Obraz gry bardzo zmienił się w drugiej kwarcie, gdy oba zespoły skoncentrowały się na rzutach z obwodu. Pojedynek na “trójki” wygrali goście, którzy trafili 6 razy w 12 próbach. Mimo to, zeszli oni do szatni z pięciopunktową stratą. Włocławianie swoją przewagę zbudowali kilkoma dobrymi rzutami za 2 punkty po indywidualnych akcjach. Przez pierwsze 20 minut oczy wszystkich kibiców były zwrócone na pojedynek Simon vs Bostic. Liderzy obu drużyn świetnie rozpoczęli tę rozgrywkę, rzucając odpowiednio 16 i 15 punktów.

Na trzecią część spotkania oba zespoły wyszły z bardzo defensywnym nastawieniem. To zdecydowanie pomogło Anwilowi, który lepiej radził sobie w szybkich atakach. Paradoksalnie to nie Wroten lub Ledo, a wymieniony wcześniej Chase Simon w dużej mierze odpowiadał za napędzanie kontrataków. Amerykanin w ostatnich spotkaniach pokazywał, że jego forma rośnie i udowodnił to również w tym meczu. Największym sukcesem Rottweilerów było jednak zatrzymanie Josha Bostica. Można powiedzieć, że odcinając tego strzelca, rozbroili atak gości. W drugiej połowie Asseco rzuciło zaledwie 24 punkty, a w ostatniej kwarcie byli wręcz bezradni. Bardzo dobrą zmianę zaliczył Chris Dowe, który odciążył Tony’ego Wrotena. Stworzył on świetny duet z Jonesem. Dołożyli oni po 8 “oczek” w ostatniej części spotkania, na co nie potrafili odpowiedzieć gdynianie. Gra gości porażała brakiem zaangażowania i energii, ale przede wszystkim brakiem pomysłu. Przerwy brane przez trenera Frasunkiewicza nie zmieniały niczego w grze Arki, a dodatkowo boisko musiał odpuścić Emelogu, który nie potrafił zapanować nad nerwami i został wyrzucony za faule techniczne. Zresztą nie tylko jego można “wyróżnić” za agresywną grę. Aż 4 zawodników gości miało na koncie po 4 faule, co było wynikiem nieumiejętnej gry w defensywie przeciwko rozpędzonym Rottweilerom. Anwil wygrał 83:65, dając swoim kibicom piękny, świąteczny prezent.

***

Anwil Włocławek – Asseco Arka Gdynia 83:65 (19:19, 27:22, 13:11, 24:13)

Anwil Włocławek: Simon 24, Wroten 17, Dowe 11, Ledo 11, Jones 10, Freimanis 5, Sokołowski 5, Karolak 0, Piątek 0, Sulima 0, Szewczyk 0, Wadowski 0
Trener: Igor Milicić

Asseco Arka Gdynia: Bostic 18, Emelogu 15, Hammonds 12, Szubarga 6, Upson 6, Greene 3, Wołoszyn 3, Hrycaniuk 2, Czerlonko 0, Kamiński 0, Malczyk 0, Wyka 0
Trener: Przemysław Frasunkiewicz

Zawodnik meczu: Chase Simon

Fot. Sylwia Kwiatkowska