Francuzi, jak donosi “L’Equipe”, chcą wznowić rozgrywki 17 czerwca. “Bild” informuje, że Bundesliga ma zacząć grać na początku maja. Polacy patrzą w kierunku zachodniego sąsiada i również zastanawiają się nad wznowieniem rozgrywek. O ile wznowienie rozgrywek jest raczej nieuniknione, o tyle pomysł francuskiej federacji, by pod koniec czerwca ponownie wprowadzić kibiców na trybuny, jest wręcz absurdalny.

Tu absolutnie nie chodzi o to, że nie chcę, by kibice obserwowali z ich perspektywy spotkania. Bez kibiców na stadionach nie ma dobrej piłki! Jednak sytuacja, jakiej jesteśmy obecnie świadkami, zmusza nas do pewnej, choć drobnej refleksji. W jakich miejscach najłatwiej o nowe zarażenia, w konsekwencji zgony i ponowne obostrzenia? Dokładnie, w dużych skupiskach ludzi. Galerie handlowe, teatry, kina, bary… Ale także hale sportowe i stadiony. Jeśli tak szybko wrócimy do normalnego, sportowego życia, może się bardzo łatwo okazać, że mimo usilnych prób stłumienia i zminimalizowania szans na zakażenie wirusem pojawią się ponownie nowe ogniska, a co za tym idzie – cały cykl rozpocznie się od nowa.

Wiadomym jest, że ligi i tak wrócą. Federacje krajowe, jak i europejskie nie mogą sobie pozwolić na straty. I tak już są ogromne, zważywszy na to, że od prawie miesiąca cały sport stoi. I popieram z całą stanowczością i sercem wznowienie lig. Jednak na pewnych warunkach, bazujących na ograniczeniu ilości pracowników niezbędnych do przeprowadzenia transmisji. Co za tym idzie – zapewnienia im niezbędnego sprzętu, który zapobiegnie rozprzestrzenieniu się wirusa, który zabił już ponad 100 tysięcy ludzi! W przeciągu niecałych czterech miesięcy!

Wiadomo, że wiele klubów ucierpi na brakach z biletów. Ale zastanówmy się i popatrzymy na przykładzie polskich stadionów. Ilu kibiców przychodzi na mecze? 2000? Może 5000? Wyjątkiem są duże miasta, jak Warszawa czy Poznań. Mimo to wpływy z biletów są kroplą w budżecie, gdy do klubów spływają grube miliony z praw telewizyjnych. Co za tym idzie lepiej grać bez kibiców, ale grać. A swoim fanom zapewnić dostęp do oglądania spotkań swojej drużyny. Może nie będzie to równoznaczne z obserwacją gry swojej ekipy z perspektywy trybun. Ale dzięki temu zapewnimy im choć odrobinę więcej bezpieczeństwa i spokoju.

Wydaje mi się, że lepiej dmuchać na zimne. Zabezpieczyć się w najlepszy możliwy sposób i powoli wracać do starego rytmu życia. Niemniej warto na razie pomyśleć o tym, aby unikać wielkich skupisk ludzi. Przynajmniej na jakiś czas. To ułatwi pracę lekarzom i służbom medycznym. Dodatkowo przyspieszy proces wygaszania się koronawirusa i całej epidemii. Wtedy też szybciej ze spokojną głową wrócimy na nasze ukochane stadiony, do ulubionych hal i będziemy oglądać swoich ulubieńców w akcji. A na razie obserwujmy ich przed ekranem, dla własnego dobra i bezpieczeństwa.

Francuzi, jak donosi “L’Equipe”, chcą wznowić rozgrywki 17 czerwca. “Bild” informuje, że Bundesliga ma zacząć grać na początku maja. Polacy patrzą w kierunku zachodniego sąsiada i również zastanawiają się nad wznowieniem rozgrywek. O ile wznowienie rozgrywek jest raczej nieuniknione, o tyle pomysł francuskiej federacji, by pod koniec czerwca ponownie wprowadzić kibiców na trybuny, jest wręcz absurdalny.

Tu absolutnie nie chodzi o to, że nie chcę, by kibice obserwowali z ich perspektywy spotkania. Bez kibiców na stadionach nie ma dobrej piłki! Jednak sytuacja, jakiej jesteśmy obecnie świadkami, zmusza nas do pewnej, choć drobnej refleksji. W jakich miejscach najłatwiej o nowe zarażenia, w konsekwencji zgony i ponowne obostrzenia? Dokładnie, w dużych skupiskach ludzi. Galerie handlowe, teatry, kina, bary… Ale także hale sportowe i stadiony. Jeśli tak szybko wrócimy do normalnego, sportowego życia, może się bardzo łatwo okazać, że mimo usilnych prób stłumienia i zminimalizowania szans na zakażenie wirusem pojawią się ponownie nowe ogniska, a co za tym idzie – cały cykl rozpocznie się od nowa.

Wiadomym jest, że ligi i tak wrócą. Federacje krajowe, jak i europejskie nie mogą sobie pozwolić na straty. I tak już są ogromne, zważywszy na to, że od prawie miesiąca cały sport stoi. I popieram z całą stanowczością i sercem wznowienie lig. Jednak na pewnych warunkach, bazujących na ograniczeniu ilości pracowników niezbędnych do przeprowadzenia transmisji. Co za tym idzie – zapewnienia im niezbędnego sprzętu, który zapobiegnie rozprzestrzenieniu się wirusa, który zabił już ponad 100 tysięcy ludzi! W przeciągu niecałych czterech miesięcy!

