Czy polskie drużyny są w stanie przebić się do grona najlepszych?

Czy polskie drużyny są w stanie zaistnieć w Europie?

Przez Paulina Weśniuk

W tym sezonie po raz kolejny nasze siatkarskie ekipy goszczą na salonach europejskiej siatkówki. W lidze mistrzów mamy bowiem aż 3 kluby, które marzą o dokonaniu czegoś wielkiego. Jednak czy są w stanie rywalizować jak równy z równym z najlepszymi?
Liga Mistrzów dla najlepszych 

Nie da się ukryć, że te rozgrywki są zarezerwowane dla prawdziwych potęg Europy. Chociaż niekiedy jak spojrzymy na kraje, które są przez kluby prezentowane, możemy dojść do wniosku, że siatkówka nie jest tam w centrum uwagi i nie stoi w hierarchii popularności na pierwszym miejscu. Z drugiej strony mamy włoskie, rosyjskie i polskie zespoły, w których cele w Lidze Mistrzów są bardzo wysokie. Co roku, oglądając ich w akcji, przekonujemy się, że prezentują najwyższy poziom siatkówki.

Na przestrzeni lat mieliśmy dużo radości, gdy dokonywaliśmy fantastycznych wyników. Pamiętny mecz finałowy PGE Skry Bełchatów z Zenitem Kazań, w którym o końcowym triumfie decydowała jedna piłka w tie-breaku. Pamiętamy również finał Asseco Resovii Rzeszów, także z Zenitem, przegrany 0:3. To historyczne rywalizacje.

Jesteśmy w stanie dojść do takiego etapu Ligi Mistrzów – do finału. Historia jest ku temu dowodem. Jak zaliczymy jeszcze do tego zestawienia, ile razy graliśmy w Final Four, praktycznie w każdym roku mamy ekipę na tym poziomie, to każdy kibic chyba może być zadowolony. Troszkę gorszą stroną ostatnich naszych sukcesów i batalii z włoskimi i rosyjskimi potęgami jest nasza niemoc. Przegrywamy niestety bardzo często i nie możemy przebić się przez tę granicę, w której to my będziemy nadawać trendy w siatkówce klubowej.

Wartość zespołu

Ciężko nie wspomnieć o finansach, bo jak widać one grają kluczową rolę. Nie możemy przecież zaprzeczyć, że Lube, Perugia czy Zenit Kazań mają taki sam budżet. Polskie zespoły nie kupią sobie Leona, Zaitseva lub Andersona. Musimy nadrabiać czymś innym. Udawało nam się to, ale w ubiegłych latach inni byli od nas po prostu lepsi. I mówimy tutaj o Lidze Mistrzów i Klubowych Mistrzostwach Świata.

Wygrana polskiej drużyny z włoską czy rosyjską była sporym sukcesem, ale jednocześnie niemałą niespodzianką. To pokazuje, że nasze triumfy należy rozpatrywać w kategoriach czasami i sensacji, a nie czegoś, co mogłoby być swego rodzaju standardem. Większość starć jednak przegrywamy i znalezienie problemu może nie jest trudne, ale jego zniwelowanie już tak.

Dzisiaj nie mamy szans konkurowania z potężnymi budżetami klubów zagranicznych, w których siatkówka jest istotna. Pieniądze nie grają, jednak za nie można poszukać światowych graczy na rynku i wprowadzić do swojego klubu. Plejada gwiazd grająca w lidze włoskiej jest wyznacznikiem tego, która liga jest aktualnie najlepsza na świecie. To tam na co dzień ogląda się prawdziwych mistrzów w swoim fachu.

Jest kilka ekip, które są w stanie pokonać każdego na świecie. Ta siła jest oczywiście potem przekładana na występy w europejskich pucharach. Chyba żaden kibic siatkówki nie jest sobie w stanie wyobrazić najlepszej czwórki Ligi Mistrzów bez przedstawiciela Seria A.

Trzy miejsca w siatkarskiej Lidze Mistrzów

PlusLiga jest na tyle silną ligą, że ma aż trzy zespoły w najważniejszych europejskich rozgrywkach. W sezonie 2019/2020 są to Jastrzębski Węgiel, Zaksa i Verva Warszawa. Każdy z nich ma duży potencjał i szansę na wyjście z grupy. Ale co potem? Powalczą one z wcześniej wspomnianymi ekipami? Też nie możemy oczekiwać, że w każdym roku będziemy dochodzić do ścisłej czołówki. Inne kluby też się rozwijają i z każdym jest ciężko wygrać mecz bez grania na sto procent.

Patrząc jednak ogólnie, to chyba możemy ocenić, że PlusLiga powinna mieć chociaż jeden klub w ósemce lub nawet w czwórce Ligi Mistrzów. Prawdę mówiąc, to nam się udaje, możemy być z tego naprawdę dumni. To, ile mamy zespołów w tych rozgrywkach, jest dowodem na to, że liga mistrzów świata jest ważną częścią siatkarskiej wspólnoty w Europie. Na dzień dzisiejszy jest jedną z najlepszych w Europie, dzięki czemu aż trzy miejsca są zarezerwowane dla nas.

Przebijmy się wyżej

Pójdźmy zatem dalej. Pokażmy, że potrafimy się bić z faworytami i przede wszystkim te spotkania wygrywać. Bo my często graliśmy jak równy z równym, ale ostatecznie takie rywalizacje kończyły się na korzyść przeciwnika. Potencjał jest ogromny, doświadczenie w Lidze Mistrzów także. W tej edycji medal jest w zasięgu naszych możliwości i dobrze by było, gdybyśmy o niego mocno powalczyli.

Nie może być tak, że włoskie i rosyjskie zespoły walczą o triumf, a my gdzieś tam w cieniu szukamy swojej szansy na sprawienie jakiejś niespodzianki. W ubiegłym sezonie PGE Skra Bełchatów zajęła trzecie miejsce razem w Perugią. Taki wynik to duży sukces, chociaż nie wiedzieć czemu nie grany był mecz o brąz, tylko dwa zespoły zajęły tę samą lokatę. Cel na rok 2020 to zagrać w maju w Berlinie w Final Four. A później bijmy się na poważnie o końcowy triumf!

Facebook