Wisła Kraków – geneza upadku

Towarzystwo Sportowe Wisła sprzedało kambodżańsko-brytyjskiemu konsorcjum 100% udziałów w Wiśle. Brzmi jak ponury żart? Niestety, tak wygląda rzeczywistość jednej z najlepszych polskich drużyn XXI wieku. 

Era wielkiej Wisły 

Kiedy w 1997 roku tercet Cupiał, Ziętek i Urban przejmował Wisłę, nikt nie spodziewał się, że utytułowany klub walczący wtedy o utrzymanie stanie się marką międzynarodową. Do 2011 roku Wisła Kraków ośmiokrotnie zdobywała mistrzowski tytuł oraz bardzo dobrze spisywała się w Europie. Zaczęto sprowadzać wielkie polskie gwiazdy jak Frankowski czy Żurawski, a na ławce trenerskiej brylowali Kasperczak i Smuda.

W sezonie 2011/12 Wisła wygrywa starcie z Twente w ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Europy. W tym samym momencie Fulham remisuje z Odense. Daje to Wiśle awans do fazy pucharowej. Od tego momentu coś zaczęło się sypać: klub nie potrafił nawiązać walki z pozostałymi zespołami w Ekstraklasie a Cupiał stracił chęć do przelewania kolejnych pieniędzy, przez co długi wynosiły aż 47 milionów złotych. Kibice zaczęli domagać się zmian. Niestety dla Wisły, forma nacisku na właściciela przez niektórych „fanów” sprawiła, że Cupiał postanowił oddać drużynę w inne ręce.

Meresiński, TS Wisła i upadek giganta

Wtedy do Tele-Foniki i Cupiała zgłosił się Jakub Meresiński oraz Marek Citko. Klub sprzedano za 3 złote, a dług względem TS Wisła został dla nich umorzony. Rządy Meresińskego trwały niecały miesiąc. Na początku sierpnia 2016 roku w mediach zaczęły bowiem pojawiać się wstrząsające informacje na temat nowego właściciela klubu. Jakub M., jak wtedy zaczęto określać Meresińskego, był oskarżany o wyłudzenia VAT-u w kwocie nawet 59 milionów złotych. Kilka dni później Citko zrezygnował ze współpracy z nim, a 22 sierpnia Towarzystwo Sportowe Wisła przejęło kontrolę nad klubem.

Ten moment zostanie zapamiętany przez kibiców Białej Gwiazdy. To dzień, w którym gigant i utytułowany klub zaczął zmierzać w kierunku bankructwa i upadku. Klub miał dług licencyjny wynoszący 12 milionów złotych. Transfery z klubu dały około 15 milionów zysku. Prosta matematyka i widzimy 3 miliony złotych zysku. W ciągu dwóch i pół ich rządów,  zatrudniania hiszpańskich szkoleniowców czy dyrektora sportowego, nie mówiąc o zbyt wielkiej kadrze zespołu na sezon, straty Wisły wyniosły od 40 do nawet (według szacunków Piotra Żelaznego z „Rzeczpospolitej”) 80 milionów złotych!

Co więcej Wisła w sezonie 18/19 otrzymała dwa potężne ciosy. Najpierw problemy z miastem dotyczące stadionu, przez które nie było pewności, czy Biała Gwiazda będzie rozgrywać mecze na własnym obiekcie. Później materiał stacji TVN, w którym cała Polska mogła zobaczyć powiązania klubu z organizacjami przestępczymi, m.in. z „Miśkiem” (tym samym, który został skazany za rzucenie nożem w Dino Baggio w 1999 roku). Te wydarzenia w połączeniu z fatalnym zarządzaniem przez Marzenie Sarapate sprawiły, że krakowski klub był bliski upadku. Zaczęto szukać inwestorów chętnych do przejęcia Wisły, jednak nie było to proste zadanie. Audyt zdecydował, że potencjalni polscy inwestorzy nie zdobyli się na kupno klubu. W mediach zaczęły się pojawiać informacje o chińskim inwestorze. Wiadomość częściowo się spełniła – chętny na zakup klubu pochodził z Kambodży.

Kim są „zbawiciele”? 

Inwestorami zostali Vanna Ly (60% udziałów), Mats Hartling (40% udziałów) oraz Adam Pietrowski. Pierwszy z nich to znany w Kambodży członek rodziny królewskiej i właściciel wielkiej firmy Alelega, która jest udziałowcem Abu Dhabi Investments (właściciela Manchester City). Nie można również zapomnieć o tym, że załatwiał transfer Matusiaka, a poza tym poznał Bońka i papieża Polaka podczas pobytu w Krakowie, który zresztą zna jak własną kieszeń. Oczywiście jest to sarkazm. Vanna Ly nie jest członkiem rodziny królewskiej (sami to zaprzeczyli). Lokalne media w Kambodży opisały go jako nieznanego w swoim kraju. Abu Dhabi Investments również zaprzecza, że Alelega to ich udziałowiec. Firma o kapitale zakładowym 13,6 tys. euro kilkukrotnie zmieniała lokalizację, a tej chwili mieści się na wsi w Luksemburgu. Matusiak i Boniek również twierdzą, że nie znają Ly. Dodatkowo tuż przed przejęciem klubu założył Twittera, na którym broni swoich racji – musi zatem doskonale władać polskim, skoro rozumie wszystkie oskarżenia pod jego adresem.

Jeżeli chodzi o Matsa Hartlinga, to Szwed jest jednym z dyrektorów w Noble Capital Partners. A w zasadzie to nim był do października 2017 roku, kiedy z tej funkcji zrezygnował. Jego biuro znajduje się w Londynie i mieści się w sklepie z cygarami (sprawdził to Bogdan Frymorgen z RMF FM). No i na koniec ich polski przedstawiciel. Adam Pietrowski ma zostać tymczasowym prezesem Wisły. Wcześniej był managerem FIFA na niemieckiej licencji – sprowadzał polskich zawodników do klubów z niższych lig niemieckich.

Ratownicy czy krwiopijcy?

Dlaczego tacy inwestorzy zainteresowali się Wisłą? Odpowiedź jest niejednoznaczna. Albo chcą z klubu zrobić pralnię brudnych pieniędzy, albo dorobić się na hotelach. 6 hektarów wokół stadionu – tyle w posiadaniu ma TS Wisła. Otrzymali oni od miasta ziemię w dzierżawę wieczystą na 99 lat. Co ciekawe, po 10 latach od jej otrzymania mogą ją odsprzedać. I na to liczyli nowi właściciele, co Pietrowski potwierdził. Jak się okazało, wykupując Wisłę, tego terenu nie otrzymają, czym wspomniany agent był niezwykle zaskoczony. Jako że stadion Białej Gwiazdy jest usytuowany dość blisko centrum Krakowa, stąd pomysł na biznes hotelarski.

Wisła upadnie

Niestety, to wszystko buduje jeden obraz – klub o wielkich tradycjach jest niszczony przez bezwzględnych kryminalistów, którzy plują na własny herb i wykorzystują go do zysków. Najpierw to bydło wykorzystało klub, następnie sprzedało go w kolejne nikczemne ręce, co może spowodować upadek wielokrotnego mistrza kraju oraz wizytówki polskiej piłki za granicą. To okropne, obrzydliwe, bezwzględne. Szkoda jedynie prawdziwych kibiców, którzy jeżdżą ze swoją drużyną po całej Polsce i przychodzą na stadion, na którym kręci się mafijna rozgrywka. Poszkodowani są również trener i zawodnicy, którzy mimo braku pensji walczą o każdy milimetr boiska, aby dać rozrywkę swoim fanom. Oni wszyscy są okradani przez tych zbirów, których policja nie potrafi ująć. Ten klub upadnie prędzej czy później, ale Biała Gwiazda nigdy nie zginie i odrodzi się, choćby od C-klasy. Ale wtedy będą czyści, bez tego bydła, które zabiło Wisłę.

Facebook