Wiadomo, że wiele klubów ucierpi na brakach z biletów. Ale zastanówmy się i popatrzymy na przykładzie polskich stadionów. Ilu kibiców przychodzi na mecze? 2000? Może 5000? Wyjątkiem są duże miasta, jak Warszawa czy Poznań. Mimo to wpływy z biletów są kroplą w budżecie, gdy do klubów spływają grube miliony z praw telewizyjnych. Co za tym idzie lepiej grać bez kibiców, ale grać. A swoim fanom zapewnić dostęp do oglądania spotkań swojej drużyny. Może nie będzie to równoznaczne z obserwacją gry swojej ekipy z perspektywy trybun. Ale dzięki temu zapewnimy im choć odrobinę więcej bezpieczeństwa i spokoju.

Wydaje mi się, że lepiej dmuchać na zimne. Zabezpieczyć się w najlepszy możliwy sposób i powoli wracać do starego rytmu życia. Niemniej warto na razie pomyśleć o tym, aby unikać wielkich skupisk ludzi. Przynajmniej na jakiś czas. To ułatwi pracę lekarzom i służbom medycznym. Dodatkowo przyspieszy proces wygaszania się koronawirusa i całej epidemii. Wtedy też szybciej ze spokojną głową wrócimy na nasze ukochane stadiony, do ulubionych hal i będziemy oglądać swoich ulubieńców w akcji. A na razie obserwujmy ich przed ekranem, dla własnego dobra i bezpieczeństwa.

Z kibicami czy bez? – |Krótka Piłka|

Francuzi, jak donosi “L’Equipe”, chcą wznowić rozgrywki 17 czerwca. “Bild” informuje, że Bundesliga ma zacząć grać na początku maja. Polacy patrzą w kierunku zachodniego sąsiada i również zastanawiają się nad wznowieniem rozgrywek. O ile wznowienie rozgrywek jest raczej nieuniknione, o tyle pomysł francuskiej federacji, by pod koniec czerwca ponownie wprowadzić kibiców na trybuny, jest wręcz absurdalny.

Tu absolutnie nie chodzi o to, że nie chcę, by kibice obserwowali z ich perspektywy spotkania. Bez kibiców na stadionach nie ma dobrej piłki! Jednak sytuacja, jakiej jesteśmy obecnie świadkami, zmusza nas do pewnej, choć drobnej refleksji. W jakich miejscach najłatwiej o nowe zarażenia, w konsekwencji zgony i ponowne obostrzenia? Dokładnie, w dużych skupiskach ludzi. Galerie handlowe, teatry, kina, bary… Ale także hale sportowe i stadiony. Jeśli tak szybko wrócimy do normalnego, sportowego życia, może się bardzo łatwo okazać, że mimo usilnych prób stłumienia i zminimalizowania szans na zakażenie wirusem pojawią się ponownie nowe ogniska, a co za tym idzie – cały cykl rozpocznie się od nowa.

Wiadomym jest, że ligi i tak wrócą. Federacje krajowe, jak i europejskie nie mogą sobie pozwolić na straty. I tak już są ogromne, zważywszy na to, że od prawie miesiąca cały sport stoi. I popieram z całą stanowczością i sercem wznowienie lig. Jednak na pewnych warunkach, bazujących na ograniczeniu ilości pracowników niezbędnych do przeprowadzenia transmisji. Co za tym idzie – zapewnienia im niezbędnego sprzętu, który zapobiegnie rozprzestrzenieniu się wirusa, który zabił już ponad 100 tysięcy ludzi! W przeciągu niecałych czterech miesięcy!

Wiadomo, że wiele klubów ucierpi na brakach z biletów. Ale zastanówmy się i popatrzymy na przykładzie polskich stadionów. Ilu kibiców przychodzi na mecze? 2000? Może 5000? Wyjątkiem są duże miasta, jak Warszawa czy Poznań. Mimo to wpływy z biletów są kroplą w budżecie, gdy do klubów spływają grube miliony z praw telewizyjnych. Co za tym idzie lepiej grać bez kibiców, ale grać. A swoim fanom zapewnić dostęp do oglądania spotkań swojej drużyny. Może nie będzie to równoznaczne z obserwacją gry swojej ekipy z perspektywy trybun. Ale dzięki temu zapewnimy im choć odrobinę więcej bezpieczeństwa i spokoju.

Wydaje mi się, że lepiej dmuchać na zimne. Zabezpieczyć się w najlepszy możliwy sposób i powoli wracać do starego rytmu życia. Niemniej warto na razie pomyśleć o tym, aby unikać wielkich skupisk ludzi. Przynajmniej na jakiś czas. To ułatwi pracę lekarzom i służbom medycznym. Dodatkowo przyspieszy proces wygaszania się koronawirusa i całej epidemii. Wtedy też szybciej ze spokojną głową wrócimy na nasze ukochane stadiony, do ulubionych hal i będziemy oglądać swoich ulubieńców w akcji. A na razie obserwujmy ich przed ekranem, dla własnego dobra i bezpieczeństwa.

Facebook