Szaleństwo na Hockenheim, czyli podsumowanie GP Niemiec

Grand Prix Niemiec

Facebook.com/RedBullRacing

Grand Prix Niemiec to pierwszy w tym sezonie deszczowy wyścig. A skoro deszcz, to i emocje, prawda? A tych chyba nikomu tego dnia nie brakowało! Szaloną rywalizację na Hockenheim wygrał Max Verstappen. Na podium dołączyli do niego Sebastian Vettel i… Daniil Kvyat. A gdzie w tym wszystkim Mercedes, dla którego był to wyjątkowy wyścig?

Opady deszczu sprawiły, że bolidy zmuszone były do przejechania kilku okrążeń formujących za samochodem bezpieczeństwa. Paru kierowców, w tym Max Verstappen, zgłaszało, że warunki do jazdy są odpowiednie. Ostatecznie udało im się ustawić na polach startowych i ruszyć.

Bardzo dobry start zaliczył Kimi Räikkönen, który dość niespodziewanie znalazł się w pierwszej trójce. Jednocześnie mogliśmy zaobserwować niezbyt udany początek w wykonaniu właśnie Verstappena. Na szczególną uwagę zasłużyli kierowcy Ferrari, którzy po komplikacjach w sobotnich kwalifikacjach starowali z dziesiątej (Leclerc) i dwudziestej (Vettel) pozycji. Już po kilku okrążeniach Monakijczyk znalazł się na szóstym miejscu, a Niemiec na czternastym.

Samochód bezpieczeństwa po raz pierwszy

Widoczność w pierwszych okrążeniach pozostawiała wiele do życzenia, a dodatkowo kierowcy musieli zmagać się z nie najlepszą przyczepnością. Pierwszą poważną ofiarą tych warunków okazał się Sergio Pérez, który stracił kontrolę nad swoim bolidem i rozbił go, wywołując tym samym samochód bezpieczeństwa. Pierwszym kierowcą, który wykorzystał sytuację i zameldował się u swoich mechaników, był Sebastian Vettel. Zawodnik Ferrari podjął pewne ryzyko, zmieniając opony deszczowe na przejściówki.

Zaraz po nim w boksach zameldowali się kolejni kierowcy. Omal nie doszło do wypadku, kiedy to mechanicy Leclerca wypuścili go, gdy niebezpiecznie blisko znajdował się Romain Grosjean. Ostatecznie zespół został za ten incydent ukarany.

Wypadek Péreza bynajmniej nie był ostatnim tego dnia. Zanim jednak doszło do kolejnego tego typu incydentu, mogliśmy obserwować kilka ciekawych pojedynków. Krótko po zjeździe samochodu bezpieczeństwa do walki z Kevinem Magnussenem stanęła grupa czołowych kierowców – Valtteri Bottas, Max Verstappen, Charles Leclerc, czy nawet Nico Hülkenberg. Niedługo później Duńczyk musiał ustąpić także Kimiemu Räikkönenowi i Sebastianowi Vettelowi.

Chwile grozy przeżył Charles Leclerc, który w widowiskowy sposób wybronił się po szerokim wyjeździe z zakrętu i utracie przyczepności. Chwilę później widoczność na torze ponownie uległa zmianie. Tor zaczął szybko przesychać, przez co odprowadzana przez opony woda nie przeszkadzała w zobaczeniu, co się dzieje. Tym razem widok przysłonił nam jednak dym, który wydobywał się z tyłu samochodu Daniela Ricciardo. Awaria bolidu sprawiła, że Australijczyk musiał po raz kolejny w tym sezonie wycofać się z rywalizacji.

Ryzykowna zagrywka i kolejne neutralizacje

Około 22 okrążenia zakomunikowano, że w alei serwisowej pojawił się deszcz. Mimo to już okrążenie później w boksach zameldował się Kevin Magnussen, który jako pierwszy wymienił opony na slicki. Zaraz po nim na podobny ruch zdecydowali się kolejni kierowcy, w tym Sebastian Vettel i Max Verstappen (z tą różnicą, że Holender zdecydował się na twardszą mieszankę).

Niedługo później byliśmy świadkami kolejnego wypadku, który tym razem poskutkował pojawieniem się wirtualnego samochodu bezpieczeństwa. Lando Norris przedwcześnie pożegnał się z rywalizacją, a sytuację wykorzystał jadący na drugiej pozycji Charles Leclerc. Monakijczyk już wcześniej zmieniał opony na świeższy komplet przejściowych. Tym razem sam zdecydował się jednak na slicki. Niestety, pomimo dobrego wyczucia i utrzymania wysokiej pozycji, kierowca Ferrari kilka okrążeń później sam zakończył wyścig, rozbijając swój bolid.

Prawdziwe szaleństwo rozpoczęło się zaraz po tym zdarzeniu. Lewis Hamilton wpadł w poślizg i oderwał połowę skrzydła, co zmusiło go do nieplanowanej wizyty u mechaników. Nieplanowanej do tego stopnia, że ci byli na nią kompletnie nieprzygotowani. Nie mieli gotowych ani opon, ani części, którą trzeba było wymienić. Jakby tego było mało, sędziowie ukarali Brytyjczyka karą pięciu sekund za nieprawidłowe ominięcie pachołka podczas wjazdu do alei.

A na torze po raz kolejny pojawił się samochód bezpieczeństwa.

Szaleństwa ciąg dalszy!

