Wracamy do życia – |Krótka Piłka|

W sobotę ruszają rozgrywki Bundesligi. W ostatni weekend maja dołączy do nich PKO Ekstraklasa. Coraz bliżej rozpoczęcia nowego sezonu w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Nawet we Włoszech, choć sytuacja w klubach nie jest najlepsza, planują wrócić do gry. To już pewne, wracamy na boiska. W jedynej racjonalnej obecnie formie. Ale na jak długo?

Mamy się z czego cieszyć. Po dwóch miesiącach, które spędziliśmy nad retro meczami, pojedynkami w PES-ie czy FIFIE, w końcu możemy spokojnie usiąść przed telewizorem, otworzyć butelkę ulubionego napoju i delektować się finezyjnymi zagraniami swoich ulubieńców. W końcu mamy okazję, by płakać ze szczęścia po bramce naszej drużyny, lub smutku, gdy nasza ekipa ją straci. Owszem, te spotkania nie będą miały klimatu wielkiego wydarzenia, nutki podniecenia przepływającej po stadionie. Ale przynajmniej wrócą.

To pozytywny sygnał. Jeden z niewielu w ostatnich miesiącach. Codziennie słyszymy o nowych przypadkach śmiertelnych czy kolejnych zachorowaniach. Owszem, wydaje się, że najgorsze już za nami. Nie oznacza to jednak, że faktycznie tak będzie. Nie możemy być pewni, że za kilka miesięcy epidemia nie wybuchnie na nowo, a my po chwilowej odwilży znów będziemy zamknięci w czterech ścianach. Jednak życie i funkcjonowanie nas, zwykłych szarych ludzi jest zgoła inne od życia i funkcjonowania piłkarzy na wysokim poziomie. Zawodnicy i sztaby klubów mają zapewnioną opiekę zdrowotną o wiele lepszą i bardziej wydajną niż nasza. Nawet będąc w szerokiej grupie, o wiele łatwiej im wyłączyć chore jednostki i pracować normalnie.

Stąd też można założyć, że sezon zostanie rozegrany do końca, przynajmniej w najwyższych ligach. Jest to dla nich rzecz niezbędna. Dla nas po części też. Oni będą grać, my będziemy te zmagania oglądać. Kluby dostaną pieniądze od stacji telewizyjnych pokazujących zmagania, a my dostaniemy igrzyska. Jeżeli stać nas również na chleb, to mamy zapewnione wszystko, co potrzebne jest do spokojnego życia.

***

Musimy jednak popatrzeć na problem wirusowy jeszcze z innej perspektywy. Owszem, piłka nożna i inne dyscypliny wracają. Możemy się z tego cieszyć, jednak mam z tyłu głowy ogromny z tym problem. A co, jeżeli w którymś klubie, nawet przy doskonałej opiece medycznej i możliwości odłączenia chorego od zespołu zapanuje chaos? Nagle z jednego chorego może się zrobić 10, a wirus przejdzie na kolejne kluby. Wtedy igrzyska znów zostaną zamknięte.

My wrócimy do szarowirusowej rzeczywistości. A kluby będą miały kolosalne problemy. Telewizje nie wypłacą im gaży, ponieważ nie dostaną produktu. Kluby bez pieniędzy z nich stracą płynność finansową i mogą upaść. Dziennikarze nie będą mieli o czym pisać, przez to wiele gazet, portali czy telewizji sportowych straci czytelników, słuchaczy czy abonentów, pieniądze, a może nawet i przestanie istnieć. Gdy to się stanie, kibice nie otrzymają rozrywki.

Te wszystkie dziedziny łączą się ze sobą. Jeżeli jeden element nie funkcjonuje jak należy, to kolejne mają równie wielkie kłopoty. Pozostaje tylko wierzyć, że ten czarny scenariusz się nie wydarzy. Pozostaje wiara, że sytuacja się opanuje, a my wrócimy jak najszybciej do normalnego życia. Powrót piłki jest jednym z sygnałów, że tak się dzieje. Nie ulega wątpliwości, że futbol jest jednym z elementów normalnego życia całej masy ludzi. Więc trzymajmy kciuki za sukces tego przedsięwzięcia.

Facebook