Zawsze patrz na radosną stronę życia – | Krótka Piłka |

Piast Gliwice został Mistrzem Polski. Dla drużyny z Śląska to pierwszy puchar w historii. Podopieczni Waldemara Fornalika w ostatnim spotkaniu pokonali Lecha Poznań 1-0. W Warszawie zaś wielka smuta – stołeczna drużyna zremisowała 2-2 z Zagłębiem Lubin.

Dynastia Piastów 

Nie mogę zacząć tego tekstu inaczej niż gratulacjami i biciem pokłonów w stronę Gliwic. Waldemar Fornalik, trener, który blisko rok temu z Piastem cudem utrzymał się w Ekstraklasie, wycisnął z zespołu Piastunek całą esencję i osiągnął sukces. Szczególnie ważne w kontekście mistrzostwa było zwycięstwo na Łazienkowskiej. Tam też ostatecznie potwierdzili swoją jakość, pomimo mniejszego budżetu czy po prostu słabszej kadry. Jednak pokonali warszawskiego Goliata, kolosa o nogach pudla.

Ostatnie dwa spotkania, szczególnie to z Pogonią, były pięknym akcentem Jakuba Szmatuły. Co by o nim nie powiedzieć – ten facet odstaje umiejętnościami od Placha. Jednak w najważniejszym momencie w historii klubu, jako jego kapitan, stanął na wysokości zadania. Jest on jednym z bohaterów tego sezonu. Zasłużył na ten puchar jak mało kto.

Jodłowiec i Czerwiński. Co łączy te nazwiska? Są oni, lub do niedawna byli, graczami Legii. Przy Łazienkowskiej uznano ich za zbędnych. W Gliwicach pokazali, na co ich stać, zarazem posłali do stolicy szyderczy uśmiech. W pełni zasłużony.

Peany miłosne futbolowych romantyków w kierunku Gliwic będą płynąć jeszcze przez najbliższe kilka tygodni. Do momentu aż nie dojdzie do sprzedaży zawodników, a to na pewno nastąpi. Może też się to zdarzyć po porażce z klubem z Wysp Owczych czy Malty. Przykro mi, ale pomimo całej mojej sympatii do „polskiego Leicester” muszę stwierdzić niezaprzeczalne fakty – to nie jest drużyna, która awansuje do Ligi Europy, o Lidze Mistrzów nawet nie wspominając.

Pomijając to wszystko – nieważne, co będzie za chwilę, carpe diem! Zasłużyliście na ten tytuł jak mało kto. Na boisku wywalczyliście go pewnie i zdecydowanie (19 punktów na 21 możliwych w grupie mistrzowskiej).

Znalazł się cwaniak na warszawiaka

Podczas transmisji meczu Legii z Zagłębiem usłyszałem zaintonowaną przez kibiców piosenkę z kapitalnej komedii autorstwa Monty Pythona, „Żywot Briana”. Jednak przed oczami nie miałem sceny końcowej, a fragment o kamienowaniu. Dokładniej moment, gdy odczytujący wyrok został zasypany kamieniami oraz przygnieciony głazem. Tak właśnie widzę klub z Warszawy – zasypywany gradem złośliwości. Z kolei wielki głaz ma na sobie wyryte dwa herby – Piasta i Rakowa. Pierwsi zabrali im czwarty z rzędu tytuł mistrza kraju, zaś beniaminek Lotto Ekstraklasy pozbawił ich Pucharu Polski.

Przed sezonem 2018/19 w Warszawie uznano chyba, że stołecznym chłopakom potrzeba troszkę luzu po chorwackiej wersji Romea i Julii, która skompromitowała klub w pucharach. Zatrudnili oni Milowicza w wersji portugalskiej. A on, zamiast ich rozruszać, wsadził im kije tak, że zapomnieli, jak poruszać się z piłką.

Fatalny sezon miał uratować Vuković. Jedyne co zrobił, to stwierdził po porażce z Zagłębiem, że legionistą jest ten, który „zapierdala”. Tak na konferencji prasowej po przegranym sezonie wypowiada się trener klubu, który ma być wizytówką naszej piłki w Europie. Pozazdrościć kultury. Ja również mogę rzucić „kurwą”, jednak wtedy nie będę traktowany przez ludzi jak poważna osoba, tylko jak niewychowany buc. Rozumiem sportową złość, ale na litość boską – kalosze ze słomą proszę zostawić w szatni, a na konferencję przyjść z konkretem – zagraliśmy słaby mecz, źle dobrałem jedenastkę, źle przygotowałem zespół. Dodatkowo mógł wyciągnąć kartkę z napisem #PudelOut i tym miłym akcentem zakończyć konferencję.

Odchodząc, daj innym powód do śmiechu

Aż smutno się robi, kiedy widzę biednego prezesa Miodulskiego, załamanego wynikiem swojego zespołu i grą, zrozpaczonego patrzącego na trenera z legijnym DNA, który pozbawia kibiców złudzeń…

Dobra, wystarczy tej farsy.

Mówiąc już poważnie – prezes Miodulski powinien zrobić sobie, dla dobra Legii i polskiej piłki, przerwę od zarządzania klubem piłkarskim. Najlepiej dożywotnią.

Odkąd przejął całkowitą kontrolę nad Legią (ponad 2 lata) w Warszawie zobaczyliśmy już 5 szkoleniowców na lata. Chyba bardziej do lata. Oprócz nich zobaczyliśmy także kilkanaście koncepcji każdego z nich na budowanie zespołu czy transfery. Co to dało? Brak awansu choćby do Ligi Europy, tony zagranicznego szrotu oraz dziura budżetowa, przez którą Legia ma nadzór finansowy. Tak kończy wielki klub, zarządzany przez osobę, która nie zna się na prowadzeniu klubu piłkarskiego.

Legii Warszawa potrzeba resetu, nowego początku, aby w przyszłym sezonie znów sięgnąć po mistrzostwo kraju. Jednak nie zmienia to faktu, że to Piast zasłużenie wygrał tytuł. W Gliwicach feta na ulicach. Jedynie Waldek nie do końca szczęśliwy – teraz czeka go jeszcze więcej pracy, aby dalej walczyć o wyżyny ligowe.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook