Trzecia wygrana Polaków w Chinach

fot. Andrzej Romański/KoszKadra

W ostatnim meczu pierwszej fazy koszykarskich Mistrzostw Świata w Chinach Polska bezproblemowo pokonała Wybrzeże Kości Słoniowej 80:63. Biało-Czerwoni wygrali wszystkie swoje mecze w grupie A i w kolejnej fazie rozgrywek zmierzą się z Rosją i Argentyną. Dotychczasowy bilans daje naszym reprezentantom ogromne szanse na awans do ćwierćfinałów.

Sytuacja przed meczem

Polacy byli wyraźnymi faworytami dzisiejszego pojedynku. WKS przegrał oba wcześniejsze spotkania (55:70 z Chinami i 71:87 z Wenezuelą), więc teraz rozgrywali tzw. „mecz o honor”. Ekipa Mike’a Taylora poniedziałkową wygraną z Państwem Środka zapewniła sobie pierwsze miejsce w grupie, jednak dzisiejsze zwycięstwo było ważne w kontekście walki o dostanie się do najlepszej ósemki. Przypomnijmy, że w kolejnej fazie liczą się wszystkie dotychczasowe wyniki (również te z pierwszej rundy). Z tego względu o żadnym odpuszczaniu spotkania czy testowaniu rezerwowych nie było mowy.

Wynik w garści

Nasi zawodnicy rozpoczęli spotkanie w klasycznym dla siebie stylu. Czyli po prostu złym. Dzięki grze 1 na 1 i świetnym warunkom fizycznym zawodnicy WKS-u z łatwością wchodzili pod kosz. Rzadko mylili się z dystansu (na szczęście tylko w pierwszej kwarcie) i to dało im czteropunktową przewagę.

W drugiej części spotkania gra Polaków wyglądała już tylko lepiej. Po pięciu minutach odzyskali prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu. W momencie zakończenia tej części spotkania Biało-Czerwoni wygrywali 36:32. Po przerwie „Słoniom” udało się zbliżyć na 2 punkty (przy wyniku 45:43), lecz od tej pory nasi reprezentanci systematycznie powiększali prowadzenie, nie dając szansy na powrót rywalom. W końcówce spotkania drużyna trenera Taylora miała już przewagę kilkunastu oczek, co odebrało przeciwnikom jakąkolwiek wolę walki. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 80:63.

Starcie dwóch filozofii

Elementem, który w największej mierze wpłynął na rezultat meczu, było przygotowanie taktyczne. Siłą zachodnioafrykańskiej drużyny była gra 1 na 1, ale absolutnie nie radzili sobie w grze kombinacyjnej, co musiało dać się we znaki w czwartej kwarcie. Jedynymi skutecznymi zagrywkami włoskiego szkoleniowca wydawały się: gra tyłem do kosza przy braku podwojenia i odegranie na obwód po wbiegnięciu do „trumny”. Po pierwszych dziesięciu minutach polscy zawodnicy byli przygotowani już na wszystkie warianty i mogli bawić się różnymi sposobami obrony (od strefy na całym boisku po krycie personalne). To dezorganizowało rozegranie „Słoni” i zmuszało ich do przyspieszenia gry.

Zupełnie inaczej wyglądała rywalizacja pod drugim koszem. Polacy świetnie grali z centrami, co zaowocowało wieloma udanymi atakami na obręcz. Współpraca obwodowych z Adamem Hrycaniukiem i Damianem Kuligiem była wręcz wzorowa. Podkoszowi nie tylko atakowali, lecz również rozdawali podania, gdy któryś z ich kolegów uciekł spod krycia. Wbieganie po skrzydle jest specjalnością Mateusza Ponitki, na co nie potrafili reagować nasi rywale. Afrykańscy zawodnicy fatalnie podwajali krycie, źle rotowali i zostawiali wolne przestrzenie pod koszem. Prawdziwą bronią Biało-Czerwonych stały się też kontry. Złe powroty do defensywy zawodników Paolo Povii wykorzystywał Michał Sokołowski, który dwie akcje zakończył wsadem.

Czarodziej Abouo i sabotażysta Edi

Zanim przejdziemy do oceny naszych koszykarzy, spójrzmy na chwilę na zespół z WKS-u. Pierwszym wnioskiem, na który zwrócił uwagę chyba każdy kibic na stadionie i przed telewizorem, był bardzo nierówny poziom zawodników w kadrze prowadzonej przez Włocha. Od początku liderem zespołu był Abouo, którego śmiało można nazwać graczem meczu. Aż 63% skuteczności i 23 zdobyte punkty uczyniły go największą zmorą naszej reprezentacji. Świetne zawody zagrał również Deon Thompson, który zdobył tylko pięć punktów mniej. Ten doświadczony skrzydłowy ma w swoim CV na przykład 6 sezonów w Eurolidze.

To pokazuje, że nasi rywale nie byli przypadkowymi zawodnikami. Nie dostali jednak wsparcia od swoich kolegów, a Guy Edi ostatecznie skompromitował zespół. Obwodowy aż dziewięć akcji zakończył rzutami i żadna z nich nie dała punktów WKS-owi. Jego kolejne próby były praktycznie tylko oddawaniem piłki Biało-Czerwonym.

Przełamanie Waczyńskiego

To był bardzo ważny mecz dla kapitana naszej kadry – Adama Waczyńskiego. W poprzednich spotkaniach miał problem z rzutami z dystansu i grał zdecydowanie poniżej oczekiwań. Dzisiaj było jednak zupełnie inaczej. Adam zdobył aż 16 punktów, a co najważniejsze miał 86% skuteczności (najlepszy w meczu). Nie spudłował również żadnego rzutu za 3 punkty. Ten fenomenalny występ pokazał, że Waczyński wciąż ma potencjał na bycie liderem kadry i miejmy nadzieję, że udowodni to również w kolejnych starciach z Rosją i Argentyną.

Z bardzo dobrej strony pokazał się też Olek Balcerowski. Najmłodszy zawodnik Mistrzostw trafiał 75% rzutów, zdobył 8 punktów i 5 zbiórek. Takie spotkania mogą okazać się kluczowe dla kariery 18-latka i popchnąć go do gry w NBA. Pod koszem wyróżniał się też Damian Kulig. Zawodnik Polskiego Cukru zanotował 14 punktów, 7 zbiórek i 2 przejęcia.

Granie w dziewięciu

Marzeniem każdego trenera jest dwunastka koszykarzy na równym poziomie. Mike Taylor ma w swojej rotacji niestety zaledwie 9 zawodników. Dominik Olejniczak, Karol Gruszecki i Kamil Łączyński są tylko dopełnieniem składu i dostają zdecydowanie mniej minut od reszty graczy. Nawet w tym spotkaniu, rozstrzygniętym przed końcowym gwizdkiem, dostali tylko odpowiednio 4:27, 10:38 i 1:09 minuty. Najbardziej marginalną rolę w zespole pełni jedyny aktualny mistrz Polski w tym składzie, czyli Kamil Łączyński. Były zawodnik Anwilu wygrał walkę o miejsce w kadrze z Łukaszem Kolendą, lecz w kluczowych meczach najprawdopodobniej nie zagra.

Co dalej?

Biało-Czerwoni przeszli do drugiej fazy rozgrywek. W grupie I będą rywalizować z Rosją, Argentyną i Wenezuelą, która sensacyjnie wyeliminowała Chińczyków. Do ćwierćfinału przejdą dwa najlepsze zespoły, a pod uwagę będą brane wyniki ze wszystkich pięciu dotychczasowych spotkań. Drużyna Mike’a Taylora zagra z Rosją w piątek o 10:00 (polskiego czasu) i z Argentyną w niedzielę o 14:00. Biało-Czerwoni nie zagrają ponownie z Wenezuelą, ponieważ grali z nią w pierwszej fazie (a ten wynik wciąż się liczy). Polacy zaczynają drugą fazę rozgrywek z trzema zwycięstwami na koncie, co daje realne szanse na awans do najlepszej ósemki.

Facebook