Wywiad z byłym trenerem GKS-u Katowice: “Ciągnie mnie na ławkę trenerską”

Czas epidemii to przestój nie tylko dla drużyn profesjonalnych, ale też szkółek i innych okołopiłkarskich stowarzyszeń. O epidemii, GKS-ie Katowice i podopiecznych rozmawialiśmy z trenerem Wojciechem Osyrą.

Okres pandemii to trudny czas dla wszystkich, w tym także dla sportowców. Jak ta sytuacja wpłynęła na Pana trenerską działalność?

Z wiadomych względów nie prowadzę obecnie treningów indywidualnych, ale współpracuję z kilkoma zawodnikami, których prowadzę w treningu zdalnym, ale codziennym. Mam z nimi kontakt za pomocą telefonu i maila. Dziennie trenujemy, dziennie dostają ode mnie opracowane rozpiski, które realizują już indywidualnie. To praca zdalna, trening jest zbilansowany na potrzeby wielu piłkarskich obszarów. Wyszedłem również z propozycją dla piłkarzy, którzy pomimo przerwy w treningach nie chcą tracić procesu treningowego, i zaproponowałem ułożenie mikrocyklów treningowych. Zaciekawiło to młodych adeptów i takim sposobem kilkoro z nich trenuje pod moim okiem od poniedziałku do soboty, mając w niedzielę dzień wolny. Pandemia nie zatrzymała procesu treningowego.

Nigdy Pan nie ukrywał, że Pana ukochanym klubem jest GKS Katowice. Jak ocenia Pan kryzys zarówno sportowy, jak i organizacyjny klubu?

I zawsze tak pozostanie. Jednak kiedy obserwuję poczynania i zarządzanie klubem w ostatnich latach, to zastanawiam się czasami, czy aby nie jest to działanie celowe. Dziś GieKSa to trzecioligowy poziom rozgrywek, szasta się jej marką, nie zważa się na wspaniałą historię, brak w niej wychowanków, pełno ludzi z przypadku, kibiców na meczach jak na lekarstwo. Nie zbuduje się klubu bez ludzi bezpośrednio z nim związanych, najemnicy traktować go będą zawsze jak krowę dojną, co pokazał dobitnie ostatni sezon, w którym klub spadł do 2 ligi. To, co się wydarzyło, tak mocno odbiło piętno na ludziach GieKSy, że prawdziwi kibice nie umieją do dziś w to uwierzyć. A jednak. Dziś trochę drgnęło. Mamy prezesa Szczerbowskiego – kibica i sympatyka GieKSy, dyrektora sportowego w osobie Roberta Góralczyka, który również od najmłodszych lat utożsamiał się z GieKSą. Tą drogą należy iść – to jedyny słuszny kierunek.

Z trenera drużyn profesjonalnych przeniósł się Pan do analizy oraz trenera indywidualnego. Co sprawia/sprawiało panu większą przyjemność i dlaczego?

Zainspirował mnie Artur Skowronek. W czasie, kiedy oczekiwał na propozycję pracy, prowadził podobne zajęcia. Poszedłem jego śladem. Postanowiłem otworzyć własną działalność, głównie trening indywidualny. Z czasem jednak rozszerzyłem ją o analizy meczowe. Proszę wyobrazić sobie, że z treningu korzystają na co dzień zawodnicy z 40 klubów nie tylko Śląska, ale również Małopolski i województwa mazowieckiego. Że na trening godzinny dojeżdżają do mnie zawodnicy np. z Tarnowa czy z Warszawy. To miłe. Mam świetnych trenerów, których bardzo ostrożnie dobieram do współpracy. Moja firma działa w Mysłowicach i Częstochowie, 22 marca mieliśmy otworzyć oddział w Tarnowie, ale pandemia pokrzyżowała nam szyki. To wszystko sprawia, że rozwój firmy oraz współpraca z piłkarzami od 7 roku życia do seniora, którzy w opinii piłkarzy i ich rodziców robią regularne postępy, sprawia mi olbrzymią radość i satysfakcję. Muszę jednak przyznać, że na ławkę trenerską ciągnie mnie bardzo. Jeśli pojawi się konkretna propozycja, to ją rozważę. To inny wymiar pracy i inna adrenalina. Kiedyś powiedziałem sobie, że wrócę do GieKSy, niekoniecznie w roli trenera. Kto wie co przyniesie czas.

Współpracuje Pan z jedną z najlepszych akademii na Śląsku. Dostrzega Pan potencjał w tych chłopakach?

Prawie trzy lata współpracuję ze Stadionem Śląskim w obszarze analiz meczowych. Po takim okresie śmiało mogę stwierdzić, jak świadomy plan i konkretną strukturę pracy ma klub, którym zarządza Andrzej Miłkowski. O jakości pracy świadczą młodzi piłkarze Stadionu, którzy regularnie trafiają do klubów z najwyższych lig w Polsce. To mówi samo za siebie.

Na zakończenie tak zwane szybkie strzały. Najlepszy piłkarz, z którym grał Pan jako piłkarz.

Piotr Świerczewski – imponował mi jego charakter.

Najlepszy piłkarz, przeciwko któremu grał Pan jako piłkarz.

Paulo Sergio – Bayer Leverkusen.

Najlepszy piłkarz, którego prowadził Pan jako trener.

Artur Prokop.

Najlepszy piłkarz, przeciwko któremu grał Pan jako trener.

Hubert Wołąkiewicz.

Największe marzenie sportowe.

Mam dwa: 1. GKS w Ekstraklasie, 2 . aby co najmniej jeden z moich zawodników trenujących w treningu indywidualnym trafił do ESA i reprezentacji Polski.

 

rozmawiał: Marcin Rogiński

Facebook