Nico Hülkenberg ma na swoim koncie niezbyt chwalebny rekord – pomimo swojego wieloletniego doświadczenia, nigdy nie stanął na podium. Zamieszanie na torze sprawiło, że znalazł się bardzo blisko przerwania złej passy. Nawet kiedy Valtteri Bottas go wyprzedził, a Lewis Hamilton znalazł się blisko, szanse kierowcy Renault wciąż były dość realne. Do czasu, gdy sam nie dołączył do grona nieszczęśników, którzy zakończyli swój wyścig w żwirze. Chwilę wcześniej wycieczkę poza tor zaliczył Kimi Räikkönen. Jednak o ile Finowi udało się wybronić, o tyle Niemiec nie miał już tyle szczęścia.

Samochód bezpieczeństwa wyjechał po raz trzeci.

Pomimo zmiennych warunków kolejni kierowcy decydowali się na opony typu slick. Liczne zjazdy doprowadziły do wielu przetasowań w stawce, przez co mogliśmy zaobserwować Lance’a Strolla na prowadzeniu, czy George’a Russella na punktowanej pozycji. I o ile mogliśmy spodziewać się, że kierowca Williamsa jeszcze spadnie, o tyle zawodnik Racing Point utrzymywał się w czołówce. W pewnym momencie musiał jednak uznać wyższość Daniila Kvyata, którego szanse na utrzymanie podium znacząco wzrosły. Rosjanin poradził sobie z wyprzedzeniem Kanadyjczyka, czego nie można jednak powiedzieć o Valtterim Bottasie.

Nie taki wyścig wymarzył sobie Mercedes…

A jeśli już o kierowcy Mercedesa mowa, to trzeba wspomnieć o tym, jak gorzko będą wspominać wyścig, który miał być dla nich tak wyjątkowy. Ekipa z Brackley przygotowała na ten weekend specjalne malowanie, a jej członkowie chodzili w strojach z lat 50′. Wszystko to, by uczcić 125. rocznicę istnienia sportów motorowych oraz ich własny jubileusz – dwusetną Grand Prix. Tymczasem po zamieszaniu podczas pit stopu Lewisa Hamiltona, ten zaliczył wyjazd poza tor i kilka kolejnych wizyt w boksach. Ostatecznie zakończył wyścig, ale nie zdołał zdobyć żadnych punktów.

Valtteri Bottas miał jeszcze mniej szczęścia od swojego kolegi z zespołu. Dołączył do grona pechowców, którzy nie zdołali dojechać do mety i, co za zaskoczenie, wywołał kolejny samochód bezpieczeństwa. Już ostatni.

Wielki powrót Vettela

Wielu kierowców popełniło tego dnia błędy. Część z nich przypłaciło to nieukończeniem wyścigu. Tymczasem Sebastian Vettel, który rok temu na tym torze zaprzepaścił swoje szanse na tytuł mistrzowski, tym razem zdawał się trzymać z dala od problemów i po cichu przebijał się do przodu. Po wznowieniu rywalizacji szybko uporał się z Carlosem Sainzem, po czym dogonił Lance’a Strolla, z którym również sobie poradził i dzięki temu znalazł się w pierwszej trójce.

W tle mogliśmy obserwować rywalizację Pierre’a Gasly’ego z Alexem Albonem. Kierowca seniorskiej ekipy Red Bulla wymieniał się pozycjami z zawodnikiem zespołu juniorskiego i, wbrew temu, czego można by się spodziewać, nie radził sobie jakoś szczególnie dobrze. Albon nie zamierzał łatwo oddawać swojej pozycji, a ostatecznie sam Gasly zakończył swój wyścig w żwirze. Tym razem samochód zatrzymał się w na tyle bezpiecznym miejscu, że nie trzeba było ponownie wprowadzać neutralizacji.

Na ostatnich okrążeniach Sebastian Vettel odebrał drugą pozycję Daniilowi Kvyatowi. Awansował więc z dwudziestej na drugą pozycję. Sam Kvyat zdobył drugie podium w historii Scuderii Toro Rosso. Kibice uznali jednak, że to Max Verstappen zasługuje na miano kierowcy dnia, z czym trudno się nie zgodzić – Holender pomimo słabego startu przejechał solidny wyścig, wystrzegał się poważniejszych błędów, a dodatkowo zgarnął bonusowy punkt, wykręcając najszybsze okrążenie wyścigu.

Aktualizacja: Pierwszy punkcik dla Williamsa

U kierowców Alfy Romeo wykryto niezgodności regulaminowe związane z użyciem sprzęgła podczas startu. Sędziowie zdecydowali się na ukaranie ich poprzez doliczenie im 30 sekund do czasu wyścigu. Obaj zawodnicy wypadli tym samym z punktowanej dziesiątki, Lewis Hamilton awansował na dziewiątą lokatę, a na dziesiątej znalazł się… Robert Kubica. To pierwszy w tym sezonie punkt zarówno dla Polaka, jak i całego zespołu Williamsa.

Na karze Alfy Romeo zyskali także obaj kierowcy Haasa.

Grand Prix Niemiec zapisze się w historii Formuły 1 jako jeden z najbardziej szalonych i nieprzewidywalnych wyścigów (tuż obok Grand Prix Kanady 2011). Liczne błędy kierowców, zamieszanie w boksach i zaskakujące wyniki sprawiają, że oglądało się to z czystą przyjemnością i do samego końca nie można było być w 100% pewnym końcowego wyniku.

Przed nami jeszcze tylko Grand Prix Węgier, które odbędzie się już za tydzień, a później czeka nas wakacyjna przerwa od Formuły 1.

Facebook